Bobo Stenson Trio – Contra la indecision [rekomendacje płytowe]

Z przyjemnością i przekonaniem rekomenduję kolejny tytuł monachijskiej wytwórni ECM, pierwszy od sześciu lat album tria kierowanego przez pianistę Bobo Stensona, znanego m.in. ze współpracy z Tomaszem Stańko.

Nie ukrywam, że taki właśnie jazz lubię najbardziej – kameralny, wysublimowany brzmieniowo (to zresztą też znak firmowy ECM i zasługa produkcji Manfreda Eichlera). Chciałoby się powiedzieć „smooth jazz”, gdyby nie to, że termin został zawłaszczony przez wykonawców znacznie mniej wysublimowanych. Muzyka szwedzkiego tria jest przyjazna dla ucha i bardzo melodyjna, ale nie wpada w banał i nie stroni czasem od komplikacji. Zwraca uwagę znakomita współpraca zespołu: każdy z muzyków wnosi coś istotnego i indywidualnego, ale ich wypowiedzi łączą się w hamonijną całość.

Bardzo ciekawy jest zestaw kompozycji, które znajdujemy na tym albumie, mających różne źródła, ale odbieranych jako spójna propozycja artystyczna. Tytułowy utwór napisał kubański piosenkarz i autor piosenek Silvio Rodríguez, mamy też trzy wycieczki w stronę klasyki: dokonaną przez Bartóka adaptację słowackiej pieśni weselnej, utwór z cyklu Cançons I Danses Frederica Mompou (katalońskiego kompozytora niedawno przypomnianego przez Daniiła Trifonowa na albumie „Evocations”) oraz „Elegię” Erika Satie. Autorem aż pięciu kompozycji jest kontrabasista Andres Jormin (wyróżniłbym spośród nich „Oktoberhavet”), jedną („Alice”) napisał lider Bobo Stenson, a cały zespół stworzył „Kalimba Impressions”.

Od chwili, gdy posłuchałem tej płyty po raz pierwszy, wracałam do niej już wielokrotnie – za każdym razem odkrywając nowe smaczki.

Nagrań dokonano w studiu radia i telewizji szwajcarskiej Auditorio Stelio Molo RSI w Lugano w maju 2017 r.

Data premiery: 19 stycznia 2018 r.

Muzycy: Bobo Stenson: fortepian; Anders Jormin: kontrabas; Jon Falt: perkusja.

[Paweł Piasecki]

David Virelles – Gnosis (poleca Piotr Domagała)

Mój typ na płytę roku 2017 to „Gnosis” Davida Virellesa. Bardzo podoba mi się sposób połączenia elementów muzyki współczesnej, etnicznej i
jazzowej, gdzie improwizacja i tradycja jazzu stanowią dynamiczne spoiwo całej muzyki. Zwaca uwagę wyśmienita pianistyka lidera –
urzekła mnie zwłaszcza jego ciężka, legatowa artykulacja, wydobywająca prawdziwą moc alikwotów z instrumentu. Muzyka prezentuje się swobodnie i lekko, jednocześnie jest bardzo oryginalna w formie i brzmieniu.

Piotr Domagała

Z Piotrem Domagałą, gitarzystą jazzowym, wykładowcą klasy gitary w Instytucie Jazzu Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach, kuratorem muzycznym festiwalu Podlasie SlowFest rozmawialiśmy w sierpniu ub. r.  (Piotr Domagała: Staram się słuchać muzyki uważnie, ale nie za dużo).

Theo Bleckmann – Elegy (poleca Szymon Nidzworski)

Nowojorski wokalista niemieckiego pochodzenia, Theo Bleckmann, debiutujący w wytwórni ECM solowym albumem „Elegy”, to moja propozycja na album roku 2017. Bleckmann objawia się tutaj nie tylko jako obdarzony niezwykle czystą barwą głosu oraz dysponujący niesamowitą techniką wokalista, ale przede wszystkim zachwyca jako kompozytor.

Ważną wskazówkę co do zawartości krążka stanowią słowa samego Bleckmanna: „każdy utwór odwołuje się do śmierci i transcendencji w pewien egzystencjalny sposób”. Otwierający album, tytułowy „Elegy”, wprowadza nas w ujmującą, kontemplacyjną i wzruszającą opowieść. Krystaliczne wokalizy Bleckmanna, połączone z brzmieniem znakomitej sekcji w składzie: Shai Maestro na fortepianie, Ben Monder na gitarze, Chris Torbini na kontrabasie oraz John Hollenbeck na perkusji, sprawiają wrażenie kolektywu doskonałego. Przemyślana w każdym detalu narracja sącząca się przez 12 utworów tego albumu prowadzona jest w mistrzowski sposób. Uwielbiam płyty, które wzruszają i zmuszają do refleksji, a ja słuchając „Elegy” Theo Bleckmanna, za każdym razem przeżywam ją na nowo. Serdecznie polecam wrażliwcom.

Szymon Nidzworski

Na początku grudnia ub. r. ukazała się płyta Szymon Nidzworski Project feat. Andrzej Seweryn „Behind Your Eyelids”, którą także polecaliśmy na stronie Melomani Online.

Wynton Marsalis i jego orkiestra w Polsce

W ramach miesięcznego europejskiego tournee Jazz at Lincoln Center Orchestra prowadzona przez wybitnego trębacza Wyntona Marsalisa, wystąpi dwukrotnie w Polsce. Pierwszy koncert odbędzie się 4 lutego w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu i będzie to program na 100. rocznicę urodzin Leonarda Bernsteina, w którym znajdą się m.in. fragmenty jego klasycznych utworów, takich jak West Side Story i Kandyd, w aranżacjach Richard DeRosa i puzonisty Vincenta Gardnera. Podczas drugiego polskiego koncertu, 7 lutego w auli UAM w Poznaniu, amerykańskim muzykom towarzyszyć będzie na scenie Orkiestra Kameralna Polskiego Radia „Amadeus” pod batutą Anny Duczmal-Mróz, córki założycielki zespołu – Agnieszki Duczmal. W programie znajdą się utwory z repertuaru klasycznego (Modesta Mussorgskiego) i jazzowego (Duke’a Ellingtona).

Jazz at Lincoln Center Orchestra wystąpi w składzie:

Wynton Marsalis – trąbka
Kenny Rampton – trąbka
Marcus Printup – trąbka
Chris Crenshaw – puzon
Vincent Gardner – puzon
Jeffery Miller – puzon
Victor Goines – saksofon, klarnet
Ted Nash – saksofon, klarnet, flet
Walter Blanding – saksofon, klarnet
Sherman Irby – saksofon, klarnet
Paul Nedzela – saksofon, klarnet
Dan Nimmer – fortepian
Carlos Henriquez – kontrabas
Marion Felder – instrumenty perkusyjne

Tegoroczne europejskie tournee Jazz at Lincoln Center Orchestra obejmuje także Austrię, Czechy, Niemcy, Szwajcarię, Francję, Belgię, Holandię, Luksemburg i Wielką Brytanię.

Poniżej – jako drobna ilustracja muzyczna – dwa standardy z repertuaru JLCO: „Take Five” Paula Desmonda i „I Ain’t Got Nothing But The Blues” Duke’a Ellingtona (gościnnie Carla Cook – wokal), część programu „Essentially Ellington 2017”.

Worek Kości gra jazz!

Worek Kości to miejsce, które pojawiło się na muzycznej mapie Warszawy na jesieni 2017 r. Od stycznia tego roku w kawiarni-księgarni przy ulicy Bagatela 10 prowadzonej przez Renatę Kuryłowicz w niedzielne wieczory będzie regularnie gościć jazz.

Cykl kameralnych koncertów jazzowych rozpocznie w niedzielę 14 stycznia znakomity duet: Bogdan Hołownia (fortepian) i Wojciech Pulcyn (kontrabas). Zagrają kompozycje Henryka Warsa, autora wielu przedwojennych przebojów filmowych, do których słowa pisali m.in Julian Tuwim, Ludwik Starski i Jerzy Jurandot. Do najbardziej znanych szlagierów z muzyką Warsa i tekstami Tuwima należą piosenki śpiewane przez Hankę Ordonównę: „Miłość ci wszystko wybaczy” i „Na pierwszy znak”, a także m.in. „Już taki jestem zimny drań”  w wykonaniu Eugeniusza Bodo i „Ach śpij kochanie” (Eugeniusz Bodo i Adolf Dymsza). Po utwory Warsa od dawna chętnie sięgają jazzmeni. W ubiegłym roku płytę „The Music of Henryk Wars” nagrało trio Kuby Stankiewicza.

Renata Kuryłowicz tak anonsuje inauguracyjny koncert w cyklu „Worek Kości gra jazz”: „Prostota i elegancja. Wpadająca natychmiast w ucho melodia. Wolne i umiarkowane tempo utworów, nastrojowe, trochę sentymentalne. Ponadto perfekcyjne solówki obu mistrzów, idealnie wpasowane w muzyczną narrację.”

Będziemy z przyjemnością informować o kolejnych jazzowych koncertach w Worku Kości. Warto przy okazji dodać, że przy Bagateli odbywają się także inne wydarzenia muzyczne (w styczniu zagrają m.in. John Porter i Warszawskie Combo Taneczne), jam sessions w wersji akustycznej („Dżem na kościach” w piątkowe wieczory, najbliższe daty: 12 i 19 stycznia ) oraz również akustyczne, otwarte dla wszystkich śpiewających i muzykujących wydarzenia „open mic” (każda środa w styczniu o godz. 20).

 

Leszek Możdżer i Holland Baroque – wspólna płyta i trasa koncertowa

Holland Baroque – zdjęcie ze strony internetowej zespołu

Holland Baroque, holenderski zespół kameralny z Utrechtu i polski pianista jazzowy Leszek Możdżer ruszają wkrótce w trasę koncertową promującą nowy wspólny album „Earth Particles” (premiera 25 listopada).

Okładka płyty „Earth Particles” Leszka Możdżera i Holland Baroque

Holland Baroque – jak czytamy na  stronie internetowej zespołu – „prezentuje Vivaldiego z japońskiego punktu widzenia, łączy Reinberta de Leeuwa [współczesnego kompozytora holenderskiego, ur. w 1938 r.] z Bachem i pokazuje, jak perkusiści wyznaczają puls baroku”. Współpracuje z różnymi solistami (Giovanni Sollima, Eric Vloeimans, Lars Ulrik Mortensen, Aisslinn Nosky) oraz zespołami (Orkater, Vox Luminis, Quatuor Mosaïques), szukając pomostów między muzyką dawną a współczesnością. W stałym składzie zespołu jest  Polak, wiolonczelista Tomasz Pokrzywiński.

Na stronie Holland Baroque Leszek Możdżer opisuje, jak doszło do współpracy, nawiązanej w styczniu br. i jak muzycy z Utrechtu zainspirowali go do pracy nad nowym albumem, który powstawał w indyjskim aśramie.

W ramach polskiego tournee dadzą koncerty:
4 grudnia w Szczecinie – Filharmonia im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie
6 grudnia w Warszawie – Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN
7 grudnia w Łodzi – Klub Wytwórnia
8 grudnia we Wrocławiu – Narodowe Forum Muzyki
9 grudnia w Krakowie – Centrum Kongresowe ICE Kraków
10 grudnia w Katowicach – Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach

Piotr Domagała: Staram się słuchać muzyki uważnie, ale nie za dużo

Aż dwa i pół miesiąca, od 1 lipca do 17 września, trwa w Supraślu Podlasie SlowFest, wymyślony przez Romana Gutka interdyscyplinarny festiwal realizujący idee ruchu slow i umożliwiający kontakt ze sztuką w otoczeniu natury. Gitarzysta i kompozytor Piotr Domagała jest kuratorem wydarzeń muzycznych na tym nowym festiwalu.

Piotr Domagała. Fot. Leena Pubev
Piotr Domagała. Fot. Leena Pubev

MELOMANI ONLINE:  Jak doszło do nawiązania współpracy z Podlasie SlowFest?

PIOTR DOMAGAŁA: Ponad dwa lata temu zadzwonił do mnie Roman Gutek. Nie znaliśmy się osobiście, ale oczywiście wiedziałem, że jest to człowiek, który działa skutecznie w bardzo trudnym obszarze, jakim jest promocja sztuki na wysokim poziomie artystycznym, często eksperymentalnej, poszukującej. Przymierzałem się do zorganizowania festiwalu Slow Music w Krakowie, a Roman Gutek zaproponował współpracę przy jego większym projekcie, festiwalu łączącym różne dziedziny sztuki. I tak, pracując na koncepcją festiwalu slow na Podlasiu, zaczęliśmy się poznawać.

Podlasie Slow Fest, Supraśl, 1 lipca - 17 września 2017
Podlasie SlowFest, Supraśl, 1 lipca – 17 września 2017

MELOMANI ONLINE: Jaki był klucz doboru artystów występujących na scenie muzycznej Podlasie SlowFest? Czy trudno było ich namówić na występ w Supraślu?

PIOTR DOMAGAŁA: Na pierwszym miejscu znalazł się słuchacz i potrzeba stworzenia miejsca powolnego odbioru muzyki. Przez powolny odbiór rozumiem możliwość zatopienia się w dźwięku poza czasem. Tradycyjne festiwale nawet jeśli dają nam szansę na spotkanie z wybitnymi twórcami, nie pozostawiają czasu na refleksję, na przeżycie, na pełne doświadczenie wrażeń. Zależało nam na stworzeniu festiwalu „z oddechem”. Z czasem na spokojne przerobienie, przyswojenie bodźców. Kluczem doboru artystów była także wysoka jakość wykonawcza i oryginalność artystyczna. Tak po prostu. Jestem przekonany, że każdy gatunek muzyki na najwyższym poziomie zaprezentowany w odpowiednim miejscu i we właściwych okolicznościach dostarcza słuchaczom niezapomnianych wrażeń. Zapraszani przez mnie artyści reagowali bardzo pozytywnie na założenia festiwalu i chętnie podejmowali współpracę. Muzycy, którzy wystąpili do tej pory, sami o sobie mówią „pasujemy tu”.

Arianne Savall, Petter Udland Johansen i Michał Nagy na Podlasie SlowFest, 27 lipca 2017 r. Fot. Beata Marciniak
Arianne Savall, Petter Udland Johansen i Michał Nagy na Podlasie SlowFest, 27 lipca 2017 r. Fot. Beata Marciniak

MELOMANI ONLINE:  To samo zapewne powiedzą jutro członkowie  Bester Quartet, czterej klasycznie wykształceni muzycy eksplorujący różne obszary muzyki klezmerskiej, jazzowej i awangardowej. Ich festiwalowy koncert w sobotę 26 sierpnia, ma jubileuszowy charakter – zespół obchodzi 20-lecie działalności.

PIOTR DOMAGAŁA: Bardzo się cieszę, że udało mi się zaprosić ten wspaniały zespół na Slowfest. Zwłaszcza, że w tym roku obchodzą jubileusz swojej bogatej działalności artystycznej. Z Jarkiem Besterem i kolegami znamy się od wielu lat, zaczynaliśmy nagrywać w tych samych studiach, wielokrotnie koncertowaliśmy w przeróżnych projektach. Te kontakty były zawsze inspirujące. Myślę, że ich muzyka oparta na kulturze i tradycji klezmerskiej doskonale wpisuje się w klimat i nastrój Podlasia, stąd mój pomysł na jutrzejszy koncert.

MELOMANI ONLINE: Sam jest Pan cenionym muzykiem jazzowym, ale wykraczającym poza granice jednego gatunku. Na festiwalu w Supraślu wystąpi Pan z Kwartetem Śląskim – zespołem klasycznym, promując Waszą ostatnią płytę. Proszę opowiedzieć o tym muzycznym spotkaniu.

PIOTR DOMAGAŁA: Projekt Chowańce, który realizuję w wybitnymi muzykami ze Śląska, również wpasowuje się w ideę festiwalu. Zresztą muzykę do tego projektu pisałem w tym samym czasie, kiedy pracowałem nad koncepcją odbioru slow music. To również, tak jak w przypadku Podlasie SlowFest, był szczęśliwy przypadek, bo spotkałem wspaniałych ludzi. Do urealnienia tego projektu przyczynił się znacząco mój przyjaciel, gitarzysta Marek Nosal oraz Agencja Artystyczna GAP z Krakowa. A praca z Kwartetem Śląskim to czysta przyjemność. Bardzo się cieszę, że ci wybitni wykonawcy muzyki klasycznej, głównie współczesnej, podjęli wyzwanie i mogliśmy połączyć gatunki w taki sposób, żeby każdy pokazał swoją najlepszą stronę.

Piotr Domagała i Kwartet Śląski. Fot. Anna Mika
Piotr Domagała i Kwartet Śląski. Fot. Anna Mika

MELOMANI ONLINE: Obronił Pan doktorat na temat technik i możliwości gry na gitarze we współczesnej muzyce jazzowej, jest Pan wykładowcą w szkołach muzycznych. Jak znajomość teorii przekłada się na Pana praktykę wykonawczą? Jak te dwa światy – teoria i praktyka – spotykają się ze sobą?

PIOTR DOMAGAŁA: Rozwój artystyczny, zresztą rozwój w każdym obszarze, potrzebuje podglebia. Im bogatsze podglebie, tym ciekawszy efekt. Pracuję nad swoim rozwojem wielowątkowo. Oczywiście, świadomość w zakresie teorii muzyki jest bardzo ważna. Nie sztuka raz trafić w cel, sztuką jest świadome kierowanie środkami wyrazu w poszukiwaniu nowych sensów, nowych połączeń, a także nowych środków. Nie chcę wyważać otwartych drzwi. Teoria muzyki jest szeroko opracowana, ale nadal są obszary do rozmyślań. Jednocześnie działalność twórcza i praktyka wykonawcza dostarczają odpowiedzi, ale też prowadzą na nowe ścieżki i stawiają pytania, które lubię poddać dywagacjom teoretycznym. Oprócz wykształcenia muzycznego, zdobyłem też wykształcenie humanistyczne. W moim przypadku są to dwa uzupełniające się obszary, splecione i wzajemnie się wspierające.

MELOMANI ONLINE: Kiedy i gdzie będzie można Pana posłuchać po festiwalu?

PIOTR DOMAGAŁA: Bezpośrednio po Podlasie SlowFest wyjeżdżam do Austrii. Pracujemy nad nowym polsko-austriackim projektem z kolegami z Insbrucku. Będę musiał dogonić muzyków, którzy mogli poświęcić pracy koncepcyjnej całe lato. AcceptDance – tak nazywa się projekt – pokazuje różnice w podejściu do muzyki między naszymi narodami, ale w mój ulubiony sposób, czyli poprzez łączenie najciekawszych elementów i wykazanie, że różnice mogą zbliżać.

Wolfgang Mitterer, koncert na Podlasie SlowFest, 5 sierpnia 2017 r. Fot. Beata Marciniak
Wolfgang Mitterer, koncert na Podlasie SlowFest, 5 sierpnia 2017 r. Fot. Beata Marciniak

ANKIETA

Pierwsze wielkie olśnienie muzyczne

Transmisja Polskiego Radia z Festiwalu Jazz Jamboree. Mieszkałem w Kielcach, miałem chyba 12 lat, włączone radio. Zachwyt tak wielki, że pamiętam te emocje do dziś.

Koncert, jaki zrobił na mnie największe wrażenie.

John McLaughlin i Zakir Hussain z projektem Shakti w Teatrze Roma w Warszawie w 2003 r.

Płyta, do której najczęściej powracam

Keith Jarrett – „Standards”.

Najczęściej słucham muzyki…

Trudne pytanie. W domu, w samochodzie, na żywo… Staram się słuchać muzyki uważnie, ale nie za dużo.

Ulubione miejsce związane z muzyką

Moja pracownia na pl. Sikorskiego w Krakowie.

PIOTR DOMAGAŁA - gitarzysta jazzowy, wykładowca klasy gitary w Instytucie Jazzu Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach. Ma na swoim koncie cztery autorskie płyty.  Więcej informacji na stronie muzyka.

Maciej Farski: Muzyka towarzyszy mi od zawsze

Piotr Łyszkiewicz, Candy Dulfer, Maciej Farski
Maciej Farski (z prawej) i Piotr Łyszkiewicz – dyrektor Ladies’ Jazz Festival z Candy Dulfer, gwiazdą festiwalu w 2007 i ponownie w 2015 r.

MELOMANI ONLINE: Jak doszło do tego, że został Pan organizatorem wydarzeń muzycznych, takich jak rozpoczynający się 20 sierpnia w Gdyni koncertem Urszuli Dudziak Ladies’ Jazz Festival

Moje zawodowe zainteresowania to komunikacja marketingowa, budowanie pozycji marek, public relations. Wydarzenia, ich planowanie, organizacja i ocena to element strategii komunikacyjnych, taktyki osiągania wcześniej zamierzonych celów.

Muzyka towarzyszy mi od zawsze: lepiej czy gorzej grałem i gram na kilku instrumentach, tworzyłem różne zespoły, pisałem teksty i muzykę. Słucham mnóstwa różnych jej odmian.

Współorganizowanie wydarzeń muzycznych to dla mnie logiczne połączenie tych pasji. Jest i wyzwaniem, i przyjemnością. Daje radość obcowania z ciekawymi ludźmi, pozwala ciągle się uczyć i  rozwijać. Cały czas zbieram doświadczenia.  Jestem Koziorożcem, a te podobno na swe szczęście, czy też zgubę, dążą do perfekcji. Ja chciałbym, by nasze festiwale coraz dokładniej docierały do konkretnych, znanych nam odbiorców, spełniały ich oczekiwania, pozytywnie zaskakiwały.

MELOMANI ONLINE:  Skąd pomysł na formułę Ladies‘ Jazz Festival, który odbywa się w Gdyni już po raz trzynasty (w tym roku 20-27 sierpnia)? Inspirował się Pan jakimś innym wydarzeniem czy to w pełni autorski pomysł?

Stacey Kent na Ladies Jazz Festival w 2013 r.
Ladies Jazz Festival. Koncert Stacey Kent w Sali Koncertowej Zarzadu Morskiego Portu Gdynia, 12 lipca 2013 r. Fot. Krzysztof Mystkowski / KFP

MACIEJ FARSKI: Po pierwsze: władze Gdyni poszukiwały formuły cyklicznego jazzowego cyklicznego wydarzenia, które mogłoby trwale wpisać się w koncepcję promowania miasta. Po drugie: należy podkreślić, że twórcą Ladies’ Jazz Festival jest przede wszystkim mój przyjaciel Piotr Łyszkiewicz. To rodowity gdynianin, ale kilkanaście lat pracował w Warszawie, gdzie się poznaliśmy. Na różnych spotkaniach biznesowych byliśmy często jedynymi osobami, które wiedziały, kto śpiewa czy gra w tle 🙂 Od słowa do słowa doszliśmy do wniosku, że nadszedł już czas, by zamiast jeździć na koncerty ulubionych wykonawców po świecie, zacząć zapraszać ich do Polski. I dziś mamy jedyny festiwal dam jazzu, podkreślający wkład i rolę kobiet w rozwój tej muzyki. Latem, nad polskim morzem, gdzie warto spędzić trochę czasu. Na przykład w Gdyni, która też jest kobietą i powstawała mniej więcej w czasie, w którym krystalizował się jazz. Jest nowoczesna, chłonna, przyświeca jej od początku może trochę buńczuczna, ale nie przaśna myśl – jakość, przyjemność, pasja, spojrzenie poza horyzont…

MELOMANI ONLINE: Trochę zdziwiłem się, widząc, że jeden  z festiwalowych koncertów odbywa się corocznie w Wejherowie…

MACIEJ FARSKI:  Jeden z koncertów Ladies‘ Jazz Festival już od czterech lat odbywa się w Wejherowie. Do tej pory festiwalowe koncerty w Filharmonii Kaszubskiej dali Banda Magda z USA, Brenda Boykin z towarzyszącym jej Club des Belugas (USA/Niemcy), Stacey Kent w specjalnym brazylijskim programie, a w tym roku wystąpi tu Kandace Springs i do tego będzie to jej pierwsza wizyta w naszym kraju i jedyny w tym roku koncert w Polsce.

Dlaczego Wejherowo? Cóż, wspaniała nowa sala koncertowa, ładna z zewnątrz i miła akustycznie, do tego na tyle duża, by można było myśleć o ciekawych artystkach z zagranicy i na tyle kameralna, by stworzyć atmosferę klubowego grania dla przyjaciół. Władze miasta i dyrekcja Filharmonii Kaszubskiej zgodziły się z nami, że to interesujące przedsięwzięcie. I nie jesteśmy odosobnieni w tym mniemaniu, bo nie po raz pierwszy wejherowski koncert Ladies‘ Jazz Festival jest wyprzedany z dużym wyprzedzeniem.

MELOMANI ONLINE:  Zagranicznymi gwiazdami Ladies‘ Jazz Festival są w tym roku Bebel Gilberto, Wendy Lands i – ku mojej ogromnej radości – wspomniana przez Pana Kandace Springs, stosunkowo mało jeszcze znana w Polsce piosenkarka i pianistka, łącząca w swych kompozycjach elementy soulu, R&B i jazzu, nagrywająca dla prestiżowej wytwórni Blue Note. Proszę zdradzić trochę sekretów z kuchni negocjacyjnej. Jak przekonują Państwo artystów, by odwiedzili Gdynię i Wejherowo? 

MACIEJ FARSKI:  Ladies‘ Jazz Festival to już przeszło 80 koncertów, przeszło 40 tysięcy słuchaczy, prawie 7 tysięcy minut muzyki na żywo, ponad 390 artystów, którym stwarzamy jak najlepsze, przyjazne warunki pracy. Zarówno słuchacze, jak i wykonawcy czują się tu dobrze, mają poczucie, że są ważni i wyjątkowi. Taki przekaz dociera do coraz większej grupy  artystek, które chcą doświadczyć tej atmosfery Ladies‘ Jazz Festival i jednocześnie przyciąga wiernych słuchaczy.

Maciej Farski, Urszula Dudziak - dyrektor artystyczna Ladies Jazz Festival, Piotr Łyszkiewicz, Magda Łyszkiewicz
Maciej Farski, Urszula Dudziak – dyrektor artystyczna Ladies’ Jazz Festival, Piotr Łyszkiewicz, Magda Łyszkiewicz

MELOMANI ONLINE: Jest Pan także współorganizatorem Siesta Festival (w tym roku odbył się w Filharmonii Bałtyckiej w Gdańsku w dniach 21-23 kwietnia). Czy jest to propozycja muzyczna zbieżna z tym, co w swych audycjach i na składankach płytowych prezentował Marcin Kydryński?

Początkowo było to specjalne wydarzenie dla uczczenia jubileuszu coniedzielnej audycji radiowej „Siesta”. Dzięki ogromnemu zaintereresowaniu słuchaczy przerodziło się w organizowany cyklicznie festiwal. Marcin Kydryński jest jego dyrektorem artystycznym, a program festiwalu odzwierciedla prezentowane w audycji muzyczne fascynacje jej autora.

MELOMANI ONLINE: Oferta festiwalowa w Polsce jest coraz bogatsza, ale jako wciąż nienasyconemu fanowi jazzu marzy mi się festiwal taki jako North Sea. Czy myśli Pan, że doczekamy się wydarzenia tej skali w Polsce? Jakie warunki musiałyby zostać spełnione, by to marzenie mogło stać się rzeczywistością?

Musielibyśmy być bogatszym krajem, zarabiać porównywalnie do Skandynawów, mieć zakodowane, że kultura to stanowczo coś więcej niż ekstrawagancja. Stworzenie dobrego festiwalu muzycznego wymaga ogromnej konsekwencji, odpowiedniej, pasującej do czasu i miejsca koncepcji, pieniędzy zarówno na program, obudowę jak i na profesjonalną, skuteczną promocję tego wydarzenia, a także czasu i cierpliwości na dopieszczenie i realizację projektu. Mamy już w Polsce wydarzenia muzyczne, które mogą spokojnie konkurować z festiwalami zagranicznymi. Umiemy je robić, jesteśmy kreatywni i nie boimy się tworzyć oryginalnych rzeczy. Czy zatem będziemy mieć festiwal na miarę North Sea, to zależy od zasobności portfeli i roli, jaką jako naród przypiszemy kulturze w naszym życiu.

ANKIETA

Pierwsze wielkie olśnienie muzyczne

Nie potrafię wybrać  jednego. Z dzieciństwa pamiętam „Valse Triste” Sibeliusa, „Taniec z szablami” Chaczaturiana, Bolero Ravela, trzecia część V Symfonii Beethovena, „Korowód” Marka Grechuty, Albinoniego, Corellego. Potem były rzesze przedstawicieli rocka, punku, indie, przeróżni songwriterzy, a dopiero potem Coltrane, Davis, Chet Baker…

Koncert, jaki zrobił na mnie największe wrażenie

Hanna Banaszak na Ladies’ Jazz Festival 2012 Teatr Muzyczny - Nowa Scena w Gdyni fot. Mateusz Ochocki / KFP
Hanna Banaszak na Ladies’ Jazz Festival 2012,Teatr Muzyczny – Nowa Scena w Gdyni. Fot. Mateusz Ochocki / KFP

David Byrne w Kongresowej , Hanna Banaszak na Ladies’ Jazz Festival, Biffy Clyro w Proximie, a potem w Stodole i na Torwarze (uwielbiam ich koncertową twarz, tak inną od tej znanej z teledysków czy płyt), John Porter w różnych klubach studenckich działających w zeszłym wieku, Nick Cave w Kongresowej, Pogorelić na konkursie chopinowskim, Anoushka Shankar podczas pierwszego koncertu w Polsce na Siesta Fetival (również dlatego, że był to odważny projekt, biorąc pod uwagę charakter tego festiwalu), Patricia Barber Trio – ostatni jej koncert w Gdyni… znów pewnie za dużo, a mam nadzieję, że ta lista będzie rosła i rosła 🙂

Płyta, do której najczęściej powracam /  z której posiadania w swojej kolekcji jestem najbardziej dumny

Ostatnio najczęściej słucham „Desh” Jocelyn Pook, „Dawn Chorus” Hidden Orchestra, „Mumble” Wendy Lands (by pamiętać, że nasza gwiazda Ladies’ Jazz Festival 2017 nie samym Szpilmanem stoi), „Bental” Kobiety z Wydm (świetne teksty i utwory) oraz „Songs from Before” Maxa Richtera.

Najbardziej dumny byłem chyba z analoga „An American Prayer” The Doors, który kupiłem w antykwariacie muzycznym w Łodzi za połowę stypendium.

Najczęściej słucham muzyki…

Wszędzie i w każdych okolicznościach! W samochodzie, w pracy, w domu, chyba tylko nie na spacerach po lesie :). Muzyka towarzyszy mi od zawsze. Różna w zależności od nastroju i chwili. Na przeróżnych nośnikach i w przeróżnych formatach. Kocham dźwięki, jestem od nich uzależniony.

Ulubione miejsce związane z muzyką

Coraz bardziej doceniam miejsca, gdzie można słuchać muzyki w komforcie, gdzie wygodnie się siedzi i nikt nikomu nie przeszkadza. Stąd też nasze festiwalowe koncerty organizujemy np. w Filharmonii Bałtyckiej w Gdańsku, Teatrze Muzycznym w Gdyni, dobrych salach koncertowych, które oferują słuchaczom i odpowiednią akustykę, i wysoki komfort.

MACIEJ FARSKI

Zajmuje się komunikacją marketingową i public relations. Jest współorganizatorem m.in. jedynego w Europie festiwalu poświęconego damom jazzu, Ladies’ Jazz Festival, nieprzerwanie odbywającego się od 2005 roku, oraz współorganizatorem i promotorem Siesta Festival.

Magdalena Kantowicz: Wypełnić przestrzeń, która jest dla nas istotna

Magdalena Kantowicz w Jazz Club Papaja
Magdalena Kantowicz w Jazz Club Papaja w Ełku

MELOMANI ONLINE: Pięć lat temu zorganizowała Pani pierwszy koncert, na którym wystąpił znakomity pianista Leszek Możdżer. W tym roku po raz pierwszy organizuje Pani Ełk Jazz Festival i otwiera go ten sam artysta. Jak się poznaliście?

MAGDALENA KANTOWICZ: Leszek Możdżer jest dla mnie bardzo szczególnym artystą, którego odbieram niezwykle sentymentalnie. Warszawa, studia i Jazz Na Starówce, w ramach którego w 2004 roku Leszek zagrał koncert z Larsem Danielssonem i Zoharem Fresco. Wtedy po raz pierwszy usłyszałam utwór „Incognitor”, który później został zarejestrowany na płycie „The Time”. Do dzisiaj, kiedy go słyszę, uśmiecham się do siebie.

Minęło kilka lat i przeprowadziłam się do Ełku. Zawodowo zawsze byłam związana z ekonomią i finansami, ale każdy z nas ma swój mały świat prywatności, przyjemności, marzeń… Kiedy nam czegoś brakuje, nie możemy narzekać, że tego nie ma. Trzeba odważnie po to sięgnąć i wypełnić przestrzeń, która jest dla nas istotna.

Zorganizowałam więc swój pierwszy koncert. Nieprzypadkowo był to koncert Leszka Możdżera. Potem miałam przyjemność pracować z nim przy kilku innych koncertach i projektach. W tym roku w ramach Ełk Jazz Festival organizowanego przez Ełckie Centrum Kultury pianista wystąpił dokładnie w tej samej sali. Bardzo się cieszę, że przyjął zaproszenie do otwarcia tego wydarzenia. Wypełniona po brzegi sala oraz zachwycona publiczność pokazały, że była to właściwa decyzja.

MELOMANI ONLINE: Organizacja kilkudniowego festiwalu w nie tak wielkim mieście to spore wyzwanie, zwłaszcza gdy póki co impreza obywa się bez sponsorów. Jak rozumiem, pomogło miasto?

MAGDALENA KANTOWICZ: Ełk jest miastem niezwykle malowniczym, wielokulturowym, z bogatą tradycją muzyczną, ciekawą ofertą wydarzeń koncertowych, teatralnych, obecnie również sportowych. Najważniejsze jednak, że prezydent Ełku Tomasz Andrukiewicz nie boi się nowych projektów, reaguje na sygnały o potrzebach i bardzo aktywnie wspiera ciekawe pomysły, dlatego też miasto tak pięknie się rozwija i daje nowe możliwości.

Z pomysłem festiwalowym nosiłam się od dawna. Sam pomysł, doświadczenie, kontakty i zaciśnięte kciuki wszystkich wielbicieli jazzu w tej części Mazur to nie wszystko. Na szczęście Ełckie Centrum Kultury postanowiło podjąć się organizacji, a Urząd Miasta sfinansować projekt. Jak się okazuje, było to słuszne połączenie sił i mam nadzieję, że kilka dni po festiwalu usiądziemy do rozmów o kontynuacji w przyszłym roku.

Program Ełk Jazz Festival 2017
Gwiazdy Ełk Jazz Festival 2017

MELOMANI ONLINE: Jakie ma Pani plany na kolejne edycje festiwalu? Czy pozostanie to wydarzenie stricte jazzowe czy może zostanie poszerzone o inne gatunki muzyki?

MAGDALENA KANTOWICZ: Jazz jest pojęciem niezwykle pojemnym i daje ogrom możliwości w postaci łączenia różnych gatunków. Zdecydowanie nie można tu mówić o żadnych schematach. Koncepcja kolejnego festiwalu powinna powstać na bazie obserwacji i rozmów z publicznością, muzykami i wszystkimi osobami zaangażowanymi w projekt.

Festiwal jest organizmem żywym, opartym na ludziach, dźwięku i emocjach. Oczywiście myślę nad kilkoma rzeczami: formułą konkursową, dołączeniem obrazu, dodatkową sceną itd. Na pewno wiem, kogo sama chciałabym usłyszeć. Poczekam jednak z tydzień lub dwa, gdy przetrawią się wszystkie emocje po festiwalu i głowa zacznie funkcjonować w miarę neutralnie. Mam już propozycję współpracy z mediami i partnerami finansowymi, a to daje dodatkowe możliwości. Trzymajmy więc kciuki.

MELOMANI ONLINE: Zorganizowała już Pani ok. 100 koncertów, głównie w ełckim klubie Papaja. Który z nich pamięta Pani jako najtrudniejszy od strony organizacyjnej? A który dostarczył najwięcej satysfakcji?

MAGDALENA KANTOWICZ: Jazz Club Papaja to miejsce, gdzie dzieją się rzeczy wyjątkowe. W jakiś magiczny sposób, w małej przestrzeni nagle udaje się zmieścić i artystów, i publiczność. Właśnie ta niewielka przestrzeń jest chyba zawsze największym wyzwaniem. Akustyczny koncert trio lub kwartetu – nie ma sprawy, gdy jednak muzyków jest piątka, szóstka, a zdarzało się nawet siódemka, dochodzi do sytuacji, kiedy scena jest większa niż widownia. Nie przeszkadza to jednak tak wspaniałym artystom jak Anna Maria Jopek, Dorota i Henryk Miśkiewicz, Jan Ptaszyn Wróblewski, Ewa Bem, Wojciech Karolak, Krzysztof Herdzin, Adam Bałdych, Hanna Banaszak, Mietek Szcześniak, Natalia Kukulska, Smolik, Marek Napiórkowski, Kuba Badach, Robert Kubiszyn, Michael Patches Stewart….. i tak mogłabym wymieniać jeszcze wiele znakomitych nazwisk.
Wszystkim powtarzam, że przy tworzeniu kalendarza koncertowego na każdy kolejny rok jestem straszną egoistką. Dlatego trudno wybrać jeden koncert, który dostarczył mi najwięcej wrażeń. Ja po prostu wiem, kogo chciałabym usłyszeć w tym miejscu.

Prgram koncertów ze strony internetowej Jazz Club Papaja http://www.jazzclubpapaja.pl/
Program koncertów ze strony internetowej Jazz Club Papaja

Ogromnie się cieszę, gdy po koncertach ludzie, którzy w nich uczestniczyli, dzwonią do mnie i przeżywają raz jeszcze to, co słyszeli. Dokładnie w takim celu właściciele Jazz Clubu Marta i Marek Peter stworzyli możliwość odbierania dźwięku i obrazu w bardzo kameralnych warunkach. Rozmowy z muzykami po koncertach, słuchanie opowieści z tras lub uczestniczenie w żartobliwych potyczkach słownych zaprzyjaźnionych artystów to nieoceniona wartość dodana do wszystkiego, co wydarzyło się na scenie.

MELOMANI ONLINE: Nie jest Pani rodowitą ełczanką. Co ściągnęło Panią do tego właśnie miasta?

MAGDALENA KANTOWICZ: Historia stara jak świat – po prostu mąż. Niestety, nie ma go już z nami, ale to właśnie on zabrał mnie na pierwszy koncert Możdżera i miał ogromny wpływ na moją wrażliwość i świadomość muzyczną. Dzięki niemu jestem też posiadaczką ogromnej ilości płyt analogowych, które zbieraliśmy przez lata i przywoziliśmy z podróży.

Magdalena Kantowicz zaprasza na Ełk Jazz Festival
Magdalena Kantowicz zaprasza na Ełk Jazz Festival

ANKIETA

Pierwsze wielkie olśnienie muzyczne

George Benson, Grover Washington, Earth Wind and Fire słuchane na zmianę z U2 w liceum, kiedy odkryłam, że może to być ciekawsza opcja niż Nirvana i Guns’N’Roses.

Czasami niezręcznie jest nam się przyznawać do tego, że przez lata, gdy dorastamy, różne rzeczy wpadają do ucha, przechodzimy fascynacje, które we wspomnieniach 20 lat później zaskakują nawet nas samych. Odwiedzając moją mamę, z rozrzewnieniem otwieram szafkę wyklejoną od środka plakatami i wycinkami z „Bravo”, na których jest Kurt Cobain, Michael Jackson, Slash i….. chłopaki z New Kids On The Block.

Koncert, jaki zrobił na mnie największe wrażenie

Pierwszy z dużych koncertów to chyba U2 na Służewcu.

A ostatni… Gregory Porter w tym roku w Łodzi. Uwielbiam momenty, kiedy słuchając muzyki przestaję oddychać…. i na tym koncercie tak właśnie było.

Poza tym najbardziej pamiętam koncerty, po których mogę chwilę porozmawiać i uścisnąć dłoń artyście, który dotąd był nieosiągalny. Tak się stało na przykład po koncertach Marcusa Millera, Pata Metheny, Kurta Ellinga.

Płyta, do której najczęściej powracam / którą chciałabym polecić innym

Trochę tych płyt by się nazbierało, ale z kolei długo trwałoby opowiadanie, dlaczego właśnie ta. Generalnie polecam i rozdaję płyty non stop. Bardzo lubię dzielić się kolejnymi odkryciami, nie tylko jazzowymi. Tak między innymi „zarażam” publiczność przychodzącą do Jazz Club Papaja.

Najczęściej słucham muzyki…

Paradoksalnie… nie słucham muzyki w domu. Najczęściej w samochodzie – Trójki lub płyt, które akurat chcę przesłuchać. Zdecydowanie najbardziej prawdziwa opcja to koncert na żywo. Tutaj nic się nie „oszuka” i nie doda elektronicznie.

W tym momencie koniecznie muszę nawiązać do wywiadu ze Staszkiem Trzcińskim. Przyłączam się do ogromnej grupy sympatyków Radia PIN. Marzę o jego reaktywacji. Brakuje mi go bardzo…

Ulubione miejsce związane z muzyką

Oczywiście jest to Jazz Club Papaja w Ełku. W Warszawie wpadam czasami do 12on14.

Przez najbliższe 2 dni będzie to jednak Ełckie Centrum Kultury i Ełk Jazz Festiwal – zapraszam serdecznie.

Plakat Ełk Jazz Festival, 23 i 28-29 lipca 2017 r.
Plakat Ełk Jazz Festival, 23 i 28-29 lipca 2017 r.

Magdalena Kantowicz – kierownik artystyczny Ełk Jazz Festival 2017 (23 oraz 28-29 lipca), manager koncertowy Jazz Club Papaja.