Stanisław Trzciński: Muzyka to jedna z najbardziej pożądanych treści w internecie

Stanisław Trzciński - STX Jamboree
Stanisław Trzciński. Fot. Archiwum STX Jamboree

MELOMANI ONLINE: Jesteś kojarzony z wieloma inicjatywami, m.in. z serią płytową Pozytywne Wibracje. Pod tą marką organizowałeś także festiwal w Białymstoku. Czy jest szansa na reaktywację tego wydarzenia?

STANISŁAW TRZCIŃSKI: Nadal jest taka nadzieja, bo jest wielu fanów czarnej muzyki. Nasz festiwal został finalistą Festival Awards Europe 2012 w kategorii Best Small Festival. Próbowaliśmy po roku przerwy, w 2014 roku w Warszawie, próbowaliśmy także w 2015 roku w Lublinie, Puławach i w Kazimierzu Dolnym. Sądzę, że mamy szansę na kolejną lokalizację. To projekt bliski memu sercu. Mimo kilku lat przerwy – próbujemy. Warunkiem, który staramy się spełnić, jest zapewnienie tym razem finansowania na minimum 3 lata do przodu. Jesteśmy to winni kilkunastu tysiącom fanów tej imprezy.

Angie Stone i Omar na fesitwalu Pozytywne Wibracje w Białymstoku, 21 lipca 2012 r. (C) Fot. Archiwum STX Jamboree

MELOMANI ONLINE: Niedawno miałeś okazję oglądać wielkie święto jazzu, ale także innych rodzajów muzyki, jakim jest North Sea Jazz Festival w Rotterdamie. Ilość występujących tam wykonawców o światowej renomie może przyprawić o zawrót głowy. Co najbardziej utkwiło Ci w pamięci z tegorocznego festiwalu? 

STANISŁAW TRZCIŃSKI: Mógłbym rzucać nazwiskami i nazwami, ale to zajęłoby dużo miejsca. North Sea Jazz jest cały czas niewyobrażalnie dobrze obsadzanym programowo festiwalem. Pomieszanie wielkich gwiazd z najlepszymi i najgorętszymi nazwiskami artystów debiutujących z rozmaitych państw i kontynentów i z wielką reprezentacją artystów amerykańskich. Nie mogę jednak nie wymienić nazwiska, które cały świat pozna wkrótce dużo lepiej – Cory Henry. Zaczarował w tym roku publiczność podczas aż dwóch wstępów – najpierw z formacją The Funk Apostles, dzień później z Metropole Orchestra, a także w ramach jam session. W pamięci utkwiło mi także i to, co obserwuję każdego roku – dziesiątki tysięcy bezpretensjonalnych i uśmiechniętych fanów dobrej muzyki z całego świata. Klimat zupełnie inny niż na letnich festiwalach rockowych. Średnia wieku 40 lat. No i kilkanaście scen w wielu halach oraz mniejszych salach w kompleksie Ahoy Arena. Publiczność okazująca gigantyczny respekt dla artystów. Bardzo lubię tam jeździć, także dlatego, że coraz częściej spotykam tam swoich znajomych, których po częstokroć sam zachęciłem do tej naprawdę niezbyt kosztowej wyprawy. Mniej ważny, ale przyjemny, jest także dostęp do wysokiej klasy alkoholi i jedzenia rozmaitych kuchni świata. Wszystko to można w Rotterdamie konsumować także w miejscach koncertów. To zdecydowanie najważniejszy i najlepszy festiwal muzyczny na świecie, na jakim się pojawiam.

MELOMANI ONLINE: Prowadzisz wraz ze wspólnikiem agencję eventową STX Jamboree oraz posiadasz sam wytwórnię STX Records, która zajmuje się marketingiem muzycznym. Pisałeś na Facebooku, że ostatnio ta druga firma przeszła re-branding i nazywa się teraz STX Music Solutions. Co się kryje pod tym hasłem?

STX Music Solutions od czerwca 2017 roku stawia głównie na tzw. „music branding”, „sound design” i konsultacje muzyczne. Skupiam się dzisiaj na doradzaniu i strategicznych projektach dla klientów, którzy chcą używać muzyki, artystów i wydarzeń w komunikacji marek, produktów, usług i obiektów. W większym stopniu wykorzystuję też badania naukowe oraz używam wiedzy o nowych technologiach. Rozumiejąc, że fani muzyki często docierają do niej dzisiaj za pomocą urządzeń przenośnych, aplikacji, serwisów streamingowych i społecznościowych, gier itp. Planujemy także stosowanie najnowszych narzędzi np. trackvertisingu. Badania funkcjonowania ludzkiego mózgu ujawniają cenny dla marketerów mechanizm przenoszenia emocji odbiorców muzyki na markę, której towarzyszy. Muzyka odgrywa bardzo ważną rolę w życiu współczesnego człowieka. Prowadzę własne badania i pracę naukową w tym obszarze i zdecydowałem się wykorzystywać to w pracy zawodowej. Mało osób wie, że muzyka to jedna z najbardziej pożądanych treści w internecie, już w 2003 roku Larry Dossey udowodnił, że z ilością 102 mln stron prześcignęła zdrowie i religię. Podobnie jest z Facebookiem i Youtubem, gdzie muzyka króluje i nie ma w praktyce konkurencji. Chcę o tym mówić głośno i korzystać w pracy z klientami. Poza tym gościnnie prowadzę zajęcia ze studentami i jestem doktorantem Uniwersytetu SWPS w Warszawie. Przygotowując rozprawę doktorską, badam także polskich konsumentów muzyki.

Będziemy jednak nadal angażować się w autorskie projekty medialne i w organizację wydarzeń koncertowych związanych z artystami, których sami lubimy. STX Music Solutions jest agencją, w której osobiście nadzoruję każdy projekt realizowany dla naszych klientów. Jako eksperci i praktycy – z wiedzą i doświadczeniem na styku świata biznesu i marketingu  ze światem muzyki i showbiznesu – jesteśmy partnerami i doradcami klientów, razem z którymi tworzymy wieloletnie strategie. Zajmujemy się także samą organizacją wydarzeń, sponsoringiem, angażowaniem artystów, doborem muzyki do obiektów oraz reklam telewizyjnych, dostarczaniem treści muzycznych dla platform cyfrowych, itp.

MELOMANI ONLINE: Druga z agencji, której jesteś współtwórcą – STX Jamboree – od 11 lat zajmuje się coroczną organizacją gali wręczenia najważniejszych chyba polskich nagród muzycznych – Fryderyków. A właściwie dwóch gal, gdyż nagrody w kategorii muzyki klasycznej przyznawane są – przynajmniej były w ub. r. – na osobnej ceremonii. Czy nie uważasz, że byłoby lepiej, gdyby całe środowisko muzyczne mogło spotkać się na jednej gali?

Ten projekt jest także bliski memu sercu, bo realnie wpływa na kondycję polskiego rynku muzycznego i przynosi wiele satysfakcji. Wydobyliśmy Fryderyki z powrotem do pierwszej ligi. Zaufał nam ZPAV, ale włożyliśmy w to też bardzo dużo pracy. Co więcej, w ostatnich latach nominowanymi i laureatami Fryderyków są coraz młodsi artyści, a ich poziom muzyczny jest bardzo wysoki.

Kiedy wraz z Pawłem Kwiatkowskim i STX Jamboree zaangażowaliśmy się we Fryderyki w 2007 roku, zależało nam ogromnie na oddaniu należytego szacunku środowisku muzyki poważnej i jazzowej. Przeszkodą jest transmisja telewizyjna części rozrywkowej, która wyklucza możliwość realizacji długiej gali z udziałem muzyki klasycznej. Stąd na początku naszej przygody z Fryderykami zadbaliśmy o prestiżową drugą galę, klasyczną i jazzową,  wraz z wozem transmisyjnym i emisją na żywo w kanale TVP Kultura. Tego samego dnia co muzyka rozrywkowa, ale trochę wcześniej. To dobrze funkcjonowało przez kilka lat. Później szef TVP2 zgodził się na próbę włączenia jazzu i chociaż części kategorii muzyki poważnej do transmisji wraz z rozrywką. Udawało się to przez kolejnych kilka lat, m.in. dzięki temu, że Akademia Fonograficzna znacząco zredukowała – na wzór innych europejskich nagród – ilość kategorii muzyki rozrywkowej i klasyki.  Wydawało się to  adekwatne do stanu i poziomu polskiego rynku muzycznego. Później jednak znów zwiększyła się nieznacznie ilość kategorii w obu gatunkach i telewizja nie chciała pokazywać klasyki. Zostaliśmy więc z rozrywką i  jazzem na antenie TVP2.

Od dwóch lat wraz ze ZPAV zdecydowaliśmy ponownie powalczyć o ważną część rynku muzycznego, jaką jest klasyka, stąd mamy dwie gale, w tym ta klasyczna odbywa się w Studiu im. Lutosławskiego. Z odpowiednią oprawą, koncertami i transmisją w Programie 2 Polskiego Radia. Na dzisiaj uważamy to za spory sukces. Oczywiście chcielibyśmy, żeby ta gala była transmitowana także w TVP Kultura lub internecie, ale nie mamy na tyle dużego budżetu, aby to zapewnić, a TVP nie jest w stanie nas wesprzeć.

Gregory Porter - Fryderyki 2017
Gregory Porter na gali Fryderyków 26 kwietnia 2017 r. w Teatrze Polskim w Warszawie.(c) Wszelkie prawa zastrzeżone. fot: www.sportografia.pl, www.stx-jamboree.pl

MELOMANI ONLINE: Przez wiele lat prowadziłeś audycje radiowe, m.in. w radiu PiN. Czy nie korci Cię, by wrócić do tej działalności i dzielić się ze słuchaczami muzyką, którą odkrywasz?

Oczywiście, że tak. Po ośmiu latach cotygodniowej, autorskiej i dwugodzinnej audycji Pinacolada w Radiu PiN bardzo ciężko było mi odzwyczaić się od radia. Dostawałem wtedy propozycje z mniejszych stacji, ale nie byłem na nie gotowy. Marzyło mi się własne radio, szczególnie po zlikwidowaniu PiN-u i naprawdę niewiele brakowało, by się to udało. To byłby murowany sukces.

Dzisiaj, oceniając nasz obecny rynek radiowy jako słuchacz i po wielu latach zawodowych doświadczeń, nie wyobrażam sobie swojej audycji gdziekolwiek indziej niż w Trójce lub w TOK FM. Mam jednak z tymi stacjami bardzo prozaiczny problem. Nie jestem tam wcale mile widziany, to znaczy nikt mnie nie zaprosił do takiej współpracy. W przypadku Trójki sytuację skomplikowały także zmiany polityczne.

Innym scenariuszem byłoby przeformatowanie innej, istniejącej stacji radiowej. Tutaj także byłem blisko porozumienia, jednak i z tego nic nie wyszło. Świat się nie zawali bez moich audycji radiowych. Jeżeli czegoś żałuję, to moich słuchaczy. Miałem ich średnio około 50 tysięcy. To naprawdę dużo. Otrzymuję nadal regularnie maile i wiadomości od kilkudziesięciu z nich. I także dla nich chciałbym kiedyś wrócić do radia.

Dzisiaj namiastką takiej działalności jest dla mnie tworzenie  autorskich playlist. Można je usłyszeć w Hali Koszyki. Trafiłem na odpowiedniego klienta, który dał mi wolną rękę w tworzeniu autorskiego programu muzycznego, budującego markę i wizerunek Hali. Muszę się pochwalić, że stworzyłem w Koszykach namiastkę radia bez mówienia. Muzyka zmienia się tam w zależności od pory dnia i dnia tygodnia – nie znam podobnego projektu w innych centrach handlowych, restauracjach i sklepach w Polsce. Zebrałem bazę prawie 2500 utworów. Jest to ilość, jaką mają małe i średnie stacje radiowe. W stu procentach to, czego sam chciałbym posłuchać, bez kompromisów.

Strona internetowa www. koszyki.com

ANKIETA

Pierwsze wielkie olśnienie muzyczne

W dzieciństwie było ich wiele, większość z domu rodzinnego np. Krystyna Prońko, Marek Grechuta, Marek i Wacek czy Earth, Wind & Fire. Ale prawdziwe olśnienie przyszło podczas świąt Bożego Narodzenia w 1984 roku, kiedy miałem 11 lat. Usłyszałem wtedy dwie płyty przegrane w USA na jedną wysokiej klasy kasetę magnetofonową. Została ona przesłana do nas do Polski na Ursynów dla mojego ówczesnego kolegi, małego Krzysia, przez jego ojca – Krzysztofa Krawczyka. Na stronie A znajdował się “Thriller” Michaela Jacksona, a na drugiej “Purple Rain” Prince’a. To było coś!

Koncert, jaki zrobił na mnie największe wrażenie

Nie umiem wymienić jednego koncertu. Mam do nich nabożny stosunek. Pierwsze ważne koncerty to chyba Ewa Bem w Prochowni i VOX w Sali Kongresowej, gdy miałem 7 lat. Ale pierwszy poważny i zapamiętany na całe życie – to Pat Metheny na początku lat 80. w ramach Jazz Jamboree. Pamiętam, że grał utwory z płyty “Travels”. Na wszystkich wyżej wymienionych byłem z ojcem.

Kolejne ważne to już samodzielne odkrycia – np. seria koncertów na Rób Reggae w drugiej połowie lat 80. Dalej był Grzegorz Ciechowski jako Obywatel GC w Sali Kongresowej w 88 roku, dwa lata później seria wizyt w Piwnicy Pod Baranami i The Rolling Stones w 90 roku w Pradze. Następne w latach 90. to Red Hot Chilli Peppers w 92 roku w Berlinie, a także Beastie Boys w warszawskim Colosseum w 95 roku i ponownie Pat Metheny na trasie “Secret Story” na Torwarze. Chociaż i pierwszy koncert Massive Attack w Polsce w Sali Kongresowej był kultowy. Może U2 na Służewcu w 97 roku? Ponadto bezwzględnie dwa koncerty w 1998 roku – James Brown w Sopocie i Prince w Wembley Arena. Miło wspominam także doskonały koncert Lionela Richie w ramach Sopot Festival ’99.

W ostatnich 18 latach wymieniłbym np. dwa koncerty Arturo Sandovala, w Blue Note w Nowym Jorku i w warszawskim Palladium, kolejny Prince w Polsce w 2011 roku czy dwa koncerty D’Angelo rok temu. Ale także i wśród koncertów, które sam realizowałem lub współprodukowałem, było kilka magicznych. Wymienię tylko pierwsze koncerty w Polsce Macy Gray w 2005 i Woody’ego Allena z New Orleans Jazz Band w 2008, a z festiwalu Pozytywne Wibracje: Raphaela Saadiqa i Seala w 2011 roku. Wielkie wrażenie robi na mnie wiele koncertów muzyki poważnej w filharmoniach, niezapomniane są finały konkursów chopinowskich, na które się jakoś dostaję. Wiele koncertów z North Sea Jazz wymieniłbym jako te, które zrobiły na mnie największe wrażenie w ostatnich 3 latach, było ich jednak kilkadziesiąt. Zamiast tego wskażę taki, na którym płakałem – był to Stevie Wonder w listopadzie 2015 roku w Madison Square Garden w Nowym Jorku. Najgorsze, że na pewno o czymś zapomniałem.

Powiedziawszy to wszystko uzmysłowiłem sobie, że jest jeden koncert, który mógłbym wybrać jako jeden i najważniejszy. Był to 3,5-godzinny koncert będący dla mnie zamknięciem pewnej ważnej epoki w polskiej piosence, mianowicie dedykowany zmarłej Agnieszce Osieckiej “Zielono Mi” podczas festiwalu opolskiego w 1997 roku. Z udziałem ponad 20 znakomitych artystów. Wyreżyserowała go Magda Umer przy współpracy z moim ojcem. Płaczę zawsze, kiedy go słucham i oglądam. Nie, wcale nie wzruszam się tak łatwo! Kupiłem sobie DVD, co polecam każdemu – na Youtube nie ma całości, a nie warto oglądać go w szczątkowej formie. Jest to także pozycja obowiązkowa dla najmłodszego pokolenia.

Płyta, do której naczęściej powracam 

Muszę uchylić się od odpowiedzi. Nie wiem, jak mógłbym wymienić jedną płytę. To po prostu niemożliwe. Podpowiedź, jakich płyt słucham, znajduje się powyżej w odpowiedzi na pytanie o koncerty. Lubię np. nadal swoje składanki Pozytywne Wibracje. Inna sprawa, że słucham także innych gatunków. W ostatnich latach muzykę poważną. Skorzystam z okazji i pochwalę się, jaki zestaw płyt uważam za najcenniejszy w mojej kolekcji. Jest to box “The Complete Album Collection” zawierający 142 zremasterowane płyty w wykonaniu najwybitniejszego, moim zdaniem, pianisty świata – naszego rodaka – Artura Rubinsteina. Wracam do tych płyt regularnie i słucham ich namiętnie.

Najczęściej słucham muzyki… 

Samochód, praca w domu, telefon, wieczorna impreza. Często słucham z CD, rzadziej z radia, bardzo rzadko z winyli, coraz częściej na telefonie, także poprzez Tidal i Spotify. Okoliczności coraz mniej rozmaite. Kiedyś – w prawie każdych okolicznościach.

Ulubione miejsce związane z muzyką

Urodziłem się i mieszkam w Warszawie. Niestety te ulubione miejsca już nie istnieją – Filtry, Remont, Piekarnia, stare Akwarium i Fabryka Trzciny. Zdarza mi się  jeszcze od czasu do czasu być w Między Nami i Dziku. Ale prawda jest taka, że nie mam dzisiaj takiego miejsca w moim mieście. No chyba, że mój dom.

Stanisław Trzciński na gali Fryderyków 2015 (c) www.sportografia.pl, www.stx-jamboree.pl

STANISŁAW TRZCIŃSKI – prezes zarządu i właściciel agencji STX Music Solutions, współwłaściciel agencji eventowej STX Jamboree. Od 2007 roku współorganizator gal wręczenia nagród Fryderyk. Zrealizował ponad sto koncertów artystów zagranicznych w Polsce. Współtwórca i producent festiwali muzycznych, m.in. Pozytywne Wibracje Festival. Wydawca serii płytowych m.in. Pozytywne Wibracje, Pieprz i Wanilia, Pinacolda i Sygnowano Fabryka Trzciny. Przez 8 lat (2004-2012) powadził autorską audycję w ogólnopolskim Radiu PIN. Dyrektor A&R w Universal Music Polska (1995-2000). Współtwórca legendarnego warszawskiego klubu Filtry (1992). Od ponad roku doktorant Uniwersytetu SWPS w Warszawie.

Dodaj komentarz