Leszek Możdżer i Holland Baroque – wspólna płyta i trasa koncertowa

Holland Baroque – zdjęcie ze strony internetowej zespołu

Holland Baroque, holenderski zespół kameralny z Utrechtu i polski pianista jazzowy Leszek Możdżer ruszają wkrótce w trasę koncertową promującą nowy wspólny album „Earth Particles” (premiera 25 listopada).

Okładka płyty „Earth Particles” Leszka Możdżera i Holland Baroque

Holland Baroque – jak czytamy na  stronie internetowej zespołu – „prezentuje Vivaldiego z japońskiego punktu widzenia, łączy Reinberta de Leeuwa [współczesnego kompozytora holenderskiego, ur. w 1938 r.] z Bachem i pokazuje, jak perkusiści wyznaczają puls baroku”. Współpracuje z różnymi solistami (Giovanni Sollima, Eric Vloeimans, Lars Ulrik Mortensen, Aisslinn Nosky) oraz zespołami (Orkater, Vox Luminis, Quatuor Mosaïques), szukając pomostów między muzyką dawną a współczesnością. W stałym składzie zespołu jest  Polak, wiolonczelista Tomasz Pokrzywiński.

Na stronie Holland Baroque Leszek Możdżer opisuje, jak doszło do współpracy, nawiązanej w styczniu br. i jak muzycy z Utrechtu zainspirowali go do pracy nad nowym albumem, który powstawał w indyjskim aśramie.

W ramach polskiego tournee dadzą koncerty:
4 grudnia w Szczecinie – Filharmonia im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie
6 grudnia w Warszawie – Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN
7 grudnia w Łodzi – Klub Wytwórnia
8 grudnia we Wrocławiu – Narodowe Forum Muzyki
9 grudnia w Krakowie – Centrum Kongresowe ICE Kraków
10 grudnia w Katowicach – Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach

Brawurowy Falstaff w Operze Nova

 

Zaraz po premierze Falstaffa w Operze Nova nazwałem bydgoską inscenizację brawurową. Nie było przepychu, ekstrawagancji, awangardy. Była za to wciągająca zabawa symbolem, bryłą, światłem, barwą, przestrzenią, słowem, dźwiękiem, głosem. Zabawa bardzo interesująca i poprowadzona – bez żadnej szkody dla akcji – w żywiołowym tempie. Quickly, Quickly – szybko, szybko.

Falstaff rozgrywa się na dwóch płaszczyznach. A właściwie na dwóch platformach, z których jedna jest wnętrzem Zajazdu pod Podwiązką, a kiedy przesuwa się w dół, jej dach staje się częścią drugiej – trawnika parku w Windsorze. Scenografia, której autorką jest Jagna Janicka nie jest wystawna. Mamy do czynienia z pojedynczymi rekwizytami, które pobudzają wyobraźnię, stają się też niemymi świadkami akcji. Ważnym elementem dramaturgii przedstawienia staje się kanał orkiestry, do którego w finale drugiego aktu kumoszki z Windsoru (tutaj raczej niecne, niż wesołe) wrzucają wielki kosz na bieliznę, w którym schował się Falstaff. To kolejny element brawury inscenizacyjnej. Podczas antraktu wielu widzów podchodziło zresztą do kanału, żeby sprawdzić, jak została przeprowadzona cała akcja ze zrzuceniem kosza z Łukaszem Golińskim w środku trzy metry w dół.

Piękne były kostiumy zaprojektowane przez Hannę Wójcikowską-Szymczak. Szczególnie spodobały mi się suknie uszyte z aksamitu dla Pani Quickly i Alicji Ford oraz stroje kilkudziesięcioosobowego chóru. „Ninfe! Elfi! Silfi! Sirene!”

Utrwalony w świadomości wizerunek Fastaffa jako podstarzałego, grubego i raczej obleśnego lowelasa Maciej Prus, reżyser przedstawienia, zastąpił obrazem pełnego wewnętrznych rozterek, dojrzałego mężczyzny, który jest gotowy do skonfrontowania swoich słabostek ze słabościami świata – świata, który cały jest przecież farsą i sceną dla komedii życia. Jak w szekspirowskim „Jak wam się podoba” – „All the world’s a stage…”

Bardzo dobrze wpisał się w tę konwencję Łukasz Goliński. Nie będę pisać o jego umiejętnościach wokalnych, te są na najwyższym poziomie. Najistotniejsze było to, że potrafił nakreślić rys psychologiczny Fastaffa i stopniową metamorfozę bohatera, której kulminacją było przejmujące „Una, due, tre, quattro… L’amore metamorfosa un uom in una bestia” (Raz, dwa, trzy , cztery… Miłość zmienia człowieka w bestię). To zresztą chyba najpiękniejszy fragment opery Verdiego, we wszystkich warstwach pełen kontrastów, które oddają wieczny konflikt pomiędzy sacrum a profanum, oczekiwaniami a rzeczywistością, uczuciami pięknymi i niskimi. I tym, że ten konflikt nigdy się nie kończy, bo „mezzanotte” – północ, o której śpiewa Falstaff jest nie tylko końcem jednego etapu, ale i początkiem następnego, niekoniecznie przecież lepszego.

Także pozostali członkowie obsady sobotniej premiery spisali się doskonale. W scenach zbiorowych zdecydowanie najlepsze były panie, które w trzecim akcie doprowadziły je do perfekcji. I to zarówno we fragmentach komicznych (świetne, punktualne „Pizzica, pizzica!”), jak i frazach bardziej podniosłych, quasi-chorałowych („Domine fallo guasto!”).

Z wokalistów szczególnie spodobali mi się przykuwający uwagę Szymon Rona w roli Bardolfa; dysponująca ciepłym, pełnym i czystym głosem Aleksandra Wiwała (Nannetta) oraz Małgorzata Ratajczak jako Pani Quickly. Rola była dopracowana w każdym szczególe, a Małgorzata Ratajczak była nie tylko świetna wokalnie, ale też zabawna i wiarygodna. Bardzo zgrabnie bawiła się też motywami, jeden z nich – „reverenza” – był zresztą tym, który najdłużej siedział w głowie i przypominał o sobie jeszcze wiele godzin po przedstawieniu. Uszanowanie.

Uszanowanie także dla orkiestry poprowadzonej przez Piotra Wajraka i wszystkich realizatorów bydgoskiego Falstaffa. Wziąłem w sobotę udział w wydarzeniu, o którym będzie się mówić jeszcze bardzo długo, bo było naprawdę niezwykłe.

Tekst i fotografia: Michał Orzechowski

Bester Quartet w Muzeum Polin

Bester Quartet

Bester Quartet w towarzystwie Jorgosa Skoliasa (wokal), Magdaleny Pluty (wiolonczela) i Tomasza Ziętka (trąbka, instrumenty elektroniczne) zaprezentuje premierowe interpretacje utworów Johna Zorna w nowych aranżacjach Jarosława Bestera  na scenie Audytorium Muzeum POLIN  w Warszawie 29 października o  godz. 20.00. „Księgi aniołów według Zorna” to finałowy koncert Festiwalu Muzyka Wiary – Muzyka Pokoju organizowanego przez Centrum Myśli Jana Pawła II. Koncert jest wyprzedany (przynajmniej w chwili publikacji tego tekstu).

Amerykański kompozytor John Zorn, guru światowej sceny nowej muzyki żydowskiej, pracę nad monumentalnym cyklem „Księgi aniołów” rozpoczął w latach 90. XX wieku. Dzieło stanowi pomost pomiędzy tradycją i mistyką żydowską a muzyką przełomu wieków. Do tej pory powstało 31 części/ksiąg, które wykonywali m.in. David Krakauer, Path Metheny i Eric Friedlander. Bester Quartet uczestniczył w tym wydarzeniu, nagrywając V część „Księgi aniołów”. Na niedzielnym koncercie lider i twórca Bester Quartet Jarosław Bester przedstawi wraz z towarzyszącymi mu muzykami prapremierę autorskiego projektu – wyboru ze wszystkich dotychczasowych części zornowskiego cyklu.

Bester Quartet to grupa założona w Krakowie w 1997 r., występująca początkowo pod nazwą The Cracow Klezmer Band. Zespół tworzą czterej klasycznie wykształceni instrumentaliści: Jarosław Bester (akordeon), Oleg Dyyak (instrumenty perkusyjne i klarnet), Dawid Lubowicz (skrzypce) oraz Maciej Adamczyk (kontrabas). Grają muzykę o szerokim przekroju stylistycznym – od klasyki poprzez jazz do muzyki klezmerskiej.

Oto zapis koncertu Bester Quartet na Paredes Festival w Kazimierzu Dolnym z 20 sierpnia 2016 r.:

Requiem Mozarta w rocznicę śmierci Chopina

Serce Chopina spoczywa w Bazylice św. Krzyża w Warszawie

W ramach obchodów 168. rocznicy śmierci Fryderyka Chopina, która przypada 17 października, tego dnia o godz. 20 w Bazylice św. Krzyża w Warszawie zabrzmi Requiem Mozarta w wykonaniu czeskiego zespołu Collegium Vocale 1704 pod dyrekcją młodego polskiego dyrygenta Dawida Runtza (ukończył Uniwersytet Muzyczny im. F. Chopina w ub. r.) oraz znakomitych solistów.

Arcydzieło Mozarta zostało wykonane – zgodnie z życzeniem polskiego kompozytora – podczas uroczystości pogrzebowych w kościele św. Magdaleny w Paryżu 30 października 1849 roku.

Wśród solistów śpiewających „Requiem” Mozarta w Warszawie pojawi się Natalia Rubiś-Krzeszowiak (sopran). Rozmowę z nią przeczytacie tutaj.

W Bazylice św. Krzyża w Warszawie spoczywa serce Chopina (zdjęcie powyżej).

Zaproszenie na Requiem Mozarta 17 października 2017 r. w Bazylice św. Krzyża w Warszawie

Natalia Rubiś-Krzeszowiak: trema jest dodatkową sprężyną

Natalię Rubiś-Krzeszowiak poznałem podczas Festiwalu Bachowskiego w Świdnicy na przyjęciu po świetnym wykonaniu opery Wolfganga Amadeusza Mozarta „Così fan tutte”, w której zaśpiewała partię Fiordiligi. W czasie tegorocznego festiwalu „Chopin i jego Europa” zobaczyłem Natalię na okładce płyty DVD z nagraniem „Messa da Requiem” Gaetano Donizettiego wykonanego rok wcześniej na tym samym festiwalu. Już wtedy powstał pomysł na wywiad z Natalią, jednak nie udało się go wtedy opublikować. Już w najbliższy wtorek, 17 października 2017, w ramach obchodów 168. rocznicy śmierci Fryderyka Chopina, Natalia Rubiś-Krzeszowiak wystąpi w Requiem d-moll KV 626 Wolfganga Amadeusza Mozarta w Bazylice św. Krzyża w Warszawie. To dobra okazja, żeby opublikować zapis naszej rozmowy.

Michał Orzechowski: W zeszłym roku brałaś udział w festiwalu Chopin i jego Europa. Jak wspominasz ten Festiwal?

Natalia Rubiś-Krzeszowiak: Niesamowita energia, zaangażowanie i życzliwość ludzi związanych z Festiwalem. Niezwykle gorąca i entuzjastyczna publiczność, która po koncercie zgotowała nam fantastyczne owacje!

MO: Śpiewałaś w warszawskiej Bazylice św. Krzyża przed sercem Chopina. Czy było to dla Ciebie ważne doświadczenie?

NRK: Bazylika św. Krzyża to magiczne miejsce, w którym czuć niesamowitego ducha przeszłych wydarzeń i ducha patriotyzmu. Jeśli pomyślimy, kto był w tym kościele, modlił się, ilu ludzi szukało tu pocieszenia w trudnych czasach, lub że żegnano tu po raz ostatni Stanisława Moniuszkę czy Karola Szymanowskiego, serce ogarnia niesamowita fala ciepła, dumy i poczucia przynależenia do czegoś większego i piękniejszego. Dla młodego artysty występ w tym miejscu, z tak wspaniałą widownią to absolutnie wyjątkowe przeżycie.

MO: W sierpniu ukazała się płyta DVD z nagraniem ubiegłorocznego koncertu, jak czuje się młody artysta, który widzi siebie na okładce płyty?

NRK: Widzieć swoje nazwisko u boku tak wspaniałych artystów jak Václav Luks, Agnieszka Rehlis, Jan Martiník i inni, oraz bycie częścią Festiwalu „Chopin i jego Europa” – w pierwszej chwili to coś zupełnie abstrakcyjnego! Są to rzeczy, na które pracuje się ciężko i wytrwale, a kiedy te marzenia zaczynają się spełniać wielki uśmiech pojawia się na twarzy. Uśmiech, w którym kryje się szczęście, zadowolenie, duma z dobrze wykonanej pracy i wdzięczność. Ogromna wdzięczność za zaufanie, jakim mnie obdarzono w tej chwili.

MO: Jak zachęciłabyś melomanów do kupienia płyty? Co wyjątkowego jest dla Ciebie w Requiem Gaetano Donizettiego? Co jest największą siłą tej muzyki i tego nagrania?

N: „Requiem” Donizettiego to dzieło zupełnie wyjątkowe. Niesamowita słodycz linii wokalnych i instrumentalnych sprawia, że bardzo łatwo jest zatopić się w tej muzyce, wzruszyć, przeżyć tekst, w którym kryje się smutek, lęk, ufność, miłość i dobro. Orkiestra i chór Collegium 1704 prowadzone przez Václava Luksa brzmią fantastycznie, z niezwykłym smakiem i wyczuciem stylu. Niezwykle piękne są sola basowe, fantastycznie zaśpiewane przez Jana Martiníka. Wszyscy czuliśmy wyjątkową atmosferę tego wieczoru, niezwykłe wzruszenie płynące od publiczności, dlatego to nagranie jest bardzo szczere i niezwykle osobiste. Każdy z nas ma kogoś za kimś tęskni, kogoś pożegnał. I to czuć w tym nagraniu.

MO: Już w najbliższy wtorek zaśpiewasz w Bazylice św. Krzyża w Requiem Mozarta. Kolejne wielkie dzieło, duża forma, doborowa obsada. Jak przygotowujesz się do takich koncertów?

N: „Requiem” Mozarta jest jednym z najpiękniejszych utworów jakie zostały skomponowane, cieszy się nieustającą popularnością zarówno wśród słuchaczy jak i wykonawców. Jestem ogromnie szczęśliwa, że mogę je wykonać z tak znakomitymi artystami!

To „Requiem” śpiewałam już kilkakrotnie, ostatni raz – będąc jeszcze studentką – z Capellą Cracoviensis i Fabio Bonizzonim. Śpiewałam wtedy partię solową i chóry (niemałe wyzwanie, ale jaka radość i satysfakcja!), więc utwór nie jest mi obcy. Niemniej jednak, przed każdym nowym projektem spotykam się z pianistą i pracujemy razem kilka dni nad danym utworem. Regularnie odwiedzam moją cudowną nauczycielkę, Doris Yarick-Cross, która jest dla mnie wielką inspiracją. Jest bardzo wymagająca, niezmiernie mnie wspiera i po każdym naszym spotkaniu wracam z toną nowej energii, z nowymi informacjami, nowymi możliwościami. Właśnie wróciłam z takiej tygodniowej wizyty. Codziennie pracowałyśmy nad techniką, nowymi utworami i oczywiście także nad „Requiem” Mozarta.

Uważam, że nieważne, jak dobrze znasz utwór – za każdym razem powinieneś podchodzić do niego ze świeżym spojrzeniem, ciekawością i pokorą.

MO: Czy masz tremę przed koncertami?

N: Myślę, że trema jest nieodłączną częścią tego zawodu. Trzeba tylko umieć wykorzystać ją do swoich potrzeb. Dla mnie trema jest dodatkową sprężyną, zastrzykiem energii. Uwielbiam te motyle w brzuchu przed każdym wejściem na scenę. Emocje związane z nowym miejscem, nową publicznością, nowym utworem sprawiają, że daję z siebie jeszcze więcej.

Trema jest czymś, czego doświadczasz w pełni dopiero przed samym występem, nie czujesz jej na lekcji, na próbie, nie „nauczysz się” jej – jest niezależna od ciebie. Jedyne co możesz zrobić, to za każdym razem być świetnie przygotowanym, znać utwór i swoją partię; jak mówi wspaniała śpiewaczka Joyce DiDonato: minimalizować niewiadome. Jeśli wiesz, że jesteś przygotowany, przećwiczyłeś wszystko wielokrotnie, to dlaczego akurat podczas występu ma ci coś nie wyjść? Uwielbiam to podejście!

MO: Czego słucha na co dzień Natalia Rubiś-Krzeszowiak?

N: Uwielbiam ciszę. Często mam potrzebę ciszy i wsłuchiwania się w to, co dzieje się podczas ciszy. Czasem zapominamy, że cisza też „gra”.

Koncerty fortepianowe Rachmaninowa w wykonaniu Krystiana Zimmermana nigdy mi się nie znudzą. Zawsze z przyjemnością zanurzę się z kompozycjach Chopina, a gdy mam zbyt dużo energii włączam popisowe arie Händla lub Vivaldiego.

MO: Jakie są Twoje najbliższe plany muzyczne?

N: Zaraz po Requiem wracam do Stanów, na Yale University, gdzie wykonam „Pieśni żydowskie” Mieczysława Weinberga. Ten rok zakończę w Krakowie na gali, podczas której wystąpię m.in. z moim mężem Krystianem Krzeszowiakiem i wspaniałą Małgorzatą Walewską. Razem z Krystianem wydajemy też płytę z duetami miłosnymi „Kochaj mnie”, planujemy serię koncertów, które będą ją promować. Jeden z nich, już 19 listopada odbędzie się w Warszawie.
Z niemiecką orkiestrą L’arte del mondo, z którą we wrześniu współpracowałam przy Orfeo 2.0 – współczesnym podejściu do Monteverdiego, nagrywam w przyszłym roku dla Sony operę Salieriego „La fiera di Venezia”, którą wykonam również w teatrze w Schwetzingen w maju oraz we wrześniu w Leverkusen. W marcu znowu zaśpiewam „Messa da Requiem” Donizettiego pod batutą Václava Luksa, tym razem w Poznaniu.

2019 rok zapowiada się pod znakiem Händla, którego muzykę zaprezentujemy w Pradze, Brnie i w Znojmie z zespołem Czech Ensemble Baroque. Czeka mnie również kilka konkursów i cała masa przesłuchań – proszę o trzymanie kciuków!

Rozmawiał: Michał Orzechowski, Baroque Goes Nuts!

Natalia Rubiś-Krzeszowiak

Absolwentka prestiżowego programu operowego w Yale School of Music u prof. Doris Yarick- Cross. W Polsce ukończyła z wyróżnieniem Akademię Muzyczną we Wrocławiu, studiowała również u prof. Hendrikje Wangemann w Hochschule für Musik w Dreźnie.

Zadebiutowała podczas Händel-Festspiele w Halle w czerwcu 2014 roku partią Calisto w operze Giove in Argo G.F. Händla. Następnie wystąpiła m.in. jako Sivene w operze Ch.W. Glucka Le Cinesi w Goethe-Theater w Bad Lauchstädt i podczas Dolnośląskiego Festiwalu Muzycznego oraz jako Romilda w operze Xerxes w Staatsschauspiel w Dreźnie. W lutym 2016 wcieliła się w partię Heleny w Midsummer Night’s Dream B. Brittena w produkcji Claudii Solti w Shubert Theater w New Haven, a w maju zadebiutowała w partii Fiordiligi w Così fan tutte Mozarta z Capellą Cracoviensis. Tę samą partię zaśpiewała w sierpniu 2017 na 18. Festiwalu Bachowskim w Świdnicy W sierpniu 2016 wystąpiła na festiwalu Chopin i jego Europa w Requiem Gaetano Donizettiego.

Natalia Rubiś występuje również w repertuarze oratoryjnych i pieśniarskim w kraju i za granicą. Z Collegium 1704 i Václavem Luksem wystąpiła z kantatami J.S. Bacha w Pradze i Dreźnie oraz z solowym recitalem z muzyką G.F. Händla. W listopadzie 2014 roku wzięła udział w polskiej prapremierze utworu Tempo e tempi E. Cartera na sopran solo i kwartet instrumentów na Festiwalu Nostalgia w Poznaniu. Poza granicami kraju promuje polską muzykę pieśniarską, włączając do swoich recitali utwory Chopina, Szymanowskiego, Maklakiewicza i innych. Występowała z takimi dyrygentami i zespołami jak: Rune Bergmann, Fabio Bonizzoni, Vàclav Luks, Jan Tomasz Adamus, Rachel Podger, Tadeusz Wojciechowski, Adam Banaszak, Jarosław Thiel, Gioele Muglialdo, Marek Czekała, Jacek Rogala, Jan Ślęk, Collegium 1704, Capella Cracoviensis, Harmonologia, l’Arte del Mondo, European Union Baroque Orchestra i inni.

W 2013 roku zdobyła nagrodę specjalną na konkursie im. Marii Malibran w Mediolanie, w 2010 – nagrodę Giovane Promessa na konkursie Musica Sacra w Rzymie. Jest laureatką drugiej nagrody na konkursach 21st Century Art w Kijowie (2009) oraz im. Franciszki Platówny we Wrocławiu (2008).

Od kilku lat współpracuje z Wojciechem Siudmakiem i Francisem Lai przy Międzynarodowym Projekcie Pokoju „Wieczna Miłość”, którego jest Ambasadorką.

 

Nicola Benedetti zagra w Warszawie


Urodzona w 1987 roku w Szkocji skrzypaczka Nicola Benedetti (włoskie nazwisko ma po ojcu) zagra w Filharmonii Narodowej w Warszawie Koncert podwójny a-moll op. 102 Johannesa Brahmsa. Partię solową wiolonczeli wykona niemiecki muzyk (ur. w 1985 r. we Frankfurcie) Leonard Elschenbroich, który w latach 2012-2014 uczestniczył w prestiżowym programie BBC New Generation Artist. Orkiestrę Filharmonii Narodowej poprowadzi Maestro Jacek Kaspszyk. W drugiej części wieczoru w wykonaniu OFN zabrzmi muzyka drugiej szkoły wiedeńskiej – kompozycje Schönberga, Berga i Weberna. Koncerty odbędą się w piątek 13 października o 19:30 i w sobotę 14 października o 18:00.

Koncert podwójny Brahmsa jest pierwszym utworem, jaki Benedetti i Elschenbroich wykonali wspólnie na scenie osiem lat temu. W ubiegłym roku grali go podczas tournee z New Zealand Symphony Orchestra pod batutą Edo de Waarta.

Benedetti była cudownym dzieckiem – naukę gry na skrzypcach rozpoczęła w wieku czterech lat. Mając 12 lat, wystąpiła przed księciem Edwardem w Holyrood Palace na uroczystym koncercie z okazji 20. rocznicy utworzenia młodzieżowej orkiestry National Youth Orchestra of Scotland. Jako 16-latka zwyciężyła w konkursie BBC Young Musician of the Year – nagrodę zdobyła za wykonanie I Koncertu skrzypcowego Karola Szymanowskiego.  To nie jedyny polski akcent w jej biografii: przez wiele lat – m.in. w czasie, gdy otrzymała powyższą nagrodę – jej osobistym nauczycielem był Polak, Maciej Rakowski, profesor w Royal College of Music w Londynie i muzyk English Chamber Orchestra. Wspomniany I Koncert Szymanowskiego pojawił się na jej debiutanckim albumie dla Deutsche Grammophon w 2005 r.

Od kilku lat Benedetti nagrywa dla wytwórni Decca, zdobywając m.in. dwukrotnie tytuł najlepszej artystki roku (2012 i 2013) w konkursie Classical BRIT Awards. Jej ostatnie nagranie płytowe (lipiec 2016 r.) to koncerty skrzypcowe Szostakowicza i Głazunowa.

Szkocka skrzypaczka często występuje w trio ze wspomnianym wyżej wiolonczelistą Leonardem Elschenbroichem i ukraińskim pianistą Aleksiejem Gryniukiem. Posłuchajmy ich w drugiej części (Scherzo – Molto Allegro) Tria fortepianowego nr 1 B-dur (Op. 8) Brahmsa.

Benedetti jest jedną z najbardziej urodziwych skrzypaczek koncertujących obecnie na światowych scenach. W rozmowie z „Daily Telegraph” w kwietniu 2014 r. powiedziała, że mało co wkurza ją tak bardzo, jak powiedzenie „sex sells” i gorąco protestuje przeciw wiązaniu sukcesów jej i innych utalentowanych skrzypaczek klasycznych (Julia Fischer, Janine Jansen, Lisa Batiashvili, Vilde Frang, Anne-Sophie Mutter, Alina Ibragimova) z ich fizyczną atrakcyjnością. Spotkała się wtedy z ripostą ze strony Glorii Moss, wykładowczyni marketingu, która, powołując się na badania naukowe, stwierdziła, że nie mamy wyjścia: musimy przyznać, że seks jest istotnym składnikiem sukcesu także w dziedzinie muzyki.

Solowy album współtwórcy grupy ABBA w Deutsche Grammophon

Benny Andersson – Piano. Okładka albumu wydanego 29 września przez Deutsche Grammophon.

Wydając album „Piano” multi-instrumentalisty, kompozytora, aranżera i autora tekstów Benny’ego Anderssona, wywórnia Deutsche Grammophon postanowiła wykorzystać wciąż pokaźny potencjał marketingowy szwedzkiej supergrupy ABBA, której Andersson był współtwórcą. Czysto instrumentalny album zawiera wersje na fortepian solo wielkich przebojów zespołu ABBA (m.in. „Thank You For The Music” i „The Day Before You Came), utworów z musicali, m.in. „Chess” („Szachy”) z 1984 r., napisanego wspólnie z Timem Rice’m (polska premiera w 2000 r.)  oraz późniejsze kompozycje Anderssona.

Sądząc po jednogłośnie entuzjastycznych recenzjach użytkowników Amazon.com, album może liczyć na mocne poparcie ze strony fanów ABBy i musicali współtworzonych przez Anderssona. Jeden z fanów napisał np., że płyta jest „Well-Tempered Klavier” Benny’ego i że Bach byłby z niego dumny. Nie mogę się wypowiadać za Bacha, dla mnie jednak jest to muzyka wprawdzie przyjemna dla ucha, ale nie angażująca emocjonalnie. Melodie są chwytliwe i większość słuchaczy ma je z tyłu głowy, a oczywiście najbardziej lubimy słuchać to, co już znamy. Jako sposób na chillout – jestem za. Aż tyle lub tylko tyle.

Płyta Anderssona skojrzyła mi się z opartym na podobnej recepcie albumie Ricka Wakemana, klawiszowca słynnej niegdyś grupy Yes (nurt rocka symfonicznego), wydanym przez Universal na początku br., niedługo po śmierci Davida Bowie. Także ta solowa płyta zawiera czysto instrumetalne, fortepianowe transkrypcje znanych utworów muzyki popularnej, w tym „Starman” i „Life on Mars” Davida Bowie (Wakeman grał na instrumentach klawiszowych w oryginalnych nagraniach), Beatlesów („Eleanor Rigby”, „Help”), Cata Stevensa („Morning Has Broken”) czy Led Zeppelin („Stairway To Heaven”), ale także klasycznej – „Światła księżyca” Debussy’ego” i tematu z „Jeziora łabędziego” Czajkowskiego.

Wytwórnia Deutsche Grammophon, której charakterstyczne żółte logo od lat jest dla melomanów znakiem najwyższej jakości, coraz mocniej eksploruje pogranicza muzyki poważnej, nieraz wprost wkraczając w obszar muzyki popularnej. Nurt crossover w niemieckim wydawnictwie reprezentują m.in. wydane w ostatnim czasie albumy „Land of Gold” córki Raviego Shankara, Anoushki, czy też „Room 29” duetu Jarvis Cocker – Chilly Gonzales. Najwyraźniej znaczące poszerzenie bazy odbiorców liczy się dla DG bardziej niż ewentualne utyskiwania grupki koneserów na romansowanie z popularnymi gustami.

Poniżej wideo do utworu „Thank You For The Music” oraz krótsza i dłuższa wersja trailera albumu i rozmowy z Anderssonem.

 

10 płyt klasycznych 2017 roku (jak dotąd) według „Gramophone”

Brytyjski magazyn muzyczny „Gramophone” jest od lat wyrocznią w dziedzinie muzyki klasycznej. Omówienia nowych płyt to jedna z najbardziej poczytnych sekcji w piśmie, a przyznanie przez redakcję tytułu „nagrania miesiąca” („Recording of the Month”) jest znaczącym wyróżnieniem dla wykonawców i wytwórni płytowych.

Mamy już dziesięć numerów pisma z bieżącego roku i dziesięć comiesięcznych rekomendacji Martina Cullingforda. Oto one:

Styczeń


Jean Sibelius, Piotr Czajkowski – Koncerty skrzypcowe
Wykonawcy: Lisa Batiashvili – skrzypce, Staatskapelle Berlin / Daniel Barenboim – dyrygent
Wytwórnia: Deutsche Grammophon

 

Luty

Piotr Czajkowski: Symfonia nr 1 op. 13, „Burza” op. 18
Wykonawcy: Orchestra of St Luke’s / Pablo Heras-Casado – dyrygent
Wytwórnia: Harmonia Mundi

Marzec

Piotr Czajkowski: Symfonie Nr. 3, 4 i 6
Royal Liverpool Philharmonic Orchestra / Vasily Petrenko – dyrygent
Wytwórnia: Onyx

Kwiecień

Johann Sebastian Bach: Pasja według św. Mateusza
Wykonawcy: Monteverdi Choir; English Baroque Soloists / dyrygent: Sir John Eliot Gardiner
Wytwórnia: SDG (Soli Deo Gloria Records)

Maj

James MacMillan: Stabat Mater
Wykonawcy: The Sixteen; Britten Sinfonia / Harry Christophers – dyrygent
Wytwórnia: Coro

Czerwiec

Johannes Brahms – Utwory fortepianowe op. 76, 117, 118
Wykonawcy: Arcadi Volodos – fortepian
Wytwórnia: Sony Classical

Lipiec

Claudio Monteverdi: „The Other Vespers”
Wykonawcy: I Fagiolini / Robert Hollingworth
Wytwórnia: Decca

Sierpień

Jonathan Dove: In Damascus & Other Works [Kwintet fortepianowy, Out of Work, In Damascus]
Wykonawcy: Mark Padmore – tenor Charles Owen – fortepian, Sacconi Quartet
Wytwórnia: Signum Classics

Wrzesień

Felix Mendelssohn-Bartholdy: Symfonie nr 1-5
Wykonawcy: Chamber Orchestra of Europe, RIAS Kammerchor / Yannick Nézet-Séguin – dyrygent
Wytwórnia: Deutsche Grammophon

Październik

Franz Schubert: Sonaty fortepianowe nr 20 i 21
Wykonawcy: Krystian Zimerman – fortepian
Wytwórnia: Deutsche Grammophon

Maciej Puto o bydgoskich „Kontrastach”

Maciej Puto, dyrektor Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy. Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz
Maciej Puto, dyrektor Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy. Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz

W piątek 6 października rosyjsko-ukraińskim akcentem („Dzwony” Siergieja Rachmaninowa oraz „Siedem słów Chrystusa na krzyżu”, utwór współczesnego ukraińskiego kompozytora Oleksandra Rodina pod batutą ukraińskiego dyrygenta Mykoła Diadury i z ukraińskimi solistami) zakończył się w piątek 55. Bydgoski Festiwal Muzyczny. Od dwóch lat odbywa się pod tytułem “Kontrasty”. Dyrektor Filharmonii Pomorskiej Maciej Puto opowiada o tym wydarzeniu, a także trochę o muzycznej historii Bydgoszczy i edukacji młodych melomanów.

MACIEJ PUTO: Cykl „Kontrasty” to pomysł Kaia Bumanna, szefa artystycznego Filharmonii Pomorskiej (FP). Poznaliśmy się w okresie, gdy był dyrektorem artystycznym Polskiej Filharmonii Bałtyckiej w Gdańsku – często prowadziłem tam koncerty. Gdy postanowiłem wziąć udział w konkursie na dyrektora Filharmonii w Bydgoszczy w 2015 roku, od razu wiedziałem, że chcę startować wespół z Kaiem, czynnym muzykiem, jako swoim szefem artystycznym. Spotykaliśmy się wielokrotnie, uzgadniając repertuar, jaki chcemy zaproponować na najbliższy sezon. Jego bardzo istotnym elementem był odbywający się od ponad 50 lat Bydgoski Festiwal Muzyczny, który przez lata parokrotnie zmieniał kształt. Zaczynał jako festiwal muzyki polskiej, potem doszła muzyka dawna, czyli  od 1966 roku założony przez dyrektora Andrzeja Szwalbe (pierwszego, długoletniego dyrektora FP) festiwal i kongres  muzykologiczny Musica Antiqua Europae Orientalis. Mieliśmy z Kaiem wrażenie, że dotychczasowa formuła festiwalu się wyczerpała i zaproponowaliśmy autorski projekt „Kontrasty”.

Kai Bumann, dyrektor artystyczny Filharmonii Pomorskiej. Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz

Co roku głównemu hasłu towarzyszy inny podtytuł: w ubiegłym roku “Wolność” (w każdym aspekcie: filozoficznym, politycznym, ekonomicznym, artystycznym), w bieżącym – “Polska i sąsiedzi”. Tegoroczny festiwal traktujemy jako wprowadzenie do stulecia niepodległości. Chcieliśmy pokazać polską kulturę muzyczną na tle kultur naszych sąsiadów. Wychodzimy bowiem z Kaiem z założenia, że wzajemne przenikanie się kultur i twórczość pogranicza jest czymś najciekawszym, rodzącym zupełnie nowe jakości. W tym roku na festiwalu prezentujemy utwory kompozytorów oraz gościmy artystów z krajów ościennych: Niemiec, Czech, Słowacji, Ukrainy, Białorusi, Litwy i Rosji. Poświęcamy też uwagę współtworzącym od wieków kulturę polską „sąsiadom wewnętrznym”, czyli Żydom i Romom. Na festiwalowe preludium 11 września zaprosiliśmy słynnego kantora synagogi przy Piątej Alei w Nowym Jorku Josepha Malovany’ego, który wraz z chórem wrocławskiej Synagogi pod Białym Bocianem zaśpiewał tradycyjne pieśni i modlitwy synagogalne. 11 września to data bardzo wymowna: rocznica zamachu na World Trade Center. Zamach ten wydarzył się w 2001 r. podczas naszego festiwalu: pamiętam, że szedłem właśnie do radia, by zachęcić melomanów do udziału w koncertach, gdy dowiedziałem się, że wszystkie media relacjonują tragedię dziejącą się w Stanach Zjednoczonych.

Filharmonia Pomorska w Bydgoszczy. Zdjęcie zrobione 11 września br., przed koncertem Josepha Malovany’ego. Widoczna reklama recitalu Aleksandry Kurzak 15 września. Fot. Paweł Piasecki

W Międzynarodowy Dzień Muzyki 1 października na festiwalu zabrzmiała zaś autentyczna poezja romska w poemacie symfonicznym „Harfy Papuszy” Jana Kantego Pawluśkiewicza. (O tym koncercie pisaliśmy na Melomani Online: http://melomanionline.pl/2017/10/harfy-papuszy-na-miedzynarodowy-dzien-muzyki-w-bydgoszczy/). Papusza była związana z naszym regionem: przez wiele lat mieszkała w Inowrocławiu, tam jest też pochowana.

Jan Kanty Pawluśkiewicz, kompozytor „Harf Papuszy” na scenie. Fot. © Filharmonia Pomorska

Na inaugurację tegorocznego festiwalu zaprosiliśmy 15 września niekwestionowaną gwiazdę światowych scen operowych, sopranistkę Aleksandrę Kurzak. Przy okazji warto przypomnieć wydarzenie sprzed półwiecza: w naszej Filharmonii u progu swej wielkiej kariery wystąpił w 1964 r. włoski śpiewak Luciano Pavarotii. W Bydgoszczy gościliśmy też inne sławy m.in. pianistę Artura Rubinsteina. Mam też w pamięci koncert Aleksieja Sułtanowa, który w 1995 r. zdobył ex aequo z Philippem Giusiano drugą nagrodę w XIII Konkursie Chopinowskim w Warszawie; pierwszej nie przyznano. Obrażony Sułtanow wyjechał z Warszawy – nam udało się go ściągnąć. Pierwszy koncert po ogłoszeniu werdyktu jury wzbudził oczywiście ogromne zainteresowanie: wypełnione były nie tylko wszystkie fotele, ludzie siedzieli też na schodach i przy estradzie.

Wielka gwiazda światowych scen operowych Aleksandra Kurzak wystąpiła na inauguracji festiwalu w Filharmonii Pomorskiej 15 września. Fot. © Filharmonia Pomorska

Wracając do tytułowych „Kontrastów”, odzwierciedlają się one w programie całego festiwalu, który obejmuje wszelkie formy – od muzyki kameralnej po operową oraz epoki – od średniowiecza po współczesność. Koncert „Średniowieczny głos czeskich świętych” w interpretacji Schola Gregoriana Pragensis zorganizowaliśmy 17 września nie u nas w Filharmonii, a w XII-wiecznej romańskiej kolegiacie w Kruszwicy. Jest to obiekt ze znakomitą akustyką. To, w jakim miejscu prezentuje się dzieło, jest niezwykle ważne – muzyki sakralnej najlepiej słuchać w obiektach sakralnych, do których była przeznaczona. Wybór Kruszwicy jako miejsca koncertu był więc dla nas oczywisty.

Koncert Schola Gregoriana Pragensis w romańskiej kolegiacie w Kruszwicy 17 września. Fot. © Filharmonia Pomorska

Pamiętamy oczywiście o polskich zespołach, z którymi od lat współpracujemy. Orkiestra Kameralna Polskiego Radia Amadeus Agnieszki Duczmal obchodzi niedługo 50 lat istnienia i stąd też nasze zaproszenie do udziału w festiwalu i tytuł koncertu „Amadeus – u progu półwiecza”, który odbył się 20 września.

Agnieszka Duczmal, dyrygentka, twórczyni orkiestry Amadeus na koncercie 20 września. Fot. © Filharmonia Pomorska

„Andrzej Szwalbe in memoriam” (koncert 22 września) to z kolei ukłon, który uczyniliśmy w stronę twórcy Filharmonii Pomorskiej, Bydgoskiego Festiwalu Muzycznego, powiem wręcz – twórcy muzycznej wielkości Bydgoszczy. Miałem okazję poznać go tylko przelotnie. Gdy w 1989 r. przyjechałem tu na studia w Akademii Muzycznej i przychodziłem do Filharmonii na koncerty (wystarczało wtedy okazać przy wejściu legitymację studencką i wstęp był wolny – zupełnie inne czasy!), pokazywano mi  z szacunkiem siedzącego na widowni starszego pana. Ów skromny człowiek zbudował po wojnie życie muzyczne, szerzej: intelektualne, tego miasta – muzyka była bowiem tylko jednym z elementów, którymi się interesował (przyczynił się m.in. do powstania Bydgoskiego Towarzystwa Naukowego, BWA czy gmachu operowego w Bydgoszczy).

Trzeba jednak też podkreślić, że nie budował na pustyni: pod koniec XIX wieku w Bydgoszczy życie muzyczne było intensywnie animowane przez Niemców. W Bydgoszczy występowali artyści, którzy nigdy w życiu nie dojechali do Warszawy (bo to już Rosja), tacy jak Pablo Sarasate czy orkiestra Johanna Straussa, która zresztą na bis zagrała menuet Paderewskiego. Tutaj mieszkali Hans von Bülow i Max Reger, zespoły z Berlina wystawiały tu opery, m.in. „Halkę” Moniuszki po niemiecku, rozwijały się towarzystwa śpiewacze, prężnie działały fabryki fortepianów. Nieprzypadkowo to miasto zyskało przydomek „klein Berlin”. Do tych tradycji, kontynuowanych w okresie dwudziestolecia międzywojennego, mógł nawiązać po wojnie Szwalbe.

Jego staraniem została zbudowana Filharmonia, z jego inicjatywy odnowiono też zespół pałacowo-parkowy w pobliskim Ostromecku, gdzie znajduje się stworzona przez niego kolekcja fortepianów. Gdy zrodził się pomysł międzynarodowego festiwalu i kongresu muzykologicznego Musica Antiqua Europae Orientalis, trzeba było wybudować hotel dla gości – i powstał hotel „Brda”, też właściwie dzieło Szwalbego! Dla swoich idei umiał pozyskać władze – i pierwszego sekretarza partii, i później prezydenta Bydgoszczy. Do dziś mnie zadziwia, jak w latach 50. zdołał dopiąć swego, by Filharmonia nosiła imię Ignacego Jana Paderewskiego.

Andrzej Szwalbe przystrojony wieńcem na Światowy Dzień Muzyki 1 października. Pomnik „twórcy muzycznej wielkości Bydgoszczy” stoi przed Filharmonią Pomorską.

W naszych planach na obchody 100-lecia niepodległości w przyszłym roku  -Paderewski, patron Filharmonii, jest główną postacią. Z okazji 100. rocznicy podpisania Traktatu Wersalskiego chcielibyśmy wystąpić z dziełami Paderewskiego poza granicami kraju. Mamy też zamiar opracować na orkiestrę smyczkową i nagrać trzy cykle pieśni Paderewskiego do słów Mickiewicza, Asnyka i Mendesa.

Na koniec chcę podzielić się ogólniejszą refleksją na temat odleglejszej przyszłości i wychowywania przyszłych pokoleń melomanów. Z różnych badań wynika, że odbiorcy kultury wysokiej – w państwach, w których demokracja jest ugruntowana – to jakieś 4 procent populacji. Trzeba jednak uświadamiać sobie, że te 4 procent to liderzy, którzy pociągają za sobą pozostałe 96 procent. Muzyka klasyczna nie jest dla każdego, żeby ją zrozumieć, trzeba się na chwilę zatrzymać w pędzie, wymaga pewnego wysiłku intelektualnego. Dlatego w naszej Filharmonii kładziemy tak wielki nacisk na działalność edukacyjną i zaczynamy ją już od kobiet w ciąży i najmłodszych dzieci, organizując cykl koncertów „Od brzuszka do uszka maluszka”. Przedszkolakom i ich rodzicom proponujemy Akademię Wiolimisia, mamy też zajęcia dla uczniów szkół podstawowych i specjalne koncerty dla młodzieży. Nasz system edukacyjny w sposób haniebny postponuje sztukę i dlatego mamy społeczeństwo, które jest głuche i mało wrażliwe. My staramy się w dzieciach i młodzieży wzbudzać potrzebę obcowania z pięknem. To nie jest łatwe, ale nie jest też niemożliwe. I rezultaty tego są widoczne. Bywa, że na koncertach dominują siwe głowy, ale bywa też więcej młodszych, z grupy 30-50 lat, jak choćby na koncertach z cyklu „Wszystkie kantaty Bacha”. Wiem to, bo mam zwyczaj witania melomanów przy wejściu do Filharmonii. Chcę ich poznać, dowiedzieć się, co im się podoba, a co nie i co chcieliby usłyszeć.

Staramy się prezentować główny nurt muzyki symfonicznej i kameralnej, ale oczywiście nie jesteśmy dogmatyczni. Jeśli tematy zespołu Dire Straits są zrobione na światowym poziomie przez Krzysia Herdzina, Kubę Badacha i Marka Napiórkowskiego – dlaczego tego nie zaprezentować? Zdarzają nam się więc odstępstwa od głównego nurtu, ale nie są one prowokacyjne. Na tego typu prowokacje znalazłbym publiczność, ale na jeden koncert. Przerzucanie pomostów – jak najbardziej, ale nie za wszelką cenę. Nie chcemy wyłącznie schlebiać gustom, a raczej chcemy je kształtować.

MACIEJ PUTO jest absolwentem Wydziału Wokalno-Aktorskiego Akademii Muzycznej w Bydgoszczy i studiów podyplomowych z zakresu zarządzania i dla menedżerów kultury. We wrześniu 2015 r. objął stanowisko dyrektora Filharmonii Pomorskiej im. Ignacego Jana Paderewskiego w Bydgoszczy. Wcześniej, w latach 1996-2007 był rzecznikiem prasowym tejże Filharmonii. Od 2011 do 2015 r. był dyrektorem Kujawsko-Pomorskiego Centrum Kultury w Bydgoszczy.

Nowoczesna identyfikacja wizualna festiwalu: na zdjęciu zaproszenie na koncert „Festiwalowe preludium” i strona z festiwalowego katalogu. Fot. Paweł Piasecki

 

Festiwal ORGANy PLUS+ w Gdańsku

 

Festiwal muzyki dawnej w Kościele Świętej Trójcy w Gdańsku

Oddalony nieco od głównego traktu turystycznego Kościół Świętej Trójcy w Gdańsku to miejsce niezwykłe. Jako jeden z trzech gdańskich kościołów zachował się od zniszczeń wojennych i jako jedyny w Polsce posiada lektorium wznoszące się nad wiernymi pomiędzy nawą główną a prezbiterium. Unikatowe są również odbudowywane teraz z wielką pieczołowitością wielkie barokowe organy Martena Friese z początku XVII wieku.

Już wkrótce przestrzeń kościoła wypełni po raz kolejny muzyka dawna. Stanie się tak za sprawą jesiennej edycji festiwalu ORGANy PLUS+, który odbędzie się w dniach 11-15 października 2017 roku. Centrum, wokół którego zbudowano program festiwalu stanowią organy; usłyszymy jednak również muzykę na klawesyn, skrzypce, flet prosty i flet traverso oraz na koncercie finałowym – koncerty klawesynowe Johanna Gotlieba Goldberga w wykonaniu Aliny Ratkowskiej i Goldberg Baroque Ensemble.

A tak piszą o festiwalu jego organizatorzy:

„Koncerty, na które Państwa zapraszamy, tylko z nazwy będą wydarzeniami, do których przyzwyczaiły nas sale koncertowe. W rzeczywistości będą artystycznym eksperymentem, próbą odtworzenia nie tylko samej muzyki w kształcie jak najbardziej zbliżonym do pierwowzoru, ale również próbą odtworzenia pewnej tradycji i sytuacji estetycznej, które miały miejsce w dawnym renesansowym, czy barokowym Gdańsku.

Oryginalne dawne instrumenty, dawne techniki wykonawcze, nie zmieniona od stuleci akustyka gotyckiego kościoła Św. Trójcy , oryginalne umiejscowienie muzyków na jedynym w Polsce Lektorium, wreszcie muzyka nie słyszana gdzie indziej w Polsce pomogą nam wejść w sytuację uczestnika wydarzeń muzycznych z przed wieków. Pozwólmy sobie na kolejną podróż w czasie!”

Ze szczegółami Festiwalu ORGANy PLUS+ Jesień 2017 można zapoznać się na stronie organizatorów:

http://www.organyplus.com/glowna/#program

Koncerty są też wpisane do Barokowego Rozkładu Jazdy:

https://tockify.com/barokowyrozkladjazdy/pinboard…

Opracował: Michał Orzechowski, Baroque Goes Nuts