„Behind Your Eyelids”: muzyka rodząca się z ciszy

Okładka płyty „Behind Your Eyelids”. Zdjęcie Anita Wąsik-Płochocińska

8 grudnia odbyła się premiera fonograficznego debiutu Szymon Nidzworski Project – „Behind Your Eyelids”, płyty z niezwykłą zawartością i piękną okładką (zdjęcie powyżej). Także tego samego dnia odbył się wyjątkowy premierowy koncert projektu w Kościele Ewangelicko-Reformowanym w Warszawie, wnętrzu sprzyjającym zamyśleniu i niespiesznym wkraczaniu w muzyczną przestrzeń.

Kompozytor i saksofonista Szymon Nidzworski, znany był wcześniej chociażby z zespołu Magnolia Acoustic Quartet. Nagrał z nim trzy płyty, w tym dwie dla Fortune Records: utrzymaną w klimacie free-jazzowym „Boozer” (2013) z gościnnym udziałem saksofonisty Macieja Obary obecnie debiutującego w ECM – oraz „Cinderella” (2014), idącą stylistycznie w stronę M-Base. Lider Szymon Nidzworski Project ma klasyczne wykształcenie muzyczne, ale jego kompozycje wymykają się jednoznacznym przyporządkowaniom gatunkowym. Są w nich i elementy etniczne, skandynawskie („muzyka fiordów”), są brzmienia przywodzące na myśl jazz spod znaku wytwórni ECM, ale też muzykę filmową. „Behind Your Eyelids” wzywa, by przystanąć, wziąć głęboki oddech („Take a breath” to tytuł jednego z utworów i przesłanie, które widzimy, gdy otwieramy płytę), posłuchać jak brzmi cisza i jak z ciszy rodzi się dźwięk. A może zmrużyć oczy i mając zamknięte powieki, obcując w swoim własnym tempie z muzyką, dostrzec coś, czego przedtem nie zauważaliśmy?

Szymon Nidzworski – koncert w Kościele Ewangelicko-Reformowanym w Warszawie, 8 grudnia 2017 r. Fot. Paweł Zanio – solovsky.com

Zacząłem myśleć o tym projekcie jakieś 5-7 lat temu, natomiast pierwsza jego koncepcja powstała jeszcze w czasach licealnych – mówi Szymon Nidzworski. – Projekt dojrzewał długo, bo zarówno dobranie muzyków idealnie pasujących do realizacji, jak i sam fakt gotowości do wydania tej muzyki potrzebowały po prostu czasu. Nie chodzi przecież o to, by znaleźć dowolnego tubistę czy akordeonistę, ale takich, którzy grają w określony sposób. To jest muzyka bardzo przestrzenna – i cała trudność polega na tym, żeby budować napięcie z prostych elementów. Nie każdy potrafi się w tym odnaleźć. Z częścią muzyków poznałem się przy okazji wcześniejszych projektów: z klarnecistą Oliwerem Andruszczenko, akordeonistą Mateuszem Stankiewiczem czy perkusistą Patrykiem Doboszem, z którym graliśmy razem w Magnolia Acoustic Quartet.

– Pomyślałem o muzyce, która nie będzie „na wyścigi” – tłumaczy Nidzworski. – Pojawia się teraz dużo muzyki, w której artyści się jakby przekrzykują: kto zagra szybciej, mocniej, agresywniej. Postanowiłem się temu przeciwstawić, spróbować dotrzeć do słuchacza nie krzykiem, ale szeptem, małymi rzeczami. Oczywiście na mojej najnowszej płycie też są momenty, w których dzieje się muzycznie naprawdę dużo. Jednak to, co robię w Szymon Nidzworski Project, jest niejako w kontrze do moich poprzednich dokonań.

– Muzyka klasyczna zawsze była dla mnie punktem wyjścia. Klasyka daje w moim odczuciu inny rodzaj warsztatu niż przestrzeń czysto jazzowa, także inne spojrzenie na różne gatunki muzyki. Nie twierdzę, że lepsze, lecz po prostu inne. W Polsce dominuje podejście hermetyczne, myślenie: albo jazz, albo klasyka, tak jakby te rodzaje muzyki nie mogły się przenikać. Wiele razy słyszałem o sobie, że mam „jazzowy dźwięk”, ale sam zawahałbym się, gdybym miał się nazwać saksofonistą jazzowym. Tak było już w czasach Magnolia Acoustic Quartet. Niby to zespół jazzowy, ale kontrabasista Mateusz Dobosz jest stricte klasykiem, perkusista Patryk Dobosz jazzmanem do szpiku kości, pianista Kuba Sokołowski chodzącą encyklopedią współczesnego jazzu i szeroko rozumianej muzyki współczesnej, a ja klasykiem, który inspiruje się bardzo różnymi rzeczami. Czy jednak rzeczywiście potrzebujemy takich ścisłych definicji: ktoś jest jazzowy, a ktoś klasyczny? Sam w kontekście „Behind Your Eyelids” zadaję sobie pytanie: jaka to jest właściwie muzyka i jak zostanie odebrana przez słuchaczy? – mówi lider SNP.

Szufladkowania nie ułatwia fakt, że utwory zostały napisane na niecodzienny zestaw instrumentów, przede wszystkim dętych (saksofony tenorowy i sopranowy, na których gra lider oraz barytonowy – Szymon Zawodny, klarnet i klarnet basowy – Oliwer Andruszczenko, waltornia – Ewa Paciorek, tuba – Mateusz Sejdak, trąbka – Jan Harasimowicz i Damian Marat, akordeon – Mateusz Stankiewicz). Niektórzy słuchacze zetkną się być może po raz pierwszy na tej płycie z suką biłgorajską. Ten staropolski instrument smyczkowy, zrekonstruowany w latach 80-tych XX wieku na podstawie akwareli Wojciecha Gersona, nasyca muzykę Nidzworskiego pierwiastkiem ludowym, czy – jak sam woli mówić – etnicznym. Na suce (i w jednym utworze na skrzypcach) gra Helena „Suka” Matuszewska. Jak widać z artystycznego pseudonimu suka to jej ukochany instrument (znana jest też z gry w zespołach „Same suki” czy „InFidelis”). Ponadto kilkakrotnie pojawia się perkusja (Patryk Dobosz), między innymi w krótkich duetach z saksofonem. Nieco elektroniki do akustycznego brzmienia płyty wnosi zamykający ją utwór „Take a breath (reprise)” – za te brzmienia odpowiedzialny jest Tomasz Kłoś. To też jedyny utwór z wokalem – śpiewa tajemnicza SHY – i jedyny, który zmierza (odrobinę) w stronę muzyki popularnej.

Szymon Nidzworski Project podczas koncertu 8 grudnia w Kościele Ewangelicko-Reformowanym w Warszawie. Fot. Paweł Zanio – solovsky.com

– Taki duży skład stwarza oczywiście problemy logistyczne – mówi Nidzworski. – Zachowałem sobie na pamiątkę kalendarz, w którym są ślady tego, jak dogrywałem terminy u wszystkich muzyków uczestniczących w sesji nagraniowej. Nagraliśmy album w 24 godziny – dwa podejścia po 12 godzin. Byliśmy niesamowicie zmęczeni, ale też szczęśliwi – tyle godzin, zwłaszcza przy grze na instrumentach dętych, to naprawdę potężne wyzwanie.

Rozmawiałem niedawno o „Behind Your Eyelids” z pianistą Aleksandrem Dębiczem, partnerem Nidzworskiego w innym, w dużej mierze improwizowanym projekcie „Simple Tales”. Słuchał płyty po raz pierwszy w nocy, gdy prowadził samochód, klucząc po leśnych drogach. Zestawienie mrocznej chwilami muzyki z głęboką ciemnością za oknem auta wywarło na nim mocne, „filmowe” wrażenie. Potem słuchał płyty już w domu, na dobrym sprzęcie i wtedy przykuła z kolei jego uwagę dbałość o szczegóły brzmieniowe. To przykładanie wagi do detali jest jednym z powodów, dla których, jak mówi, lubi grać z Nidzworskim.

Szymon Nidzworski. Fot. Anita Wąsik-Płocińska

W dwóch utworach na płycie (tytułowym „Take a breath” – „Weź oddech” i „Behind your eyelids” – „Pod Twoimi powiekami”) pojawiają się poetyckie teksty napisane przez Nidzworskiego i Annę Kuk. Czyta je wybitny aktor, dyrektor Teatru Polskiego w Warszawie, Andrzej Seweryn. Jego głos oraz wyważona interpretacja znakomicie współgrają z muzyką. „To jest projekt, który daje odbiorcy czas”, mówi aktor w tekście zamieszczonym w dołączonej do płyty książeczce. I dalej o Nidzworskim: „…myślę, że to On stworzył mnie, że to On stworzył mój głos. Taki jaki słychać w tym nagraniu.”

– Teatr Polski to był mój pierwszy zawodowy kontakt z teatrem – wspomina Nidzworski. – Byłem na drugim lub trzecim roku studiów na UMFC, gdy na którymś z Salonów Poezji pojawiło się zapotrzebowanie na improwizującego saksofonistę. Wziąłem udział w tym przedsięwzięciu i od razu poznałem dwóch gigantów teatralnej sceny – Andrzeja Seweryna i Olgierda Łukaszewicza. Na początku grałem sam, na saksofonie lub duduku, potem także w większych składach, np. z obojem i akordeonem. Na 100. Salonie Poezji miał także okazję wystąpić Szymon Nidzworski Project. Napisałem wtedy muzykę do Apokalipsy według św. Jana z tekstami biblijnymi czytanymi przez całą obsadę Teatru Polskiego. Tam dostrzegłem, jak pięknie można łączyć muzykę ze słowem. Słowo było nadrzędne. Na mojej płycie są odwrotne proporcje: muzyka jest w roli głównej, a tylko w dwóch utworach pojawiają się teksty – mówi kompozytor. Lata współpracy Nidzworskiego i Seweryna dały świetny efekt. Mimo że aktor i pozostali muzycy fizycznie nie spotkali się w studiu nagraniowym (zgranie terminów było niewykonalne), utwory brzmią tak, jakby siedzieli obok siebie.

Wydawcą tej niecodziennej płyty jest Fundacja Plateaux. Dystrybucją „Behind Your Eyelids” zajmuje się natomiast Warner Music Poland. W dniu 8 grudnia płyta pojawiła się w sprzedaży zarówno jako krążek CD, jak i w serwisach streamingowych. Kto może posłuchać Szymon Nidzworski Project na żywo bądź na płycie – niech to koniecznie zrobi.

Rozmawiał: Paweł Piasecki

Cały album jest dostępny w serwisach streamingowych Tidal i Spotify.

Płytę można kupić m.in. poprzez Empik.com
Szymon Nidzworski – fot. Anita Wąsik-Płocińska

One thought on “„Behind Your Eyelids”: muzyka rodząca się z ciszy”

Dodaj komentarz