Kinga A. Wojciechowska: Wierzę w rewolucję kulturalną w naszym kraju

MELOMANI ONLINE: Jest Pani redaktor naczelną poświęconego głównie muzyce magazynu „Presto”. Skąd wziął się pomysł na jego wydawanie? Do kogo jest adresowane?

Kinga A. Wojciechowska

Zdjęcie: Marek Relich / Presto

KINGA A. WOJCIECHOWSKA: Jestem redaktor naczelną, wydawcą i właścicielką. Nie chwalę się. Właściwie to dla mnie ciężar i odpowiedzialność. Presto to mój najważniejszy projekt, bo wierzę w rewolucję kulturalną w naszym kraju. Presto powstało, bo z naszej cechy narodowej, jaką jest narzekanie, uczyniłam cnotę. Ponarzekałam, ale zaraz po tym, jak postawiłam diagnozę – zaczęłam działać. Nie jestem muzykiem, ani muzykologiem – te studia zaczęłam, ale z premedytacją je przerwałam. Jestem miłośnikiem muzyki pięknej i dla takich osób, jak ja, wymyśliłam Presto. Jego podtytuł to: Muzyka Film Sztuka. Piszemy o muzyce klasycznej, współczesnej, filmowej. Rozmawiamy z artystami nie tylko o muzyce, o kolejnej wydanej płycie, ale także o sprawach ważnych w życiu każdego człowieka. Artysta to też człowiek, czasem trochę bardziej wrażliwy, ale dzięki temu wnikliwiej patrzy na świat. Dzięki rozmowom z artystami mogę lepiej ten świat rozumieć. Magazyn jest nowoczesny, piękny. Dbamy nie tylko o treść, ale i o formę, bo zależało mi na tym, żeby miłośnicy muzyki mogli o swojej pasji poczytać z przyjemnością. Zanim powstało Presto, nie było nowoczesnego, ciekawego i przystępnego magazynu o muzyce klasycznej. Presto wypełniło tę lukę.

MELOMANI ONLINE: 1 lipca rusza 17. edycja festiwalu Ogrody Muzyczne. Jak widzi Pani miejsce tego wydarzenia na koncertowej mapie Warszawy?

17. Festiwal Ogrody Muzyczne

KINGA A. WOJCIECHOWSKA: Ogrody Muzyczne to ważne wydarzenie. Proszę sobie wyobrazić festiwal, który trwa od 1 do 26 lipca – przez prawie cztery tygodnie! I codziennie wieczorem można wziąć udział w innym wydarzeniu: są projekcje filmów muzycznych, transmisje oper, baletów, koncertów – i to z jakich miejsc – z Metropolitan Opera, z Teatru Bolszoj, z Festiwalu Wielkanocnego w Salzburgu, są koncerty na żywo, zagraniczni goście, rozmowy z artystami i ważnymi osobami ze świata kultury. A to wszystko na barkach kilku osób decyzyjnych, kilkunastu osób obsługi technicznej. I to wszystko w najlepszej miejscówce w stolicy – na dziedzińcu Zamku Królewskiego. Ktoś to dobrze wymyślił 🙂 Kto? Ryszard Kubiak, Zygmunt Krauze i Barbara Pietkiewicz-Kraśko 17 lat temu. A 10 lat temu doszedł jeszcze aspekt zapraszania Gościa honorowego – kraju, który od 1 lipca obejmuje przewodnictwo w UE. Dzięki temu w Ogrodach w tym roku zabrzmi np. muzyka estońska.

MELOMANI ONLINE: Co Pani zdaniem można/warto zrobić, by na koncerty muzyki klasycznej przychodziło więcej młodych ludzi?

KINGA A. WOJCIECHOWSKA: Na koncerty muzyki klasycznej przychodzi dużo młodych ludzi, więcej w Polsce niż w Europie Zachodniej. Poważnie. Jeździłam trochę, rozmawiałam też z obcokrajowcami. To oni pytają nas, jak my to robimy, że tyle młodych osób przychodzi na koncerty muzyki klasycznej i współczesnej. Problemem jest nie to, że przychodzi mało młodych ludzi, ale że w ogóle mało ludzi słucha muzyki wysokiej jakości.

Dlaczego?
Organizatorzy koncertów i festiwali muzyki klasycznej często nie doceniają siły promocji, marketingu, nie idą z duchem czasu i nie korzystają z nowoczesnych sposobów komunikacji z odbiorcami. I nie chodzi tylko o narzędzia, ale o sposób ich wykorzystania. Bo nawet jeśli instytucja założy sobie fanpage w portalu społecznościowym, ale jej komunikacja będzie nudna i staroświecka, to młodych do siebie nie przyciągnie. Nikogo do siebie nie przyciągnie, nawet starych. A do tego artyści muzyki klasycznej bywają zachowawczy, ostrożni, introwertyczni. A tu potrzeba dokładnie odwrotnych zachowań, choć oczywiście trzeba utrzymać na nimi pełną kontrolę.

Jak to zrobić?
Podpatrywać działania takich artystów jak The Piano Guys, David Garrett, Il Divo, Andrea Bocelli. Oczywiście, nie zagwarantuje to sukcesu każdemu, ale jeśli chcemy podnosić poziom popkultury, to trzeba pamiętać, że inicjatywa jest po stronie artystów i animatorów kultury, nie po stronie tzw. szerokiego odbiorcy – on sięgnie po to, co ma najbliżej. Jeśli będzie to Doda i Zenek Martyniuk – tego będzie słuchał. Aha, argument, że jak ktoś będzie chciał poznać muzykę klasyczną, to sam trafi do filharmonii, nie przekonuje mnie. Sztuka wysoka ma tak wielką konkurencję ze strony sztuki popularnej i niskiej, że musi wykorzystywać nowoczesne narzędzia i język komunikacji i być dostępna (co nie oznacza, że za darmo!), żeby była zauważalna.

The Piano Guys

Okładka albumu The Piano Guys wydanego w 2012 r. (Sony Masterworks)

Co jeszcze trzeba zrobić?
Jeszcze trzeba namówić ludzi, żeby nie bali się uczestniczenia w sztuce, zanurzania się w niej, korzystania z dobrodziejstwa codziennego tworzenia czegoś. To mogą być bardzo drobne rzeczy. Pokolorowanie obrazka, zaśpiewanie piosenki. Chodzi o codzienny kontakt ze sztuką. Kiedyś było łatwiej, bo prawie wszystko robiło się wspólnie – kobiety wykonywały razem żmudne prace domowe, mężczyźni razem polowali, podróżowali, szli na wojnę. Sztuka, w szczególności muzyka, śpiew, były częścią codzienności. Dziś pralka za nas wypierze brudne ubranie, nie trzeba przy tym śpiewać. Wykonywanie sztuki samodzielnie to fanaberia i luksus, ale tym bardziej trzeba sobie na to pozwolić.

ANKIETA

Pierwsze wielkie olśnienie muzyczne

Było ich wiele: suita „Peer Gynt” E. Griega – wersja instrumentalna. Wszędzie szukałam potem jakiegoś łatwego opracowania na fortepian, a gdy już znalazłam, grałam w kółko, lekceważąc zalecenia nauczycielki, gamy i preludia Bacha. Eroica Beethovena, Wysocki, Okudżawa, Kaczmarski… Te olśnienia były silnie związane z muzycznymi zainteresowaniami rodziców.
Trochę później wielkim odkryciem byli Pink Floyd, Yes, cały rock symfoniczny. Do dziś pamiętam wieczorne słuchanie Time z „The Dark Side of The Moon” Floydów, w oknach trzęsły się szyby…

Koncert, jaki zrobił na mnie największe wrażenie

Kiedyś, w Filharmonii Narodowej wykonano trzy koncerty fortepianowe: Mozarta, Beethovena i Czajkowskiego. Grały trzy japońskie pianistki, z orkiestrą FN. Już nie pamiętam ich nazwisk, mam w głowie tylko muzykę i wielką flagę Japonii, bo Ambasada tego kraju była sponsorem koncertu. Pamiętam wielkie emocje, jakie obudziła we mnie ta muzyka. Wyszłam z koncertu prawie nieprzytomna.
Ponad rok temu ogromne wrażenie zrobiły na mnie „Pieśni szalonego króla”, wykonane w Auli UMFC w Warszawie – Maciej Nerkowski, oficjalnie baryton, ale raczej artysta, który głosem potrafi zaśpiewać i wyrazić wszystko, do tego genialny aktor – wykonał te pieśni tak, że skradł całe show świetnemu skądinąd zespołowi kameralnemu Hashtag Ensemble pod batutą Ignacego Zalewskiego.
A już całkiem niedawno, bo 29 czerwca tego roku, miałam okazję posłuchać koncertu, podczas którego wystąpili Joanna Kawalla, Leszek Lorent, Maciej Nerkowski, Dariusz Przybylski i Eunho Chang. To był koncert od mistycznych inspiracji Aleksandra Kościowa i Arvo Parta do intensywności Ignacego Zalewskiego i Iannisa Xennakisa. Jeden koncert, a jak mały festiwal muzyki współczesnej. Genialne!

Płyta, do której naczęściej powracam

Nie mam jednej płyty, do której wracam. Może myślami – do tych pierwszych – wspomnianego już Peer Gynta, do Eroiki i wszystkich pozostałych symfonii Beethovena, tu w szczególności w nagraniach z Furtwanglerem jako dyrygentem, koncertu fortepianowego Piotra Czajkowskiego… Czasowo za to zachwycam się – a to współczesnymi kompozycjami na historyczny klawesyn w wykonaniu Aliny Ratkowskiej, a to barokowymi odkryciami z Biblioteki Gdańskiej, nagranymi przez Andrzeja Szadejkę i jego zespół albo – płytami z muzyką na instrumenty perkusyjne w wykonaniu Leszka Lorenta. Ostatnio z zaciekawieniem odkrywam poszczególne kompozycje na „One minute” – płycie flecistki Iwony Glinki, która wykonuje 60 jednominutowych utworów napisanych przez kompozytorów z całego świata. I czekam na „Two minutes” – 30 utworów dwuminutowych w duecie.

Najczęściej słucham muzyki…

Muzykę niestety słychać wszędzie, ciągle, dudni w uszach nieproszona. Tej, którą lubię, staram się słuchać głównie na żywo. Często słucham też w domu, z odtwarzacza, z płyty. Ale jeszcze częściej zdarza mi się najpierw posłuchać  czegoś z laptopa, z internetu – ot, znak czasów.

Ulubione miejsce związane z muzyką

Głogówek, szczególnie tamtejszy kościół barokowy. Jak tam brzmią zorkiestrowane walce Chopina! Albo Piąta Beethovena! Albo mistrzowskie wykonania muzyki sakralnej na organach.

W Warszawie ciekawym nowym miejscem na mapie muzycznej jest Nowy Świat Muzyki, na rogu ulic Świętokrzyska i Nowy Świat. Trochę starszym miejscem jest Teatr Stanisławowski w Łazienkach, to miejsce też bardzo lubię. I dla kontrastu – koncerty plenerowe, podczas których można siedzieć na trawie i delektować się muzyką w nieformalnym stroju, czasem wręcz przypadkowo natykając się na wydarzenie muzyczne.

Kinga Anna Wojciechowska- Roxy Photography / Presto

Zdjęcie: Roxy Photography / Presto

Kinga A. Wojciechowska
Właścicielka i redaktor naczelna magazynu „Presto. Muzyka Film Sztuka”. Absolwentka SGH, studiowała muzykologię na Uniwersytecie Warszawskim. W 2011 roku stworzyła jedyny w Polsce nowoczesny kwartalnik o muzyce klasycznej, filmowej, współczesnej i sztukach wizualnych. Prowadzi koncerty, warsztaty dziennikarskie i spotkania ze sztuką dla dzieci.
Presto to także portal prostoomuzyce.pl, społeczność na Facebooku i Instagramie, projekty edukacyjne, happeningi. To platforma do rozmów o sztuce i działań na rzecz promowania kultury wysokiej i twórczego życia.

 

Dodaj komentarz