Actus Humanus – święto miłośników muzyki dawnej


W niedzielę zakończyła się bożonarodzeniowa edycja gdańskiego festiwalu Actus Humanus. W ciągu pięciu dni melomani mogli uczestniczyć w 10 koncertach w zabytkowych wnętrzach Głównego Miasta: Centrum św. Jana, Ratuszu Głównomiejskim i Ratuszu Staromiejskim a także w koncercie plenerowym, w czasie którego z wieży kościoła św. Katarzyny zabrzmiał carillon.

Na Baroque Goes Nuts! przekazywałem codziennie relacje z festiwalu. Napisałem między innymi, że do perfekcyjnej organizacji, o której pisałem już podczas wielkanocnej edycji festiwalu, trzeba dodać inne określenia: radość, ciepło i serdeczność. Bo Actus Humanus był dokładnie taki, jak jego przydomek Nativitas. Święta Bożego Narodzenia.

Actus Humanus to wielkie święto dla miłośników muzyki dawnej. Koncerty odbywają się w dwóch cyklach. Późnym popołudniem są to koncerty Polonica, na których program – przygotowany specjalnie na festiwal – prezentują polscy artyści; wieczorami odbywają się koncerty światowych gwiazd muzyki dawnej. Nie znaczy to wcale, że koncerty popołudniowe są mniej atrakcyjne. Czasami to prawdziwe perełki, jak niedzielny, niezapomniany koncert Lilianny Stawarz i Grzegorza Lalka, na którym usłyszeliśmy wybitne interpretacje sonat skrzypcowo-klawesynowych Archangelo Corellego, czy występ Coriny Marti (klawesyn) i Michała Gondko (lutnia), których po wykonaniu utworów z szesnastowiecznych polskich tabulatur publiczność nie chciała wypuścić z estrady.

Muzyka dawna brzmi nie tylko we wnętrzach gdańskich zabytków, ale ożywia też miejską przestrzeń za sprawą koncertów plenerowych. Po raz pierwszy w historii Gdańska odbył się na przykład grudniowy koncert carillionowy. Miejska carillonistka Monika Kaźmierczak wykonała brawurowo na koncertowym pięćdziesięciodzwonowym carillionie zainstalowanym na wieży kościoła św. Katarzyny transkrypcje utworów Buxtehudego. Temperatura na zewnątrz była bliska zeru, ale było naprawdę gorąco. Nie tylko za sprawą zewnetrznych grzejników, kocy, ogrzewaczy do rąk i ciepłej herbaty, którą zapewnili organizatorzy.

Do Gdańska przyciągają oczywiście także gwiazdy. W tym roku usłyszeliśmy brytyjski zespół wokalny Orlando Consort, który wykonał program pod tytułem Alleluia Nativitas, złożony ze średniowiecznych i renesansowych śpiewów łacińskich oraz kompozycji paraliturgicznych związanych z okresem Bożego Narodzenia; orkiestrę Europa Galante, która pod dyrekcją Fabia Biondiego i z udziałem Polskiego Chóru Kameralnego oraz znakomitych solistów (Francesca Lombardi Mazzulli – sopran, Delphine Galou – kontralt, Anicio Zorzi Giustiniani – tenor, Roberto Lorenzi – bas) wykonała dublińską wersję oratorium Mesjasz, HWV 56 Georga Friderica Handla; madrygały Carla Gesualdo w wykonaniu La Compagnia del Madrigale; Ensemble Correspondances kierowany przez Sébastiena Daucé w niezwykłej interpretacji utworów Charpentiera związanych z okresem Adwentu i Bożego Narodzenia oraz – na finał festiwalu – Ann Hallenberg (mezzosopran) oraz Les Talens Lyriques pod dyrekcją Christophe’a Rousset w programie Farinelli Primo Uomo Assoluto. Szczegółowe relacje ze wszystkich koncertów można znaleźć na barokowo.pl: BGN! – Actus Humanus

Na następną edycję Actus Humanus nie trzeba będzie długo czekać. Już za nieco ponad trzy miesiące rozpocznie się edycja wielkanocna – Resurrectio, na którym w cyklu Polonica wystąpią Małgorzata Fiebig, Stefan Plewniak, Tomasz Pokrzywiński, Katarzyna Anna Olszewska, Dymitr Olszewski, Zygmunt Magiera oraz Octava Ensemble, a na koncertach wieczornych Paul McCreesh, Gabrieli Consort & Players, Ottavio Dantone, Accademia Bizantina, Marcel Pérès, Ensemble Organum, Paolo Da Col, Odhecaton, Akademie Für Alte Musik Berlin, Sonia Prina, Delphine Galou, Monica Piccinini, Sophie Rennert i Martin Vanberg.
Szczegółowy program Actus Humanus Resurrectio, który odbędzie się w dniach 28.03 – 1.04.2018 można już znaleźć na stronie Actus Humanus Resurrectio, koncerty są też wpisane do Barokowego Rozkładu Jazdy.

Tekst i zdjęcia: Michał Orzechowski, barokowo.pl

 

„Behind Your Eyelids”: muzyka rodząca się z ciszy

Okładka płyty „Behind Your Eyelids”. Zdjęcie Anita Wąsik-Płochocińska

8 grudnia odbyła się premiera fonograficznego debiutu Szymon Nidzworski Project – „Behind Your Eyelids”, płyty z niezwykłą zawartością i piękną okładką (zdjęcie powyżej). Także tego samego dnia odbył się wyjątkowy premierowy koncert projektu w Kościele Ewangelicko-Reformowanym w Warszawie, wnętrzu sprzyjającym zamyśleniu i niespiesznym wkraczaniu w muzyczną przestrzeń.

Kompozytor i saksofonista Szymon Nidzworski, znany był wcześniej chociażby z zespołu Magnolia Acoustic Quartet. Nagrał z nim trzy płyty, w tym dwie dla Fortune Records: utrzymaną w klimacie free-jazzowym „Boozer” (2013) z gościnnym udziałem saksofonisty Macieja Obary obecnie debiutującego w ECM – oraz „Cinderella” (2014), idącą stylistycznie w stronę M-Base. Lider Szymon Nidzworski Project ma klasyczne wykształcenie muzyczne, ale jego kompozycje wymykają się jednoznacznym przyporządkowaniom gatunkowym. Są w nich i elementy etniczne, skandynawskie („muzyka fiordów”), są brzmienia przywodzące na myśl jazz spod znaku wytwórni ECM, ale też muzykę filmową. „Behind Your Eyelids” wzywa, by przystanąć, wziąć głęboki oddech („Take a breath” to tytuł jednego z utworów i przesłanie, które widzimy, gdy otwieramy płytę), posłuchać jak brzmi cisza i jak z ciszy rodzi się dźwięk. A może zmrużyć oczy i mając zamknięte powieki, obcując w swoim własnym tempie z muzyką, dostrzec coś, czego przedtem nie zauważaliśmy?

Szymon Nidzworski – koncert w Kościele Ewangelicko-Reformowanym w Warszawie, 8 grudnia 2017 r. Fot. Paweł Zanio – solovsky.com

Zacząłem myśleć o tym projekcie jakieś 5-7 lat temu, natomiast pierwsza jego koncepcja powstała jeszcze w czasach licealnych – mówi Szymon Nidzworski. – Projekt dojrzewał długo, bo zarówno dobranie muzyków idealnie pasujących do realizacji, jak i sam fakt gotowości do wydania tej muzyki potrzebowały po prostu czasu. Nie chodzi przecież o to, by znaleźć dowolnego tubistę czy akordeonistę, ale takich, którzy grają w określony sposób. To jest muzyka bardzo przestrzenna – i cała trudność polega na tym, żeby budować napięcie z prostych elementów. Nie każdy potrafi się w tym odnaleźć. Z częścią muzyków poznałem się przy okazji wcześniejszych projektów: z klarnecistą Oliwerem Andruszczenko, akordeonistą Mateuszem Stankiewiczem czy perkusistą Patrykiem Doboszem, z którym graliśmy razem w Magnolia Acoustic Quartet.

– Pomyślałem o muzyce, która nie będzie „na wyścigi” – tłumaczy Nidzworski. – Pojawia się teraz dużo muzyki, w której artyści się jakby przekrzykują: kto zagra szybciej, mocniej, agresywniej. Postanowiłem się temu przeciwstawić, spróbować dotrzeć do słuchacza nie krzykiem, ale szeptem, małymi rzeczami. Oczywiście na mojej najnowszej płycie też są momenty, w których dzieje się muzycznie naprawdę dużo. Jednak to, co robię w Szymon Nidzworski Project, jest niejako w kontrze do moich poprzednich dokonań.

– Muzyka klasyczna zawsze była dla mnie punktem wyjścia. Klasyka daje w moim odczuciu inny rodzaj warsztatu niż przestrzeń czysto jazzowa, także inne spojrzenie na różne gatunki muzyki. Nie twierdzę, że lepsze, lecz po prostu inne. W Polsce dominuje podejście hermetyczne, myślenie: albo jazz, albo klasyka, tak jakby te rodzaje muzyki nie mogły się przenikać. Wiele razy słyszałem o sobie, że mam „jazzowy dźwięk”, ale sam zawahałbym się, gdybym miał się nazwać saksofonistą jazzowym. Tak było już w czasach Magnolia Acoustic Quartet. Niby to zespół jazzowy, ale kontrabasista Mateusz Dobosz jest stricte klasykiem, perkusista Patryk Dobosz jazzmanem do szpiku kości, pianista Kuba Sokołowski chodzącą encyklopedią współczesnego jazzu i szeroko rozumianej muzyki współczesnej, a ja klasykiem, który inspiruje się bardzo różnymi rzeczami. Czy jednak rzeczywiście potrzebujemy takich ścisłych definicji: ktoś jest jazzowy, a ktoś klasyczny? Sam w kontekście „Behind Your Eyelids” zadaję sobie pytanie: jaka to jest właściwie muzyka i jak zostanie odebrana przez słuchaczy? – mówi lider SNP.

Szufladkowania nie ułatwia fakt, że utwory zostały napisane na niecodzienny zestaw instrumentów, przede wszystkim dętych (saksofony tenorowy i sopranowy, na których gra lider oraz barytonowy – Szymon Zawodny, klarnet i klarnet basowy – Oliwer Andruszczenko, waltornia – Ewa Paciorek, tuba – Mateusz Sejdak, trąbka – Jan Harasimowicz i Damian Marat, akordeon – Mateusz Stankiewicz). Niektórzy słuchacze zetkną się być może po raz pierwszy na tej płycie z suką biłgorajską. Ten staropolski instrument smyczkowy, zrekonstruowany w latach 80-tych XX wieku na podstawie akwareli Wojciecha Gersona, nasyca muzykę Nidzworskiego pierwiastkiem ludowym, czy – jak sam woli mówić – etnicznym. Na suce (i w jednym utworze na skrzypcach) gra Helena „Suka” Matuszewska. Jak widać z artystycznego pseudonimu suka to jej ukochany instrument (znana jest też z gry w zespołach „Same suki” czy „InFidelis”). Ponadto kilkakrotnie pojawia się perkusja (Patryk Dobosz), między innymi w krótkich duetach z saksofonem. Nieco elektroniki do akustycznego brzmienia płyty wnosi zamykający ją utwór „Take a breath (reprise)” – za te brzmienia odpowiedzialny jest Tomasz Kłoś. To też jedyny utwór z wokalem – śpiewa tajemnicza SHY – i jedyny, który zmierza (odrobinę) w stronę muzyki popularnej.

Szymon Nidzworski Project podczas koncertu 8 grudnia w Kościele Ewangelicko-Reformowanym w Warszawie. Fot. Paweł Zanio – solovsky.com

– Taki duży skład stwarza oczywiście problemy logistyczne – mówi Nidzworski. – Zachowałem sobie na pamiątkę kalendarz, w którym są ślady tego, jak dogrywałem terminy u wszystkich muzyków uczestniczących w sesji nagraniowej. Nagraliśmy album w 24 godziny – dwa podejścia po 12 godzin. Byliśmy niesamowicie zmęczeni, ale też szczęśliwi – tyle godzin, zwłaszcza przy grze na instrumentach dętych, to naprawdę potężne wyzwanie.

Rozmawiałem niedawno o „Behind Your Eyelids” z pianistą Aleksandrem Dębiczem, partnerem Nidzworskiego w innym, w dużej mierze improwizowanym projekcie „Simple Tales”. Słuchał płyty po raz pierwszy w nocy, gdy prowadził samochód, klucząc po leśnych drogach. Zestawienie mrocznej chwilami muzyki z głęboką ciemnością za oknem auta wywarło na nim mocne, „filmowe” wrażenie. Potem słuchał płyty już w domu, na dobrym sprzęcie i wtedy przykuła z kolei jego uwagę dbałość o szczegóły brzmieniowe. To przykładanie wagi do detali jest jednym z powodów, dla których, jak mówi, lubi grać z Nidzworskim.

Szymon Nidzworski. Fot. Anita Wąsik-Płocińska

W dwóch utworach na płycie (tytułowym „Take a breath” – „Weź oddech” i „Behind your eyelids” – „Pod Twoimi powiekami”) pojawiają się poetyckie teksty napisane przez Nidzworskiego i Annę Kuk. Czyta je wybitny aktor, dyrektor Teatru Polskiego w Warszawie, Andrzej Seweryn. Jego głos oraz wyważona interpretacja znakomicie współgrają z muzyką. „To jest projekt, który daje odbiorcy czas”, mówi aktor w tekście zamieszczonym w dołączonej do płyty książeczce. I dalej o Nidzworskim: „…myślę, że to On stworzył mnie, że to On stworzył mój głos. Taki jaki słychać w tym nagraniu.”

– Teatr Polski to był mój pierwszy zawodowy kontakt z teatrem – wspomina Nidzworski. – Byłem na drugim lub trzecim roku studiów na UMFC, gdy na którymś z Salonów Poezji pojawiło się zapotrzebowanie na improwizującego saksofonistę. Wziąłem udział w tym przedsięwzięciu i od razu poznałem dwóch gigantów teatralnej sceny – Andrzeja Seweryna i Olgierda Łukaszewicza. Na początku grałem sam, na saksofonie lub duduku, potem także w większych składach, np. z obojem i akordeonem. Na 100. Salonie Poezji miał także okazję wystąpić Szymon Nidzworski Project. Napisałem wtedy muzykę do Apokalipsy według św. Jana z tekstami biblijnymi czytanymi przez całą obsadę Teatru Polskiego. Tam dostrzegłem, jak pięknie można łączyć muzykę ze słowem. Słowo było nadrzędne. Na mojej płycie są odwrotne proporcje: muzyka jest w roli głównej, a tylko w dwóch utworach pojawiają się teksty – mówi kompozytor. Lata współpracy Nidzworskiego i Seweryna dały świetny efekt. Mimo że aktor i pozostali muzycy fizycznie nie spotkali się w studiu nagraniowym (zgranie terminów było niewykonalne), utwory brzmią tak, jakby siedzieli obok siebie.

Wydawcą tej niecodziennej płyty jest Fundacja Plateaux. Dystrybucją „Behind Your Eyelids” zajmuje się natomiast Warner Music Poland. W dniu 8 grudnia płyta pojawiła się w sprzedaży zarówno jako krążek CD, jak i w serwisach streamingowych. Kto może posłuchać Szymon Nidzworski Project na żywo bądź na płycie – niech to koniecznie zrobi.

Rozmawiał: Paweł Piasecki

Cały album jest dostępny w serwisach streamingowych Tidal i Spotify.

Płytę można kupić m.in. poprzez Empik.com
Szymon Nidzworski – fot. Anita Wąsik-Płocińska

Cicha noc, Silent Night, Stille Nacht…

Nie spodziewałem się, że „Financial Times” stanie się inspiracją do napisania tekstu dla Melomani Online, ale w czasie świątecznym różne nieoczekiwane rzeczy się dzieją 🙂

Artykuł „Silent Night and the church mice — the myth behind the carol” przypomina historię najpopularniejszej kolędy na świecie. Po raz pierwszy została wykonana prawie dokładnie 200 lat temu, w wigilijny wieczór 1818 roku w Oberndorfie, wiosce położonej niedaleko Salzburga w Austrii. Melodię skomponował Franz Xaver Gruber, organista i dyrektor szkoły w sąsiedniej wiosce Arndorf, a słowa ułożył ksiądz Joseph Mohr. Jak głosi legenda, „Heilige Nacht” wykonano po raz pierwszy z akompaniamentem gitary, ponieważ myszy przegryzły miechy w  organach w kościele w Oberndorfie i Gruber nie mógł na nich zagrać.

„FT” odnotowuje, że obecnie w serwisie Spotify jest ponad 20 tysięcy (tylko anglojęzycznych) wykonań kolędy. Do najsłynniejszych należy „Silent Night” zaśpiewana przez Binga Crosby’ego – wersja z 1935 roku jest trzecim najlepiej sprzedającym się singlem w historii fonografii. Na uwagę zasługuje też wykonanie Franka Sinatry, uwiecznione na pochodzącej z 1957 r. płycie „A Jolly Christmas from Frank Sinatra” nagranej z udziałem Ralph Brewster Singers i orkiestry dyrygowanej przez Gordona Jenkinsa (poniżej link do całego albumu – po 60 latach wciąż jednego z najlepszych z muzyką świąteczną). Wśród mnóstwa innych wykonawców „Silent Night” w obszarze muzyki popularnej warto wspomnieć zespoły The Temptations i Boys II Men oraz Ala Greena.

Wersję The Temptations zinterpretowała ostatnio na nowo 29-letnia amerykańska wokalistka Niia z zespołem The Tee-Tones.

„Stille Nacht” przetłumaczono na ponad 300 języków i dialektów. Po polsku jest śpiewana od początku lat 30-tych XX wieku (ze słowami Piotra Maszyńskiego). Wśród polskich wykonawców „Cichej nocy” są m.in. Edyta Górniak (również w duecie z Jose Carrerasem), Kayah, Kasia Kowalska, Katarzyna Cerekwicka, Natalia Kukulska, Tadeusz Woźniak oraz Krzysztof Krawczyk.

Na YouTubie znajdziemy także szereg wykonań tej kolędy w wersji na chór i orkiestrę.  Poniżej dwa piękne przykłady: istniejący od 1842 roku Mormoński Chór Tabernakulum (The Mormon Tabernacle Choir) oraz Chór i Orkiestra Filharmonii Narodowej w Warszawie.

„Silent Night”, wpisana w 2011 r. na listę światowego dziedzictwa kulturalnego UNESCO, to jedna 50 piosenek, których historie opisano w książce „The Life of a Song: The fascinating stories behind 50 of the world’s best-loved songs” wydanej we wrześniu br. przez Chambers.

 

Capella Bydgostiensis: Przeboje 55-lecia

W tym roku jubileusz 55-lecia obchodzi Capella Bydgostiensis. W roku 1960 z inicjatywy Andrzeja Szwalbego w Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy powstały Zespół Madrygalistów i Zespół Instrumentów Dawnych, których dyrygentem był Stanisław Gałoński. Dwa lata później zespół instrumentalistów uniezależnił się od orkiestry symfonicznej dając początek Capelli Bydgostiensis pro Musica Antiqua. Pierwszy koncert zespołu pod tą nazwą odbył się 28 lutego 1962 roku. Dysponujący  różnorodnym instrumentarium zespół wykonywał polską i europejską muzykę średniowiecza i renesansu, co po raz pierwszy w Polsce umożliwiło organizowanie koncertów z szerokiego repertuarem muzyki dawnej granej na instrumentach historycznych. Po Stanisławie Gałońskim orkiestrą kierowali Włodzimierz Szymański, Karol Teutsch, Paweł Przytocki, Daniel Stabrawa, Mirosław Jacek Błaszczyk i Wiesław Kwaśny. Obecnie z orkiestrą stale współpracuje José Maria Florêncio i Kai Bumann, szef artystyczny Filharmonii Pomorskiej.

Z okazji jubileuszu Capella Bydgostiensis wydała płytę „Przeboje 55-lecia”. Na płycie znalazły się kompozycje rzeczywiście przebojowe: kantata Jauchzet Gott in allen Landen, BWV 51 i Aria ze III Suity orkiestrowej D-dur, BWV 1068 Johanna Sebastiana Bacha oraz Eine kleine Nachtmusik, KV 525 i Exultate, jubilate KV 165/158a Wolfganga Amadeusza Mozarta.

Pisałem już przy innych okazjach, że Kai Bumann ma ogromne wyczucie muzyki barokowej i potrafi wydobyć z dużych form – przy zachowaniu ich spójności – detale, które nabierają nowych, interesujących i czytelnych znaczeń. I takie jest właśnie nagranie kantaty Jauchzet Gott in allen Landen, BWV 51 Johanna Sebastiana Bacha.

Mimo mojego dość konserwatywnego podejścia do wykonywania muzyki dawnej przyznaję, że Capella Bydgostiensis na instrumentach współczesnych brzmi dobrze. Oprócz wpływu dyrygenta jest to także zasługa świetnego basso continuo prowadzonego przez Dorotę Zimną na klawesynie i Macieja Kamrowskiego na wiolonczeli. W arii Höchster, mache deine Güte duet ten zabrzmiał naprawdę znakomicie. Niezawodny – jak zwykle – jest także trębacz Tomasz Gluska.

Wykonująca partię sopranu Helena Bregar pokazała się z bardzo dobrej strony. Dobrze osadziła swoją partię w stylu i konwencji, bez zbędnych udziwnień i przeładowania wibracją. Jej głos brzmi świeżo, radośnie i wiarygodnie: Jauchzet Gott in allen Landen – Chwalcie Boga we wszystkich krainach! Mam nadzieję, że będę mógł niedługo usłyszeć tę młodą, zdolną wokalistkę na koncercie.

Inne utwory nagrane na jubileuszowej płycie Capelli Bydgostiensis również powinny się spodobać słuchaczom. W prywatnych rozmowach powtarzam czasem, że zespół jest stworzony do grania utworów klasycznych, w tym kompozycji Mozarta. Zdania nie zmieniam. Do płyty dołączona jest książeczka, w której można przeczytać między innymi o historii wykonawstwa muzyki dawnej w Bydgoszczy, a historia ta jest długa i bardzo ciekawa.

Przeboje 55-lecia można na razie kupić tylko w kasie biletowej Filharmonii Pomorskiej. Zachęcam więc do wizyty na Szwalbego 6 w Bydgoszczy, na przykład przy okazji następnych koncertów Capelli Bydgostiensis. Już dzisiaj zabrzmią utwory Vivaldiego, Bacha i Händla oraz świąteczny prezent dla melomanów – Concerto Grosso op. 6 nr 8 ‚Fatto per la Notte di Natale’ (na Noc Bożego Narodzenia) Corellego. 21 stycznia 2018 roku usłyszymy natomiast kompozycje Bacha, Lutosławskiego i Spisaka.

Michał Orzechowski (Baroque Goes Nuts)

Aleksander Dębicz poleca płyty Johna Eliota Gardinera

Z muzycznych nowości fonograficznych 2017 roku najbardziej zachwyciły mnie płyty mojego idola Johna Eliota Gardinera – nowe nagranie „Pasji wg św. Mateusza” Johanna Sebastiana Bacha (wytwórnia SDG – Soli Deo Gloria Records) oraz  uwertury i muzyki scenicznej do „Snu nocy letniej” Feliksa Mendelssohna (wytwórnia LSO Live). W interpretacji „Pasji” dojmująca wręcz siła wyrazu wynika z niezwykłej precyzji artykulacyjnej oraz z prostego, czystego frazowania wybitnych solistów. Piorunujące wrażenie robi zarówno legendarny Monteverdi Choir, jak i zaskakująco surowy, pierwotny w charakterze chór chłopięcy Trinity Boys Choir.

Z kolei „Sen nocy letniej” („A Midsummer Night’s Dream”), nagrany z London Symphony Orchestra i Monteverdi Choir jest po prostu zniewalający pod względem brzmieniowym. Lekkość i przejrzystość, jaką udało się wydobyć Gardinerowi, zachwyci każdego. Uczta dla duszy.
Obie płyty są zarówno arcydziełami wykonawczymi, jak i nagraniowymi, dlatego warto wysłuchać ich na dobrym sprzęcie.

Aleksander Dębicz

http://www.aleksanderdebicz.com/

Od redakcji:

Nagranie bachowskiej „Pasji” było płytą kwietnia 2017 r. brytyjskiego magazynu „Gramophone”, o czym pisaliśmy tutaj.

Z kolei nagranie „Snu nocy letniej” otrzymało prestiżową nagrodę  Diapason d’Or de l’Année 2017 w kategorii muzyka symfoniczna.

Krystian Zimerman obchodzi 61. urodziny

Wspaniała międzynarodowa kariera pianisty rozpoczęła się wraz ze zdobyciem głównej nagrody na IX Konkursie Chopinowskim w 1975 r. 18-latek z Zabrza zgarnął wtedy nie tylko Grand Prix, ale także nagrodę Polskiego Radia za najlepsze wykonanie mazurków i nagrodę Towarzystwa im. F. Chopina za najlepszego poloneza. W 1976 r. sam wielki Artur Rubinstein zaprosił go do Paryża, by pod jego okiem doskonalił swe umiejętności. Rok później wydał pierwszy album chopinowski w Deutsche Grammophon i tej wytwórni pozostał wierny do dziś.

Krystian Zimerman cieszy się ze zwycięstwa w IX Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina w Filharmonii Narodowej w Warszawie, 28 października 1975 r. Fot. PAP/Jan Morek

Jego najnowszy album (okładka na zdjęciu powyżej) przynosi dwie ostatnie sonaty fortepianowe Schuberta (D. 959 i D. 960). Jak informowaliśmy wczoraj, album ten jest jednym z trzech, które znalazły się w finale International Classic Music Awards w kategorii „Instrument solowy”.

W sezonie 2017/2018  z okazji 100. rocznicy urodzin Leonarda Bernsteina – także jednego ze swych mistrzów – Zimerman gra wraz z London Symphony Orchestra pod batutą Simone’a Rattle’a II Symfonię „The Age of Anxiety” („Wiek niepokoju”, zainspirowaną przez poemat W.H. Audena pod tym właśnie tytułem) na fortepian i orkiestrę. Jak powiedział w rozmowie z „BBC Music Magazine”, to tournée jest spełnieniem obietnicy złożonej amerykańskiemu kompozytorowi i dyrygentowi. Bernstein miał bowiem zapytać kiedyś polskiego pianistę: „Zagrasz ze mną ten utwór, gdy będę mieć 100 lat?”. Bernstein nie dożył wprawdzie tego wieku, ale Zimerman dotrzymał słowa. 16 grudnia wykona symfonię „Wiek niepokoju” z LSO pod batutą Rattle’a w londyńskim Barbican. A już 17 marca 2018 r. usłyszymy go w Filharmonii Narodowej w Warszawie  podczas koncertu inauguracyjnego XXII Festiwalu Beethovenowskiego. Orkiestrę FN poprowadzi Jacek Kaspszyk.

Spośród wielu wspaniałych płyt nagranych przez polskiego pianistę przypomnę dziś jedną, wydaną w 2006 roku – I Koncert fortepianowy Brahmsa z Berliner Philharmoniker pod batutą wspomnianego wyżej Rattle’a.

 

Znamy finalistów International Classical Music Awards

W każdej z kategorii międzynarodowe jury wyłoniło (spośród różnych liczbowo grup nominowanych płyt) trzech finalistów. Laureatów poznamy 18 stycznia, a nagrody zostaną wręczone 6 kwietnia podczas uroczystej gali w sali NOSPR w Katowicach.

Przyjrzyjmy się polskim akcentom wśród albumów, które powalczą o nagrody ICMA 2018.

W kategorii instrument solowy (24 nominacje) w finale znalazło się dokonane przez Krystiana Zimermana dla Deutsche Grammophon nagranie sonat Schuberta D 959 i D 960. Album  ma z pewnością duże szanse na zwycięstwo w tej kategorii, choć kontrkandydatem Zimermana jest równie znakomity rosyjski pianista Jewgienij Kissin z autorskim wyborem nagrań na żywo sonat Beethovena (także Deutsche Grammophon). Trzecim finalistą jest nagranie Aleksieja Lubimowa dla ECM („Tangere”, utwory C.P.E. Bacha).

„Quo Vadis” nagrane przez Orkiestrę Filharmonii Poznańskiej pod batutą Łukasza Borowicza, solistów (Wioletta Chodowicz – sopran, Robert Gierlach – baryton, Wojtek Gierlach – bas, Sławomir Kamiński – organy) oraz chór Opery i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku, a wydane przez niemiecką wytwórnię cpo (Classic Produktion Osnabrück), jest jednym z trzech finalistów w kategorii muzyka chóralna. Oratorium Feliksa Nowowiejskiego na podstawie powieści Henryka Sienkiewicza zostało skomponowane w 1903 r., premierę miało sześć lat później w Amsterdamie, a do wybuchu II wojny światowej zostało wykonane ponad dwieście razy na całym świecie.

W kategorii chóralnej jurorzy dokonali wyboru spośród 11 nominacji. Dwie pozostałe płyty, które znalazły się w finale to „Stabat Mater” Dvoraka wydane przez wytwórnię Decca (soliści: E. Nakamura, E. Kulman, M. Spyres, J. Park, chór Filharmonii Praskiej i Orkiestra Filharmonii Czeskiej pod batutą Jirziego Belohlavka) oraz „Całonocne czuwanie” Rachmaninowa nagrane przez MDR Rundfunkchor (chór radia w Lipsku) pod batutą estońskiego dyrygenta Risto Joosta, a wydane przez małą wytwórnię (także z Lipska) Genuin.

W silnie obsadzonej (32 nominacje) kategorii programy mieszane (assorted programs) do finału dostało się nagranie symfonii kameralnych i kwintetu fortepianowego urodzonego w Warszawie kompozytora Mieczysława Wajnberga dokonane dla wytwórni ECM (Kremerata Baltica, Gidon Kremer, Mirga Gražinyte-Tyla, Julianna Awdiejewa). Mocnym kandydatem do zwycięstwa w tej kategorii będzie jednak chopinowski album „Evocations” Daniiła Trifonowa (Deutsche Grammophon).

Pełna lista finalistów International Classical Music Awards