Aleksander Dębicz poleca płyty Johna Eliota Gardinera

Z muzycznych nowości fonograficznych 2017 roku najbardziej zachwyciły mnie płyty mojego idola Johna Eliota Gardinera – nowe nagranie „Pasji wg św. Mateusza” Johanna Sebastiana Bacha (wytwórnia SDG – Soli Deo Gloria Records) oraz  uwertury i muzyki scenicznej do „Snu nocy letniej” Feliksa Mendelssohna (wytwórnia LSO Live). W interpretacji „Pasji” dojmująca wręcz siła wyrazu wynika z niezwykłej precyzji artykulacyjnej oraz z prostego, czystego frazowania wybitnych solistów. Piorunujące wrażenie robi zarówno legendarny Monteverdi Choir, jak i zaskakująco surowy, pierwotny w charakterze chór chłopięcy Trinity Boys Choir.

Z kolei „Sen nocy letniej” („A Midsummer Night’s Dream”), nagrany z London Symphony Orchestra i Monteverdi Choir jest po prostu zniewalający pod względem brzmieniowym. Lekkość i przejrzystość, jaką udało się wydobyć Gardinerowi, zachwyci każdego. Uczta dla duszy.
Obie płyty są zarówno arcydziełami wykonawczymi, jak i nagraniowymi, dlatego warto wysłuchać ich na dobrym sprzęcie.

Aleksander Dębicz

http://www.aleksanderdebicz.com/

Od redakcji:

Nagranie bachowskiej „Pasji” było płytą kwietnia 2017 r. brytyjskiego magazynu „Gramophone”, o czym pisaliśmy tutaj.

Z kolei nagranie „Snu nocy letniej” otrzymało prestiżową nagrodę  Diapason d’Or de l’Année 2017 w kategorii muzyka symfoniczna.

Nominacje do International Classical Music Awards 2018

Ogłoszono nominacje do międzynarodowych nagród dla twórców muzyki klasycznej – International Classic Music Awards (ICMA).  Nagrody te, przyznawane od 2011 r., są kontynuacją MIDEM Classical Awards wręczanych podczas targów fonograficznych w Cannes.  W tym roku nominowano łącznie 357 nagrań audio i wideo pochodzących ze 120 wytwórni. Nagrody przyznawane są w 16 kategoriach podstawowych (14 – płyty CD, 2 – płyty DVD, pełna lista tutaj) oraz 7 specjalnych (m.in. Artysta Roku, Wytwórnia Roku itd.)

Najwięcej nominacji (17) otrzymała wytwórnia Deutsche Grammophon, za nią uplasowały się Alpha (15), Harmonia Mundi (13), Audite (12) i Erato (12). Najczęściej nominowane były wytwórnie niemieckie, a dalej w kolejności brytyjskie, francuskie i belgijskie. Z polskich wytwórni 6 nominacji zdobył Dux, a jedną Sarton Records za album „Progressions” greckiego kompozytora mieszkającego w Polsce Michaila Travlosa.

Zdjęcie grupowe z ceremonii wręczenia nagród ICMA w sali Gewandhaus w Lipsku w 2017 r.

Nagrody przyznaje jury złożone ze znawców muzyki klasycznej, w tym Remy Franck, dyrektor genralny i redaktor naczelny pisma „Pizzicato” (Luksemburg), Bernadette Beyne, redaktor naczelna „Crescendo” (Belgia), Andrea Meuli, redaktor naczelna „Musik & Theater” (Szwajcaria), Jewgienija Kriwickaja, organistka, profesor Konserwatorium Moskiewskiego i redaktor naczelna „Muzicznoj żizni” (Rosja), Gerald Mertens, redaktor naczelny „Das Orchester” (Niemcy), Atilla Retkes, założyciel i wydawca  pisma „Gramofon” (Węgry), John Allison, redaktor „Opera”, czołowego magazynu poświęconego tej sztuce (Wielka Brytania). W jury jest także Polak, kulturoznawca i romanista Maciej Chiżyński, członek zespołu redakcyjnego francuskiego portalu Resmusica.com.

Każdy z jurorów może zgłosić do dziesięciu propozycji w każdej kategorii, ale do otrzymania nominacji potrzebny jest głos przynajmniej dwóch jurorów. Głosowanie odbywa się w trzech rundach, podczas których liczba nominacji w poszczególnych kategoriach jest kolejno ograniczana do 10 i 5 pozycji, a w ostatniej rundzie wyłaniany jest zwycięzca.

Wśród polskich wykonawców nominowanych do ICMA są m.in. Marcin Zdunik (wiolonczela) i Aleksander Dębicz (fortepian) w kategorii barokowa muzyka instrumentalna za album „Bach Stories” (Warner Classics), pianista Krystian Zimerman w kategorii muzyka instrumentalna solowa za album z sonatami Schuberta (Deutsche Grammophon), skrzypek Janusz Wawrowski w tej samej kategorii za płytę „Sequenza” (Warner Classics), trio im. Wiłkomirskich w kategorii muzyka kameralna za album z utworami Antona Arensky’ego (Dux), Jan Lisiecki i Szymon Nehring w kategorii koncerty za nagrania chopinowskie (odpowiednio Deutsche Grammophon i Dux) oraz Iwona Glinka – flet i Anna Sikorzak-Olek – harfa w kategorii muzyka współczesna (wspomniany wyżej album „Progressions” Michaila Travlosa).

W kategorii muzyka współczesna na uwagę zasługuje m.in. nominacja dla albumu  „Emerge” Tomasza Jakuba Opałki, polskiego kompozytora urodzonego w 1983 r. (Warner Classics).

Laureatów nagród we wszystkich kategoriach poznamy 18 stycznia. Ceremonia  ich wręczenia odbędzie się 6 kwietnia w siedzibie Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia (NOSPR) w Katowicach. Orkiestrą podczas galowego wieczoru zadyryguje jej I dyrygent i dyrektor artystyczny Aleksander Liebreich. To już drugi raz, gdy gala odbywa się w Polsce – w 2014 r. nagrody wręczono podczas Festiwalu Beethovenowskiego w Warszawie.

Nowy Festiwal Improwizacje w Warszawie

Z inicjatywy Arte Fundacji Kultury i Edukacji rodzi się właśnie zupełnie nowe przedsięwzięcie koncertowe w Warszawie – festiwal poświęcony muzyce improwizowanej. Pierwszy Festiwal Improwizacje odbędzie się w dniach 29 listopada – 3 grudnia w dwóch studiach koncertowych Polskiego Radia: im. Władysława Szpilmana (większość koncertów) oraz im. Witolda Lutosławskiego (jedno wydarzenie 2 grudnia). Dyrektorem artystycznym Festiwalu jest pianista Aleksander Dębicz, znany już czytelnikom MelomaniOnline.pl z rozmowy opublikowanej we wrześniu (Alekander Dębicz: Nie interesuje mnie sztuka hermetyczna).

Dębicz ma klasyczne wykształcenie muzyczne, ale jest przeciwny zamykaniu się w jakiejkolwiek jednej estetyce. Debiutował albumem „Cinematic Piano” z autorskimi kompozycjami inspirowanymi muzyką filmową. Jest wielbicielem Bacha, ale słucha też O.S.T.R-ego. Do udziału w festiwalu zaprosił muzyków z różnych nurtów – od klasyki poprzez jazz po muzykę etniczną. Na Festiwalu Improwizacje wystąpią:

  • Amerykański muzykolog, kompozytor, pianista i dyrygent Robert D. Levin, z powodzeniem łączący pracę naukową z karierą artystyczną, wybitny znawca Mozarta, autor rekonstrukcji kilku jego dzieł (zagra program „Mozart improwizowany” – kompozycje Mozarta i improwizacje na ich temat)
Robert Levin. Fot. Clive Barda
  • Trio londyńskiego pianisty Veryana Westona, który zagra z chińską multiinstrumentalistką i kompozytorką Bei Bei Wang – perkusja oraz malezyjską skrzypaczką Pei Ann Yeoh (improwizacje jazzowe)
Veryan Weston Trio
  • Maria Pomianowska, multiinstrumentalistka, także kompozytorka i wykładowczyni Akademii Muzycznej w Krakowie, która wspólnie z prof. Ewą Dahlig i lutnikiem Andrzejem Kuczkowskim zrekonstruowała dwa zaginione staropolskie instrumenty smyczkowe: sukę biłgorajską i fidel płocką; zagra z zespołem w składzie Wojciech Lubertowicz, Aleksandra Kauf, Iwona Rapacz (improwizacje osadzone w nurcie world music, oprócz wyżej wymienionych instrumentów usłyszymy także sukę mielecką, sukę basową i bębny)
Maria Pomianowska
  • Aleksander Dębicz w duetach z:

– wiolonczelistą Marcinem Zdunikiem (wspólnie nagrali płytę „Bach Stories„, a obecnie grają także program improwizacji w różnych stylach pod nawiązującą do cyklu pieśni Schuberta nazwą „Nowa podróż zimowa”)

Marcin Zdunik i Aleksander Dębicz

– saksofonistą Szymonem Nidzworskim (cykl „Simple Tales”, spontanicznie wymyślonych muzycznych opowieści, których stylistycznym rodowodem jest bez skandynawska muzyka improwizowana, ale zawierają także odwołania do kultury słowiańskiej i Orientu).

Organizatorami festiwalu są Instytut Muzyki i Tańca oraz Arte Fundacja Kultury i Edukacji. Terminy i miejsca koncertów na plakacie poniżej. Bilety w kasach Polskiego Radia oraz na ebilet.pl.

 

A to przesłanie do publiczności od twórcy Festiwalu Improwizacje:

„Szanowni Państwo,

jak każdy muzyk uwielbiam te chwile podczas koncertów, kiedy udaje się wykreować coś niezwykłego zupełnie spontanicznie, w sposób niezaplanowany. Na takie magiczne momenty czekam zarówno jako wykonawca, jak i słuchacz, chociaż nie mogę być pewien kiedy one nastąpią. Nie wiem też do końca, co wywołuje muzyczną magię. Temperatura i wilgotność powietrza, fluidy krążące po sali koncertowej, poczucie życzliwości, posiłek przed występem, tempo dnia? Jakieś tajemnicze okoliczności, w które wierzę i na które liczę. Kompletnie jednak nie spodziewałem się, żę pomogą mi one (bo jakże inaczej) stać się częścią nowego festiwalu muzycznego!

Kocham improwizację, bo kocham wolność. W muzyce improwizacja jest swobodną i szczerą wypowiedzią i myślę, że każdy powinien móc sobie na nią pozwolić, niezależnie od języka, jakim się posługuje. Dziś improwizację niesłusznie kojarzy się wyłącznie z jazzem, a przecież jazz nie jest jedynym źródłem wolności. Na Festiwalu Improwizacje chcę pokazać, że można mówić swoim głosem, niezależnie od muzycznego gatunku. Chcę zachęcić do śmiałej wypowiedzi, do dawania jak najwięcej od siebie, do niesienia dobrych emocji, pokazywania nowych perspektyw, inspirowania, wspólnego tworzenia. I bynajmniej nie mam na myśli tylko muzyki. Ogromnie się cieszę, że zaproszenie na Festiwal Improwizacje przyjęli wybitni artyści z kompletnie różnych muzycznych światów. Usłyszymy improwizacje klasyczne, które, wydawałoby się, zanikły, improwizacje wywodzące się z folku, improwizacje jazzowe (a jakże!) a także coś na pograniczu stylów – bo styl w gruncie rzeczy jest drugorzędny, podobnie jak język. Liczą się treść i wartości.

Serdecznie zapraszam na wszystkie festiwalowe koncerty. Jestem przekonany, że Państwa obecność sprawi, że w Studiach Koncertowych Polskiego Radia uda się wykreować prawdziwą magię.”

Strona Festiwalu Improwizacje na Facebooku

Strona Aleksandra Dębicza na Facebooku

Jerzy Maksymiuk otworzy XIV Europejski Festiwal Muzyczny w Otwocku

W sobotę 4 listopada inauguracja XIV Europejskiego Festiwalu Muzycznego w Otwocku. Jerzy Maksymiuk poprowadzi festiwalową orkiestrę, z którą zagrają znakomici soliści (Katarzyna Budnik-Gałązka – altówka i Jan Stanienda – skrzypce) w programie składającym się głównie z utworów Mozarta. Publiczność zgromadzona w Teatrze im. Stefana Jaracza w Otwocku usłyszy: Divertimento D-dur, III Koncert skrzpypcowy G-dur KV 216 i Symfonię koncertującą Es-dur KV 364 na skrzypce i altówkę – ukoronowanie osiągnięć Mozarta w dziedzinie koncertu skrzypcowego. Zabrzmi także utwór napisany przez Jerzego Maksymiuka – „Vers per archi”.

Europejski Festiwal Muzyczny organizowany jest przez rodzinną Fundację Promocji Kultury OtwArte od 2004 roku. Przez 9 lat dyrektorem artystycznym Festiwalu był  skrzypek i dyrygent Jan Stanienda. Z Jerzym Maksymiukiem znają się jeszcze z czasów Polskiej Orkiestry Kameralnej (druga połowa lata 70-tych ub. wieku), w której Stanienda był solistą i koncertmistrzem. Obaj są także mocno związani z następczynią POK – Sinfonią Varsovią: Stanienda był jej koncertmistrzem w latach 1986-2000, a Maksymiuk wielokrotnie prowadził ją jako dyrygent gościnny. Katarzyna Budnik-Gałązka, laureatka III nagrody na prestiżowym Międzynarodowym Konkursie Muzycznym ARD w Monachium (2013), jest obecnie liderem sekcji altówek w Sinfonii Varsovii.

Kamila Grott Tomaszek

Od 2014 roku kierownictwo artystyczne Festiwalu sprawuje mieszkanka Otwocka Kamila Grott-Tomaszek, oboistka, właścicielka niezależnej wytwórni fonograficznej Subito. Wydane przez Subito Koncerty wiolonczelowe Haydna i Denisova w wykonaniu Marcina Zdunika z towarzyszeniem Orkiestry Kameralnej Wratislavia pod dyrekcją Jana Staniendy uhonorowano w 2010 r. nagrodą Fryderyk za Fonograficzny Debiut Roku. Z tą samą orkiestrą pod kierownictwem Staniendy Kamila Grott-Tomaszek nagrała płytę z barokowymi koncertami na obój. Podczas tegorocznej edycji wystąpi na dwóch koncertach, w tym na jednym z synem, Jakubem Grottem, studentem na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie w klasie skrzypiec profesora Jana Staniendy (patrz program poniżej).

W ciągu trzynastu edycji Festiwalu odbyło się 81 koncertów, na których wystąpiło 384 artystów z Polski, Niemiec, Rosji, Włoch, Stany Zjednoczonych i innych krajów. Obejrzało je w sumie ponad 24 tysięcy osób. W tym roku zagranicznym gościem jest niemiecka klarnecistka  Sabine Grofmeier, która wystąpi na koncercie kameralnym 10 listopada. Na uwagę zasługuje także zamykający tegoroczną edycję występ duetu Marcin Zdunik – wiolonczela i Aleksander Dębicz – fortepian. Zagrają oni utwory z wydanego w br. dwupłytowego albumu „Bach Stories”, na którym znalazły się zarówno utwory Johanna Sebastiana Bacha, jak i inspirowane nimi współczesne improwizacje muzyków.

Aleksander Dębicz (fortepian) i Marcin Zdunik (wiolonczela) nagrali płytę "Bach Stories" (Warner Music Polska, kwiecień 2017 r.). Zdjęcie: Stach Leszczyński.
Aleksander Dębicz (fortepian) i Marcin Zdunik (wiolonczela) nagrali płytę „Bach Stories” (Warner Music Polska, kwiecień 2017 r.). Zdjęcie: Stach Leszczyński.

Wstęp na wszystkie koncerty festiwalowe jest bezpłatny. Odbywają się zawsze o godzinie 19 w Teatrze Miejskim im. Stefana Jaracza w Otwocku, ul. Armii Krajowej 4.

Szczegółowy program Festiwalu

4 listopada 2017 godz. 19.00
Inauguracja Festiwalu
Jan Stanienda – skrzypce
Katarzyna Budnik-Gałązka – altówka
Maestro Jerzy Maksymiuk – dyrygent
Otwock Festival Orchestra
w programie: W.A.Mozart, J.Maksymiuk

5 listopada 2017 godz.19.00
Mistrzowskie Interpretacje
Paweł Gusnar – saksofon
Agnieszka Przemyk Bryła – fortepian
w programie: F.Chopin, W. van Klaveren, A. Weignein, A.Piazzola, E.Morricone, P.Itturalde

10 listopada 2017 godz.19.00
Perły Kameralistyki
Sabine Grofmeier – klarnet
Kama Grott-Tomaszek – obój
Otwock Festival Ensemble
w programie: W.A.Mozart, C.M.von Weber, M.Arnold, E.Herrmann

11 listopada 2017 godz.19.00
Niepodległa
Natalia Grosiak – śpiew
Kama Grott-Tomaszek – obój
Jakub Grott – skrzypce
Piotr Wrombel – fortepian
Wojciech Pulcyn – kontrabas
w programie: przeboje muzyki filmowej i rozrywkowej

12 listopada 2017 godz.19.00
Bach Stories
Marcin Zdunik – wiolonczela
Aleksander Dębicz – fortepian
w programie: J.S.Bach

Alekander Dębicz: Nie interesuje mnie sztuka hermetyczna

Pianista Aleksander Dębicz na rynku płytowym zadebiutował dwa lata temu świetnie przyjętym albumem “Cinematic Piano” z własnymi kompozycjami inspirowanymi muzyką filmową. W kwietniu tego roku wydał płytę “Bach Stories”, na której utworom jego “muzycznego Boga” nagranym w duecie z wiolonczelistą Marcinem Zdunikiem towarzyszą współczesne improwizacje. W piątek 1 września Dębicz wystąpił na Burakowskiej 14  w Warszawie z saksofonistą Szymonem Nidzworskim, prezentując spontanicznie wymyślone i opowiedziane muzyczne historie.

Aleksander Dębicz. Zdjęcie: Krzysztof Chojnacki
Aleksander Dębicz. Zdjęcie: Krzysztof Chojnacki

MELOMANI ONLINE: Twoje pierwsze wielkie olśnienie muzyczne?

ALEKSANDER DĘBICZ: Zapis koncertu słynnego niegdyś duetu fortepianowego „Marek i Wacek”. Rodzice puszczali mi płytę winylową i chyba mogę powiedzieć, że w dużej mierze dzięki tej fascynacji zapragnąłem zostać pianistą. Uwielbiałem też słuchać Suity „Peer Gynt” Griega, muzyki z „Akademii Pana Kleksa” i Symfonii „Niespodzianka” Haydna.

MELOMANI ONLINE: Twoi pianistyczni mistrzowie?

ALEKSANDER DĘBICZ: Duże grono. Im jestem starszy, tym większe. W pewnym okresie byłem absolutnie zafascynowany Glennem Gouldem. Dalej uważam go za geniusza, ale już nie słucham tak namiętnie jak kiedyś. Nagrania Goulda bardzo często pojawiają się w filmach, a od kina też jestem mocno uzależniony. Gould ma w sobie ten rodzaj magnetyzmu, jaki wśród reżyserów czuję np. u Kubricka.

Moim idolem jest Herbie Hancock, uwielbiam też Piotra Anderszewskiego.

MELOMANI ONLINE: Instrument historyczny czy współczesny?

ALEKSANDER DĘBICZ: Rzeczą, którą ubóstwiam w muzyce Bacha, jest to, że brzmi świetnie na wszystkich instrumentach, nawet na syntezatorach, choć akurat tego nie lubię. Jestem fanem Bacha granego na instrumentach współczesnych – to czuję, to lubię, taki dźwięk mnie inspiruje. Uważam, że niesamowite emocje, które są w muzyce Bacha, można wyrazić w sposób bardzo bogaty na współczesnym instrumencie – oczywiście korzystając ze współczesnych środków.

Aleksander Dębicz (fortepian) i Marcin Zdunik (wiolonczela) nagrali płytę "Bach Stories" (Warner Music Polska, kwiecień 2017 r.). Zdjęcie: Stach Leszczyński.
Aleksander Dębicz (fortepian) i Marcin Zdunik (wiolonczela) nagrali płytę „Bach Stories” (Warner Music Polska, kwiecień 2017 r.). Zdjęcie: Stach Leszczyński.

MELOMANI ONLINE: Skąd zamiłowanie do muzyki filmowej?

ALEKSANDER DĘBICZ: Tą muzyką i w ogóle kinem interesuje się od dzieciństwa. Uważam, że w XXI wieku film jest najbardziej komunikatywną dziedziną sztuki. Chyba najprężniej się rozwija i jest najbliżej odbiorcy. W związku z tym jest też bardzo inspirujący. Zawsze interesowała mnie relacja dźwięku i obrazu.

W muzyce filmowej jest, było i będzie sporo kiczu i bombastyczności, ale uważam za krzywdzące wrzucanie całej muzyki filmowej do jednego worka. Jest w niej wiele zjawisk, które uważam za bardzo wyrafinowane, także w oderwaniu od obrazu.

Mam ulubionych kompozytorów takich jak Thomas Newman, Alexandre Desplat czy John Williams – zawsze czekam z wypiekami na twarzy na ich kolejny soundtrack. Chodzę do kina, żeby odebrać ich dzieło w połączeniu z obrazem.


Moją płytą („Cinematic Piano”) chciałem pokazać słuchaczom, jakie bogactwo treści jest w muzyce filmowej. To, co mnie w niej szczególne kręci – a co zazwyczaj jest realizowane przy pomocy orkiestry czy jakieś egzotycznego instrumentarium – chciałem przetransponować na język muzyki fortepianowej.

MELOMANI ONLINE: W sztuce ważna jest dla Ciebie…

ALEKSANDER DĘBICZ: Komunikatywność. Nie interesuje mnie sztuka hermetyczna, dostępna tylko dla wąskiego kręgu odbiorców. Ale to nie znaczy, że należy traktować ludzi jak głupków i z góry zakładać, że nie są w stanie pewnych treści odebrać, wobec czego należy je upraszczać, żeby zostały przyswojone.

Wcale tak nie musi być. Jako przykład niech posłuży ostatni konkurs chopinowski, który był świetnie zorganizowany od strony mediów społecznościowych i docierał do ludzi w ogóle nie związanych z muzyką. Osoby, które nie chodzą w ogóle do Filharmonii, przez cały weekend słuchały Chopina. Trzeba robić swoje. Ludzie są bardzo wrażliwi i nie muszą być wykształceni muzycznie, żeby odebrać pewne emocje.

MELOMANI ONLINE: Kolejne słowo-klucz dla Ciebie to chyba improwizacja.

ALEKSANDER DĘBICZ: Uważam to za straszny błąd, że improwizacja jest obecnie kojarzona niemal wyłącznie z jazzem. W XVII i XVIII wieku to była norma – wszyscy improwizowali, w stylu, w którym się poruszali, a przecież nie był to jazz.

Tak jak teraz rozmawiamy i nie recytujemy wcześniej przygotowanych kwestii, tak w muzyce możemy korzystać ze znanego nam języka, ale mówić swobodnie – i to jest właśnie improwizacja.

MELOMANI ONLINE: Na improwizacji bazuje projekt, nad którym pracujesz obecnie z Szymonem Nidzworskim.

ALEKSANDER DĘBICZ: Szymona zawsze uważałem za wybitnego saksofonistę, z pięknym dźwiękiem i wieloma umiejętnościami, w tym kapitalną zdolnością improwizacji. Pewnego razu przy piwie zaproponował mi coś, czego nie robiłem nigdy wcześniej – żebyśmy po prostu weszli do studia, bez przygotowania, bez uzgadniania tematów i zobaczyli czy i co się zadzieje między nami. Spotkaliśmy się w sali koncertowej Uniwersytetu Muzycznego na Okólniku i zaczęliśmy grać. Eksperyment się powiódł. Dobrze nam się rozmawia muzycznie, porozumiewamy się bez słów. Nagraliśmy ok. 20 utworów w pełni improwizowanych, teraz niektóre z nich wrzucamy do internetu. Będziemy pracować nad autorskim projektem wychodzącym od tych nagrań, choć na pewno coś też skomponujemy, nie będzie to wyłącznie improwizacja. Teraz najważniejsze, żeby to jak najwięcej ograć koncertowo. Coś, co jest oparte na improwizacji, musi wybrzmieć na żywo.

Aleksander Dębicz i Szymon Nidzworski podczas koncertu na Burakowskiej 14 w Warszawie, 1 września 2017 r. Fot. Paweł Piasecki
Aleksander Dębicz i Szymon Nidzworski podczas koncertu na Burakowskiej 14 w Warszawie, 1 września 2017 r. Fot. Paweł Piasecki

MELOMANI ONLINE: Irytują Cię sztywne podziały między gatunkami muzyki…

ALEKSANDER DĘBICZ: Tak. W filmie nikt się nie dziwi, że Martin Scorsese raz zrobi „Gangi Nowego Jorku”, kiedy indziej „Hugo”, a jeszcze innym razem „Milczenie”. A to są przecież kompletnie inne gatunki! Każdy z nich wymaga równie dużego wkładu pracy, ale wymaga innych środków i wzbudza inne emocje. Tak samo podchodzę do muzyki.

MELOMANI ONLINE: Koncert, który zrobił na Tobie szczególnie duże wrażenie?

ALEKSANDER DĘBICZ: Byłem na niezliczonej ilości fenomenalnych koncertów, więc podam te, które jako pierwsze przychodzą mi do głowy: „Winterreise” F. Schuberta w interpretacji Christopha Prégardiena i Andreasa Staiera. Koncert odbył się w Studiu Polskiego Radia w ramach festiwalu „Chopin i jego Europa” kilka lat temu. Artyści wydobyli z genialnej muzyki Schuberta najczystsze i najgłębsze emocje, wzruszając mnie do łez. Dramaturgii tego wielkiego koncertu nie osłabiło nawet chwilowe zejście ze sceny śpiewaka w środku cyklu z powodu ataku kaszlu.

Prawdziwą euforię wywołały we mnie dwa koncerty Herbiego Hancocka, mojego idola: w Zabrzu, gdzie wystąpił z orkiestrą symfoniczną i triem, prezentując program z płyty „Gershwin’s World”, a drugi w Warszawie w Filharmonii Narodowej promujący płytę „River: The Joni Letters”.

Wspominam też poruszający recital fortepianowy Francesco Piemontesiego na Festiwalu Chopinowskim w Dusznikach. I koncert O.S.T.R. w warszawskiej Stodole.

Aleksander Dębicz. Zdjęcie: Krzysztof Chojnacki
Aleksander Dębicz. Zdjęcie: Krzysztof Chojnacki

MELOMANI ONLINE: Najczęściej słuchasz muzyki…

ALEKSANDER DĘBICZ: W domu na głośnikach z komputera bądź z płyt, w ruchu na iPhonie przez słuchawki oraz w samochodzie.

Korzystam z serwisów streamingowych (Apple Music i Tidal), ale od czasu do czasu kupię płytę i wtedy szczególnie doceniam ten nośnik. Nie chodzi mi o jakość dźwięku, lecz o pełniejszą recepcję muzyki. Kiedy kupię płytę, włożę ją do odtwarzacza i otworzę pachnący booklet, zwykle przesłucham całość od początku do końca, skupiając się wyłącznie na muzyce. Korzystając ze streamingów, często słuchamy w sposób wybiórczy, przeskakując z utworu na utwór.

MELOMANI ONLINE: Twoje ulubione miejsce związane z muzyką?

ALEKSANDER DĘBICZ: Szczerze mówiąc nie mam takiego ulubionego miejsca. Lubię grać i słuchać muzyki w rozmaitych przestrzeniach i trudno mi wskazać jedną świątynię dźwięku, do której chciałbym szczególnie często wracać.

MELOMANI ONLINE: Płyta, do której najczęściej powracasz?

ALEKSANDER DĘBICZ: Bardzo często wracam (zwłaszcza jadąc samochodem) do soundtracku z filmu „Blues Brothers”, Piosenki z tego genialnego filmu, który towarzyszy mi już ponad 20 lat, nigdy się nie zestarzeją.

Chętnie sięgam do Bachowskich nagrań Johna Eliota Gardinera, zwłaszcza obydwu Pasji i niektórych kantat.

Nieustannie wracam do mojej ulubionej płyty O.S.T.R. „Ja tu tylko sprzątam”, płyty „Headhunters” Hancocka a także do kilku soundtracków Johna Williamsa.

A gdy mnie znużą nowości fonograficzne (których słucham dużo), to z przyjemnością puszczam sobie legendarną płytę Milesa Davisa „Kind of Blue”.