Paweł Kos-Nowicki, Monika Kos-Nowicka: Opanowaliśmy sztukę kompromisu

MELOMANI ONLINE: Właśnie zbliża się do końca X edycja Letniego Festiwalu Nowego Miasta w Warszawie, którego filarem jest orkiestra Warsaw CamerataPodczas finałowego koncertu w niedzielę 6 sierpnia zadyryguje nią Jerzy Maksymiuk. Cofnijmy się jednak do samego początku – jak zrodziła się ta inicjatywa? Będzie to też zapewne, Pawle, opowieść o orkiestrze, którą prowadzisz obecnie i jej poprzedniczce – Nowej Orkiestrze Kameralnej.

Paweł Kos-Nowocki dyryguje orkiestrą Warsaw Camerata. Zdjęcie: Weronika Pawłowska.
Paweł Kos-Nowicki dyryguje orkiestrą Warsaw Camerata. Zdjęcie: Weronika Pawłowska.

PAWEŁ KOS-NOWICKI: Historia zaczyna się w roku 1999-2000. Spotkaliśmy się z grupą przyjaciół podczas pracy nad operą Jerzego Fryderyka Handla „Sosarme” w Akademii Muzycznej w Warszawie. Miałem początkowo być asystentem dyrygenta, który jednak się wycofał i Agata Sapiecha, która sprawowała kierownictwo muzyczne zapytała, czy nie stanąłbym za pulpitem. Jednocześnie właśnie wtedy przyjechał do Polski Richard Berkeley, kontratenor, obecnie prezes Fundacji Nowa Orkiestra Kameralna. Miał warsztaty z odtwórcami głównych ról wokalnych. Zaproponował, żebyśmy zrobili coś dalej na bazie zespołu pracującego and tym przedsięwzięciem.
Ja byłem wówczas jeszcze studentem i marzyłem o posiadaniu własnej orkiestry, Monika była tuż po studiach. W tym czasie państwo raczej wycofywało się z wspierania finansowo tego rodzaju inicjatyw, my z kolei nie byliśmy jeszcze przyzwyczajeni do myślenia rynkowego: trzeba mieć produkt, który się sprzedaje. Zaczęliśmy grać nie mając wsparcia znikąd, spotykaliśmy się po prostu z grupą przyjaciół na próbach i koncertach: tak funkcjonowaliśmy przez pierwsze dwa lata.

MELOMANI ONLINE: To z czego żyliście wtedy?

PAWEŁ KOS-NOWICKI: Mieliśmy szczęście – ojciec Moniki radził sobie dobrze finansowo i zgodził się utrzymywać dwóch darmozjadów – artystów „na dorobku”. Rola tego mecenesa była absolutnie nie do przecenienia 🙂 Jako student miałem też stypendium Ministerstwa Kultury za wyniki, a ponadto rentę rodzinną, gdyż mój ojciec zmarł wcześnie, w 1997 r. Do 26. roku życia funkcjonowałem po części na koszt państwa i wspominam to bardzo dobrze. Mieliśmy więc możliwość pracy marzycielskiej. Richard też powtarzał, że żaden zespół tego typu nie może istnieć bez programów edukacyjnych (w języku angielskim jest na to ładne określenie „outreach”). Pierwsze dostacje od miasta dostaliśmy właśnie na działania wśród uczniów.
Po pięciu latach funkcjonowania pojawił się w dzielnicy Śródmieście konkurs na zorganizowanie cyklu imprez kulturalnych w obrębie Traktu Królewskiego. To był początek Festiwali Nowego Miasta. Graliśmy wtedy w cztery niedziele w czterech kościołach – oprócz tych, które są z naszą imprezą związane na stałe od 10 lat (dominikanie na Freta, franciszkanie na Zakroczymskiej i kościół Nawiedzenia NMP na ul. Przyrynek), występowaliśmy wtedy jeszcze w kościele paulinów na ul. Długiej.

MELOMANI ONLINE: Czy macie jakieś „odgórne” uzgodnienia ze stroną kościelną?

PAWEŁ KOS-NOWICKI: Nie, umawiamy się w każdym z tych miejsc z osobna. Po dziesięciu latach przeor dominikanów, gwardian u franciszkanów czy proboszcz na Przyrynku wiedzą kto, do nich przychodzi i po prostu w pewnym momencie zaczynamy pracę. Franciszkanie chcą zresztą, żebyśmy grali u nich więcej koncertów, nie tylko podczas Festiwalu, ale w ciągu całego roku. Ja się z tego bardzo cieszę, bo przez wieki właśnie w kościołach sztuka wzrastała i kwitła. Uważam, że to jest dobre miejsce dla sztuki. Może nie perfekcyjne do grania, ale zawsze można znaleźć utwory pasujące do tych wnętrz.

Wracając jeszcze do historii festiwalu: w 2009 r. ówczesny burmistrz Śródmieścia Piotr Królikiewicz zasugerował nam, żebyśmy skupili się na muzyce polskiej. To było trochę pytanie, trochę życzenie, ale w zasadzie propozycja nie do odrzucenia. Zrozumieliśmy, że albo tak, albo wcale. Nie było nam jednak z tym nie po drodze, gdyż od początku uważaliśmy, że kto jak nie my ma pokazywać polską muzykę.

Monika Kos-Nowicka. Zdjęcie z archiwum domowego.
Monika Kos-Nowicka. Zdjęcie z archiwum domowego.

MONIKA KOS-NOWICKA: Zaczęliśmy wtedy sprawdzać i okazało się, że nie ma wielu imprez z muzyką wyłącznie polską.

PAWEŁ KOS-NOWICKI: Jak widać to przyjęło się, funkcjonuje i będzie funkcjonować dalej.

MELOMANI ONLINE: Jak z Nowej Orkiestry Kameralnej zrodziła się Warsaw Camerata?

PAWEŁ KOS-NOWICKI: Fundacja Nowa Orkiestra Kameralna zaczęła robić dużo rzeczy dookoła: miała amatorski chór, szkolenia, jakieś działania biznesowe. I w pewnym momencie NOK zaczęto postrzegać jako zespół hobbystów. Poza tym orkiestra przestała być „nowa”. Doszliśmy do wniosku, że trzeba trochę uporządkować te różne obszary. Powstał Chór Warszawski zamiast chóru FNOK, powstała Warsaw Camerata i każdy zaczął trochę pracować na swój rachunek, choć Fundacja pozostała zapleczem organizacyjno-finansowym. Podkreślamy jednak zawsze, że Warsaw Camerata wywodzi się z NOK – zespołu, który kiedyś występował z samym Christopherem Hogwoodem.

Paweł i Monika Kos-Nowiccy z Christopherem Hogwoodem
Paweł i Monika Kos-Nowiccy z Christopherem Hogwoodem

MELOMANI ONLINE: Robicie oboje wiele, by kolejne pokolenie – na razie w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym – nie wzdragało się w przyszłości, słysząc słowo „filharmonia”. Moniko, edukacja najmłodszych melomanów to zdaje się głównie Twoja działka.

MONIKA KOS-NOWICKA: Przede wszystkim trzeba tu powiedzieć o Filharmonii Przedszkolaka. Wymyśliliśmy ten program, kiedy nasz starszy syn był w wieku przedszkolnym. Zaczęło się od wizyty w jego przedszkolu pod hasłem „co robią Twoi rodzice”: ja z koleżankami jako kwartet coś zagraliśmy, a Paweł opowiadał o muzyce klasycznej, która nie jest wcale taka straszna. Zostaliśmy dobrze przyjęci, więc zaczęliśmy pisać wnioski do miasta i dzielnic i z powodzeniem rozszerzyliśmy program na kolejne placówki, głównie przedszkola państwowe.
W tym roku mieliśmy ok. 400 godzin różnej działalności animacyjnej.
Dla starszych dzieci wymyśliliśmy warsztaty, podczas których muszą podejmować decyzje twórcze: co mamy zagrać, jaką historię przedstawić.
Organizujemy też od wielu lat cykl Koncertów Rodzinnych na Łowickiej, w tej chwili czekamy na rozstrzygnięcie kolejnego konkursu.

MELOMANI ONLINE: Czy małe dzieci podczas koncertów mogą się swobodnie przemieszczać?

MONIKA KOS-NOWICKA: Nie, to byłoby logistycznie trudne do ogarnięcia.

MELOMANI ONLINE: I udaje się utrzymać ich uwagę?

MONIKA KOS-NOWICKA: Tak, gramy krótkie fragmenty. Jeżeli jest dłuższy utwór, to dzielimy go na części, przeplatane opowieściami o tym, co można usłyszeć. Wszystko jest dopasowane do percepcji dzieci.

PAWEŁ KOS-NOWICKI: Co ważne, nie jest to słuchanie dla słuchania. Moja koleżanka, doktor psychologii, powiedziała kiedyś, że dziecko musi mieć jasno wyznaczony cel słuchania. Słuchanie muzyki, bo jest ładna, u większości dzieci przedszkolnych nie ma sensu.

Zajęcia z dziećmi w szkole podstawowej
Zajęcia z dziećmi w szkole podstawowej

MELOMANI ONLINE: Jaki może być ten cel?

PAWEŁ KOS-NOWICKI: Na przykład próba policzenia, ile razy w Rondzie Mozarta pojawia się temat albo jakie zwierzaki ukryły się w „Wiośnie” Vivaldiego. Jeśli np. jeż, to pytamy, który instrument zagrał jeża.
Rzeczą frustrującą jest to, że muzyka nas w tej chwili otacza praktycznie bez przerwy – jest tłem, które nie zawsze nam odpowiada, ale nie mamy na to wpływu. I obserwujemy, że dzieci słuchają, kiedy do nich mówimy, ale gdy zaczynamy grać – natychmiast zaczynają rozmawiać. Przy muzyce gadamy wszędzie: w kawiarni, w sklepie, w samochodzie. Dzieci wyciągają po prostu wnioski z zachowania dorosłych.

MONIKA KOS-NOWICKA: Przykład, jaki dają dorośli, jest kluczowy. Jeśli w przedszkolu, w którym gramy, panie wychowawczynie nie piją w tym czasie kawy, stukając szklankami albo nie stukają w smartfony, dzieci bardziej koncentrują się na tym, co robimy.

PAWEŁ KOS-NOWICKI: Na zachowanie dzieci niebagatelny wpływ ma też pogoda. Gdy nadchodzi burza, nie mogą się skoncentrować. Wychowawczynie uprzedzają nas też czasami, że będzie trudno, bo dzieci są niewyspane albo np. oczekują na wizytę Mikołaja.
Zresztą to samo dotyczy w dużym stopniu dorosłych. Krzysztof Baculewski na seminarium z krytyki muzycznej na warszawskiej Akademii mawiał nam: jeśli macie kaca, nie wyspaliście się albo boli was głowa, nie idźcie na koncert, bo wiadomo, że napiszecie złą recenzję.

MELOMANI ONLINE: Często pamiętamy utwór przez pryzmat chwili, tego, co w danym momenie czuliśmy. Słuchamy drugi raz i tego czegoś w utworze już nie odnajdujemy.

PAWEŁ KOS-NOWICKI: I to właśnie w muzyce jest fantastyczne, że nie jest zawsze taka sama!

MELOMANI ONLINE: Macie też adresowany do dorosłych projekt muzyczny, który nosi tytuł „Warsaw Camerata a la carte!”. Jak mieszkańcy trzech warszawskich dzielnic, Pragi Północ, Woli i Bemowa – do nich, jak rozumiem, jest adresowany i z nimi realizowany ten trzyletni (2017-2019) projekt – wpływają na kształt koncertów, których potem mogą posłuchać?

PAWEŁ KOS-NOWICKI: Ze znajomymi i ze słuchaczami koncertów rozmawialiśmy wielokrotnie o programach proponowanych przez instytucje. I wielokrotnie padało stwierdzenie, że są w nich utwory, które lubią grać artyści, ale publiczność niekoniecznie chce ich słuchać. Postanowiliśmy więc odwrócić sytuację i zapytać ludzi, czego chcą słuchać. Głosują na nasze propozycje albo poprzez internet albo tradycyjnie, na kartce podczas koncertów. Propozycje są oczywiście dostosowane do naszych możliwości kadrowych i finanowych.
Nie porwiemy się na Mahlera, bo wtedy całą naszą dotację pochłonąłby zapewne jeden koncert. Teraz np. trwa zacięta walka pomiędzy miłośnikami Serenady Czajkowskiego i symfonii Haydna. Nasz rekord to 650 głosów – wtedy rywalizowały „Mesjasz” Handla i „Gloria” Vivaldiego. Cztery lata już to robimy, a kolejne trzy przed nami. Śmiejemy się, że to jest taka wersja live odtwarzacza płytowego: gramy to, czego ludzie chcą w danym momencie słuchać.

MELOMANI ONLINE: Gdzie odbywają się te koncerty?

PAWEŁ KOS-NOWICKI: Zawsze w kościołach, bo jak wiadomo Warszawa nie jest miastem, które może poszczycić się salą koncertową w każej dzielnicy. Na Bemowie np. u księży michalitów na Markiewicza.
„Warsaw Camerata a la carte!” to nie są wyłącznie koncerty, mamy też spotkania w przedszkolach.

MELOMANI ONLINE: Pawle, podobnie jak Jerzy Maksymiuk, który w tym roku poprowadzi Warsaw Cameratę w finałowym koncercie Letniego Festiwalu Nowego Miasta, jesteś uczniem prof. Bogusława Madeya.
Później doskonaliłeś swoje umiejętności m.in. u Sir Colina Daviesa. Ciekawi mnie, jak mistrzowie dyrygentury przekazują swoją wiedzę i doświadczenie młodym adeptom tej sztuki?

PAWEŁ KOS-NOWICKI: W przypadku prof. Madeya powiem tak: im więcej lat upływa od czasu ukończenia przeze mnie studiów, tym bardziej doceniam to, co robił. Podczas studiów czasami wydawało mi się, że trafiłem do piekła, bo profesor ma wciąż o coś pretensje i nic mu się nie podoba. Parę lat po studiach poszedłem na jego zajęcia i zobaczyłem na podium młodą dziewczynę, tak samo
w myślach arogancką jak ja kiedyś, bo przecież wszystko umie: profesor coś mówi, ona robi dokładnie na odwrót i jeszcze się denerwuje. Madey nie był typem wujka, który przytuli do piersi i pogłaska po głowie. Najpierw dostawaliśmy dość mocno po tyłkach, potem było już lepiej. Z czasem pojąłem, że ta szorstkość była potrzebna, żeby w przyszłości, gdy już staniemy przed orkiestrą, żaden muzyk nie był nas w stanie wyprowadzić z równowagi jakimś irytującym pytaniem. Więc metoda Madeya zdała rezultaty, wystarczy zresztą spojrzeć, ilu wybitnych dyrygentów wyszło spod jego ręki: Jerzy Maksymiuk, Marcin Nałęcz-Niesiołowski, Wojciech Rajski, z młodszych Łukasz Borowicz czy Paweł Kotla.
U Madeya niezwykle istotna była technika i to, jak się wygląda za pulpitem, estetyka, ekonomia ruchu i gestu. Uwielbiał kształtować dyrygentów na swój obraz. Sir Colin Davies, u którego byłem na kursie w Dreźnie, był zupełnie innym nauczycielem. Nie zwracał uwagi na to, jak się coś pokazało, natomiast dbał o dobrą komunikację, o czytelność gestów. Uważał, że przede wszystkim nie należy orkiestrze przeszkadzać. Pamiętam, że jeden z kolegów strasznie gestykulował w stronę muzyka, który grał na trójkącie. Davies zapytał: Czy on gra źle? Jeśli nie, to zostaw go w spokoju. Interweniuj wtedy, gdy coś się dzieje nie tak. To były święte słowa: pozwolić muzykom zagrać. To pewnie główna różnica między kursantami a mistrzem: oni bardzo chcieli zaistnieć, on nie musiał tego robić.

Warsaw Camerata podczas próby z Jerzym Maksymiukiem 1 sierpnia 2017 r.j
Warsaw Camerata podczas próby z Jerzym Maksymiukiem 1 sierpnia 2017 r.

MELOMANI ONLINE: Od lat współpracujecie przy różnych projektach muzycznych, Paweł jako dyrygent, ty, Moniko, jako skrzypaczka, a oboje jako animatorzy. Czy zawsze się we wszystkim zgadzacie?

MONIKA KOS-NOWICKA: Nie. Kłócimy się – to może za duże słowo, ale spieramy się. Z reguły dochodzimy do kompromisu, prawda? Nasze role szefa i pracownika przeplatają się: jako koordynator Filharmonii Przedszkolaka ja mówię Pawłowi, co ma robić i kiedy, na koncercie on kieruje orkiestrą, w której ja gram, a jednocześnie oboje jesteśmy członkami zarządu Fundacji.

PAWEŁ KOS-NOWICKI: Ważne jest, by w pewnym momencie powiedzieć stop, zostawić za sobą spory, które bywają niekiedy gorące, wyłączyć komputery i powiedzieć: teraz jesteśmy w domu. O tyle to niełatwe, że w naszym domu mieści się biuro Fundacji 🙂 Udało nam się opanować sztukę kompromisu: jesteśmy małżeństwem osiemnaście lat i tyle samo ze sobą pracujemy.

ANKIETA

Pierwsze wielkie olśnienie muzyczne

PAWEŁ KOS-NOWICKI [PKN]: Artysta, kompozytor i płyta w jednym. G.F. Handel – Mesjasz pod batutą Johna Eliota Gardinera. Jakość brzmienia, perfekcja chóru i piękno handlowskiej partytury.

MONIKA KOS-NOWICKA [MKN]: Występ zespołu „Mazowsze” w Sali Kongresowej, na który zabrał mnie mój tata. Miałam najwyżej 5 lat i byłam oczarowana. Postanowiłam już wtedy, że zostanę muzykiem 😉

Koncert, jaki zrobił na mnie największe wrażenie

PKN: Ogromne wrażenie wywarł na mnie koncert Sir Colina Daviesa, któy poprowadził orkiestrę Hochschule fur Musik C.M. von Weber, ale trudno jest się zdecydować na jeden.
Pamiętam z dzieciństwa Koncert e-moll Mendelssohna grany przez Magdalenę Rezler-Niesiołowską z Lubelską Filharmonią pod batutą japońskiego dyrygenta,
którego nazwiska w tej chwili nie pamiętam. Natomiast miłość do Mendelssohna pozostała.
Późniejsze wspomnienia to VII Symfonia Brucknera grana przez Concertgebouw w sali Musikverein w Wiedniu.  Dyrygował Riccardo Chailly. Wbiło mnie w fotel ich piano.

MKN: O dziwo nie związany z klasyka, którą zajmuję sie na codzień: Live at Wembley zespołu Queen – koncert z 1986 r, który na poczatku lat 90 kupiłam na kasecie wideo za ciężkie pieniądze (jak na ówczesne polskie warunki) w Austrii. Charyzma Freddiego Mercurego jest po prostu niesamowita.

Płyta, do której naczęściej powracam

PKN: Na dobrą sprawę co miesiąc inna 🙂 Ostatnio nie mogę się oderwać od Symfonii Reformacyjnej Mendelssohna z LSO pod dyrekcją J. E. Gardinera.

MKN: Nie mam takiej – lubię słuchać bardzo różnej muzyki.

Najczęściej słucham muzyki…

PKN: W domu, kiedy nikogo nie ma, włączam sprzęt (CD) i w spokoju słucham.

MKN: Przede wszystkim staram się słuchać „świadomie”, a nie przy okazji zajmowania się czymś innym. Nie lubię muzyki w tle.

Ulubione miejsce związane z muzyką

PKN: Właściwie nie mam. Najważniejsza jest jakość granej muzyki, a nie miejsce. 😉

MKN: Zamek Królewski w Warszawie – z kilku powodów: świetna akustyka, piękne wnętrze, kameralna publiczność. Wspaniałe miejsce zarówno do wykonywania muzyki, jak i do jej słuchania.

Plakat X Letniego Festiwalu Nowego Miasta
Plakat X Letniego Festiwalu Nowego Miasta

PAWEŁ KOS-NOWICKI

Absolwent Akademii Muzycznej im. F. Chopina [AMFC, obecnie Uniwersytet Muzyczny im. F. Chopina] w Warszawie, gdzie kształcił się pod kierunkiem prof. Bogusława Madeya. Uczestniczył także w kursach dyrygenckich prowadzonych przez Sir Colina Daviesa i J. Salwarowskiego.
Laureat III Ogólnopolskiego Przeglądu Młodych Dyrygentów im. W. Lutosławskiego w Białymstoku, stypendysta Ministra Kultury i Sztuki.
Zadebiutował w 1999 r. w sali Filharmonii Lubelskiej jako dyrygent Orkiestry Trybunału Koronnego. Współpracował także z orkiestrami Akademii Muzycznej w Warszawie, Opery i Filharmonii Podlaskiej, Filharmonii Częstochowskiej, Filharmonii Podkarpackiej, Płocką Orkiestrą Symfoniczną, Zamojską Orkiestrą Symfoniczną, Orkiestrą Kameralną ACADEMIA, Elbląską Orkiestrą Kameralną.
Od 2000 r. jest szefem Nowej Orkiestry Kameralnej. W 2010 roku z jego inicjatywy rozpoczął działalność zespół Warsaw Camerata.

MONIKA KOS-NOWICKA
Skrzypaczka. W 1999 r. ukończyła AMFC w Warszawie w klasie prof. J. Kucharskiego.  Kilkakrotnie brała udział w kursach mistrzowskich: w Łańcucie (klasa J. Kucharskiego i M. Orzechowskiej) oraz w Krems (Austria) na Ost-West Musikfest (w klasie mistrzowskiej prof. Igora Ojstracha, Aleksandra Arenkowa i Gernota Winischhofera).  Podczas kursów była również członkiem Orkiestry Festiwalowej, prowadzonej przez Sauliusa Sondeckisa.
Wielokrotnie zdobywała wyróżnienia na konkursach i przesłuchaniach regionalnych i ogólnopolskich.
Współzałożycielka orkiestry Warsaw Camerata oraz koordynator działań edukacyjnych Fundacji Nowa Orkiestra Kameralna. Współprowadzi Filharmonię Przedszkolaka, uczestniczy w warsztatach Tworzę, więc jestem!.